Jump to content
Dogomania

Evelka

Members
  • Posts

    2122
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Evelka

  1. Eh, koniecznie trzeba będzie coś wymyślić dla Bacusia... Być może mój TŻ mógłby zrobić budę (w pracy ma odpowiednie maszyny), zrobiłby ją składaną, więc nie byłoby problemu z transportem. Trzebaby tylko było przewieźć potrzebne materiały do Niego do pracy. Potrzebne byłoby drewno i styropian do ocieplenia, żeby buda była cieplutka. Co Wy na to? A kiedy dokładnie masz się przeprowadzić Ulu? I tak z ciekawości to w jaki rejon Krakowa?;)
  2. Eh, ale tego już na prawdę nie pojmuję... Skoro ta kobieta chce się psa pozbyć to nie rozumiem czemu utrudnia, a wręcz uniemożliwia kontakt... :shake:
  3. Jestem. Sytuacja faktycznie nieciekawa, ale mam nadzieję, że przed czwartkiem uda się coś wymyślić. Musi się udać! O Olkuszu nawet nie chcę myśleć...
  4. [quote name='Sayrel']Na poczatku ruczaju przy Tesco, ale odkad nam sie udalo w koncu zaszczepic na wsciekle mozemy podrozowac publicznymi srodkami lokomocji. A i na zakrzowek blisko. Barsa sie ucieszy:) Uwielbia inne pieski:] Nawet nauczyla sie, ze z tymi malymi trzeba delikatnie bo inaczej uciekaja i gryza;) Ale musi nad tym jeszcze popracowac:) Nawiazuje dobre relacje ze wszystkimi psami (nawet z takimi co maja z tym problem), ale przegina chwilami z wylewnoscia (heh ma to po cioci...) Za wlascieli Maszy sama trzymam kciuki... mam nadzieje, ze... ochlona i dadza jej szanse. Bo naprawde jestem bliska zalamania, jakis tragiczny dzien:/ Inna suka na tymczasie dzisiaj za to nauczyla sie odkrecac krany i zalewa nieustannie lazienke bo lubi sie moczyc:crazyeye: [/QUOTE] Hahaha, prawie spadłam z krzesła ze śmiechu jak przeczytałam o tej suńce, która lubi się moczyć:lol!: Choć nie chciałabym być w skórze Jej opiekunów;):diabloti: A co do Barsy to w takim razie koniecznie umawiamy się na wspólny spacer! Wszystkie psiska będą zachwycone!:evil_lol: Myślę, że na zakrzówku mogłoby być super. I jest sporo miejsca do szaleństw;) Zatem będziemy w kontakcie i dogadamy jakiś dogodny termin:) A na razie życzę Wszystkim dwu oraz czteronożnym dobrej nocy i idę w końcu spać:wink:
  5. [quote name='Sayrel']No dobra nie juz w sumie co roztrzasac. Czekam na wiesci i rachunki;) I trzymam kciuki za Dt=DS Dostalam kolejne +50 rage przy wizytach i "jestem na nie nawet jak jestem na tak" Dla rozluznienia, kiedys napisalam: 4 PARANOJE HUSKY ADOPCJE 1. U drzwi schronisk czają się pseudohodowcy, którzy tylko czyhają aż pies wyjdzie ze schronu bez sterylki i rozmnażają, rozmnażają, rozmażają. 2. Każdy chętny na hasiora - to zły człowiek, które leci tylko na niebieskie oczka;) 3. Jak nie leci tylko na niebieskie oczka, to napewno mu pies ucieknie, zawyje na śmierć, zje wszystkie kury (nawet jak ich nie ma;)) zdemoluje mieszkanie (nawet jak mieszka w kojcu) i wogole;)) 4. Wszędzie czają się pseudohodowcy, ślędzą nas, podbierają nam psy i rozmnażają, rozmnażają, rozmażają;)[/QUOTE] Hehe, dobre!:evil_lol: I myślę, że tym optymistycznym akcentem zakończmy tą dyskusję;) Mam nadzieję, że wszystko pozytywnie się wyjaśni. Będę dawała znać co z wetem. Dobrej nocy wszystkim!:)
  6. [quote name='Sayrel']Jasne, ze tak Asior. Ale w tym konkretnym wypadku mial przerobiona lekture i godziny na telefonach z nami, mial tez tamtego hasiora przez ponad miesiac. Na adopcje czekal 3 miesiace ponad... Czlowiek bardzo bardzo aktywny fizycznie. Samo utrzymanie fizyczne polnocniaka moim zdaniem jest o wiele latwiejsze niz u innych ras. Sa rasowo dosyc zdrowe, maja mega wydajny metabolizm - naprawde ciezko jest tu cos zepsuc. Oczywiscie Lunka nie byla zdrowa:((( (o tym nawet nie wiedzialam) Cala reszta to nie dopatrzenie - tylko nie potrafie pojac jak takich rzeczy mozna nie dopatrzec:/[/QUOTE] To wszystko racja. Nam tez wydawał się bardzo świadomy i douczony. O chorobie doskonale wiedział od początku, więc w pełni świadomie się na to zdecydował. Co powiem szczerze nieco nas zdziwiło, bo wiedzieliśmy, że będzie potrzeba sporych nakładów finansowych na wyprowadzenie Lunki na prostą... Ale On nie miał nic przeciwko... Choć niestety jak się później okazało, zwrócić nam poniesionych nakładów (od czasu Jego zdecydowania się na adopcję) też nie był w stanie... My rozumiemy wszystkie wypadki losowe (a z opowiadań wiemy, że Tomek miał jakiś wypadek i potem wiele problemów z autem i odszkodowaniem), ale one niestety zdarzają się każdemu... Naszej winy w tym nie było, a to my byliśmy do tyłu (sami mając wtedy wiele wydatków), bo z uwagi, że Luna była już "zaklepana" i ponoć również wzięta pod opiekę finansową nowego właściciela to później nie prowadziłam już żadnych intensywnych zbiórek na Nią...
  7. No to też mnie bardzo dziwi, że się do Was w ogóle nie odezwał, skoro wcześniej bywaliście w kontakcie. Ja miałam z Nim dobry kontakt telefoniczny. Masakra była tylko ze zdjęciami, o które ciągle prosiliśmy, a On ciągle obiecywał i nie wysyłał;) Dostaliśmy je w efekcie tylko raz. Ale to może faktycznie kwestia zabiegania...;)
  8. [quote name='Sayrel']Pewnie, ze bym nie miala! Zwlaszcza z Twoim psem:] Barsa potrzebuje kontaktu z psami! A u nas wlasciciele... tych no mniejszych pieskow uciekaja w histerii przed nia. A demolka.... eeeee... powiedzialabym, ze byla epicka. Lacznie z powodzia w mieszkaniu. Mam nadzieje, ze wlasciciele do jutra ochlona i nie podejma pochopnej decyzji. Zwlaszcza, ze Masza nigdy nie niszczyla:( Jej watek jest tutaj, ale narazie nic nie pisze dopoki sprawa sie nie wyjasni: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/192832-Masza-mlodziutka-malamutka-w-poprawczaku-%29?p=15379151#post15379151[/URL][/QUOTE] To my bardzo chętnie! Możemy zabrać nawet 3 psy, to Barsa będzie mogła wybierać w rozmiarach;) A nasz Barry to już na bank byłby zachwycony i wniebowzięty, że mógłby się pobawić z taką Panienką:lol: W którym rejonie Krakowa mieszkasz? Co do demolki to już nic nie powiem, tylko zaczynam mocno zaciskać kciuki za słuszną i dobrą decyzję właścicieli!
  9. [quote name='Sayrel']Niedouczony to jeszcze pol biedy... gorzej, ze niektorzy z nich maja w tym biznes. W Krakvecie maja swietny... Moim zdaniem weci powinni odradzac mnozenie psow wogole, ale nie jak ktos przychodzi zdecydowany sterylizowac psa mu odradzac ze wzgledow medyczno/etyczno/wlasciwie cholera wie jakich? Jeszcze dorzucmy do tego temat pozal sie boze behawiorystow - i juz mamy komplet opini dlaczego jestesmy nienormalne, nawiedzone i ze adoptowanie psa do same klopoty:( Jakis czas temu tez mialam takie przeswiadczenie, ze suka powinna miec szczeniaki raz w zyciu - z po prostu niewiedzy i durnoty wetow... A sama sytuacja jest dla mnie czyms totalnie niezrozumialym pod kazdym mozliwym wzgledem. Ale nie ma co gdybac. Ja do listy pytan na wizytach dorzuce sobie chyba caly dzial pt. "moje pojecie o weterynarii, chorobach i cyklu rozrodczego psa oraz umiejetnosci zauwazania problemow" bo chyba o to sie w tym wszystkim rozchodzi.[/QUOTE] Myślę, że to pytanie mogłoby wiele pomóc;) A już na pewno uchronić przed późniejszymi niepotrzebnymi dyskusjami...
  10. A no faktycznie! Wybacz, ale późno jest i trochę mnie zamroczyło:eviltong: Nie wiem czemu, ale myślałam, że napisałaś tamto a propos sterylek haszczaków od sayrel;) Ale już wiem o co chodzi! Szpeyer faktycznie jest super, tylko właśnie obawiałam się, że "sprzętowo" może nie dać rady. Ale w tej syt.w razie czego udamy się do tego "irisa". Dziękuję za radę!:Rose:
  11. [quote name='Sayrel']Z Barsa na spacerze mozna pomoc mi osobiscie bo mam ja u siebie:] To moje ukocane 32 kg szczeniaczka (trzeba bylo widziec moja mine jak mi ja z boksu wyciagneli...) Dwa pozostale sa w hoteliku pod wieliczka. Docelowo maja trafic do Joli Solek na szkolenio-hotel (po sasiedztwie) o ile Masza po dzisiejszej demolce nie wroci z adopcji:( Narazie rezyduje tam jeszcze taki kawaler, ale ma juz domek w dojczalndi tylko czeka na transport: Niestety podczas pobytu w schronisku ukradlo psu ogon: [/QUOTE] Demolka była bardzo porządna, że tak to kreślę...? Ale mam nadzieję, że miłość pokona wszystko... A na spacer z Barsą naprawdę chętnie bym się kiedyś wprosiła:diabloti: Oczywiście o ile nie miałabyś nic przeciwko!
  12. [quote name='Sayrel']Asior w poleceniu weta bedzie lepsza. Ja polecam Artweta bodajze w wieliczce - dobrzy weci i fantastyczne wyposazenie, robili nam juz pare nie powiem skomplikowanych zabiegow. Nie usprawiedliwiam, ale polemizuje. Wiesz jak sie nie ma wiedzy i widzi psa codziennie to nie widzi sie pewnie zmian, ja ostatnio zawozilam suke ze schronu na dt, widzielismy 2tyg wczesniej i do lba by mi nie przyszlo, zeby byla w ciazy wygladala tak samo, a kolezanka, ktora ja miala brac dalej tylko ja zobaczyla i "martyna - ona jest w ciazy" i miala racje, a tez zaawansowana. A z tymi wetami to jakas masakra://// Teraz juz zadnych psow z rak bez sterylki nie wypuszczam, chocby sie ziemia palila, ale zdarzaly sie kiedys sytuacje nagle typu - dom, albo np. taki olkusz... I przy warunkowych obijalo sie wlasnie o wetow... a co taka pani z fundacji czy innego pierone moze o tym wiedziec, skoro LEKARZ WETERYNARII mowi, ze to nie zdrowe, a szczeniaczki dla zdrowia niezbedne bo pies oszaleje... i co i wychodzisz na debila. A nie kazdy sie musi weterynaria pasjonowac:/ i psami glebiej niz jako towarzyszami zycia (a nie czarujmy sie wiele ludzi takich jest i to nie znaczy, ze sa zli....) Ile to razy ja sie musialam naklocic, ze wiem LEPIEJ od jakiegos weterynarza po zawodowce.... Teraz na szczescie i odlozylismy kase na nagle sterylki, a i dzieki Asior,KTOZowi i Kunie jest nam latwiej bo pomagaja przy nam sterylizacjach![/QUOTE] Dzięki za polecenie. Zapytam jeszcze Asię, to może poleci Kogoś bliżej;) Ale w razie czego pojedziemy tam. Byle było skutecznie. Z tym niewidzeniem zmian, gdy ma się psa na co dzień to też oczywiście racja. Ale z drugiej strony, gdy Ktoś zwraca Ci już na coś konkretnego uwagę to zaczynasz się nad tym zastanawiać, analizujesz sprawę, przyglądasz się... Na to ostatnie Tomek może nie miał zbyt wiele czasu, ale pierwsze wątpliwości co do ciąży przekazała Mu Monika, kiedy się z Nim spotkała w sobotę 23 X, więc widział wtedy Lunkę... Mógł się dokładniej przyglądnąć, ocenić... Naprawdę sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć! Sytuacja jest kosmiczna i niezwykle niezręczna! A temat wetów pozostawię bez komentarza... Tłumy ludzi próbują uświadamiać ludzi o problemie bezdomności psów, o konieczności sterylizacji, a taki niedouczony konował jednym zdaniem może wszystko przekreślić...:angryy:
  13. [quote name='Sayrel']Jestem tez w szoku, ze planowal miec szczenieta... pierdzieleni weterynarze:/// Przeciez rozmawialam z nim na ten temat wiele razy przez telefon i jak bylam tam pare godzin:(( I wszystko rozumial i nie mial oporow:/// Ja przypuszczam, ze on nie wpadl na to, ze suka moze byc w ciazy skoro jej nie dopuszczal:( Obawiam sie, ze sprawca mogl byc rzeczony Onek, bo przeciez bral ja ze soba do pracy i glupio to brzmi, ale pewnie po prostu nie pomyslal:/ Zadzwonie do niego i pogadac i zsuszyc mu leb nie powiem... Kurcze straszne to jest, pamietam jego ankiete, rozmowy przez telefon, spotkanie... to wydawal sie wrecz domek idealny... i takie sa chyba najgorsze - bo zawod najwiekszy. Tez mielismy pare miesiecy temu taka sytuacje, jak idealny dom oddal psa.... bo ten byl ponoc nieszczesliwy z niewiadomego powodu... Co do leczenia - oczywiscie sie dorzucimy. Pluje na siebie bo nie jako ja razem z Dorota za ten domek reczylysmy...[/QUOTE] Od razu prostuję, że Tomek niby szczeniąt nie planował, ale mówił, że trzeba to przemyśleć, bo wet mówi... itd... Ten wet jest jakiś walnięty. Ale właśnie też nas bardzo zdziwiło podejście Tomka, bo w rozmowach z nami wydawał się bardzo świadomy i rozsądny. A tutaj nagle taki wyskok ze "zdrowiem psychicznym suczki"... Masakra... Co do tego domniemanego ojcostwa onka to faktycznie możesz mieć rację! Wtedy wszystko by się składało w całość! No i nam też wydaje się, że On właśnie kompletnie nie pomyślał... Stąd Jego niekłamane zdziwienie i zaprzeczanie do końca... Ale dziwi też fakt, że nie zauważył żadnych (a przecież tak wyraźnych!) zmian u Lunki. Musiał chyba tak bardzo być pewnym, że do niczego nie doszło, że na pewne sprawy oczy miał zamknięte... Eh. Przy tym wszystkim naprawdę nam jest bardzo głupio i strasznie jest nam żal Tomka. Mimo wszystko. A co do rozczarowania takim z pozoru idealnym domkiem to faktycznie masz rację. Boli najbardziej... Aha, dziękujemy też za chęć wsparcia w ewentualnym leczeniu. O wszystkim będę informowała na bieżąco. Polećcie mi proszę jakiegoś dobrego weta od skutecznego leczenia takich chorób pasożytniczych w Krakowie. [quote name='Asior']same dobre chęci nie wystarczą.. mimo iż gość nie jest złym człowiekiem może, to jednak te psy wymagają naprawdę odpowiedzialnego podejścia....[/QUOTE] Oczywiście masz rację Asiu...
  14. [quote name='Sayrel']Dora przeprowadzila sie 3dni temu na slask i nie ma chwilowo ani netu a i slabo wogole chwilowo dziala. A matko ja juz wiem co to za Tomek..... Troche zawila historia... Poznalam go osobiscie... Odbieralam kiedys od niego psa, ktorego znalazl. Byl tez chetny na adopcje innego, ale w miedzy czasie przygarnal jakiegos, ktory sie blakal, pozniej chcial go oddac do adopcji - bo jego tesciowa, z ktora mieszkal miala jakies straszne jazdy z nim ponoc. Zreszta wogole mowil mi, ze to pies, a jak przyjechalam okazal sie suka, a byl juz u niego 2 tyg:/ Ale po miesiacu odnalezli sie wlasciciele i psa odebrali. Pozniej zglosil sie po adopcje i chyba tak wlasnie pojechala Lunka (juz sobie wszystko przypomnialam, przy takiej ilosci psow juz nie wyrabiam z pamiecia). To faktycznie dobry chlopak, ale strasznie roztrzepany. Dziwie sie jednak, ze dopuscil az do takiej sytuacji. Przypuszczam, ze Lunka zostala tam przy stoku u jego pracodawcy? Z takim starszym onkiem? Jeszcze bardziej sie dziwie, ze nie poinformowal nas o sprawie... Problemy finansowe rzeczywiscie mogl i moze miec, sam utrzymuje zone, jej matke i chyba dziecko. Ale cala reszta to zaniedbanie, o ktore nigdy bym go nie podejrzewala.... Jeszcze bardziej mnie dziwi, ze nie dzwonil ani do mnie, ani do Doroty, ze jest problem (a numery ma bo czasem dzwonil jak jakiegos psa znalazl) zwlaszcza, ze w Krynicy mamy dwie znajome osoby i kazda z nich by pomogla przy psie... Sama nie wiem co z tym zrobic. Wyslij mi prosze na pw jego nr telefonu, bo zostal mi na starym aparcie. Generalnie szkoda mi chlopaka, ale chyba faktycznie pies nie powinien do niego wracac. I jestem naprawde w szoku, ze doszlo do takiej sytuacji. Dziekuje jak zwykle KTOZowi za sterylizacje:]]] (przypominam ze w tym tyg ide po moje dwie kolejne i z podaniem o 3cia;) Bede zagladac tu codziennie obserwowac jak sie sytuacja z DT rozwija, czy potrzebne jest w takim razie jakiekolwiek inne wsparcie?[/QUOTE] Tak, to dokładnie ten Tomek! Historia faktycznie jest zawiła, a sam Tomek zaiste bardzo roztrzepany. Ale właśnie tak jak piszesz i ja ciągle podkreślam to dobry chłopak. I dlatego było mi tak ciężko z tą decyzją, bo nam też jest Go strasznie szkoda... Lunka faktycznie została tam u tego pracodawcy - Maćka ze starszym onkiem. Nas też cała sytuacja i jego zachowanie okropnie zszokowały, bo takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewaliśmy! I takiego upartego zaprzeczania do samego końca. Inaczej by to wyglądało, gdyby od razu przyznał się, że mógł nie dopilnować, że Luna może być w ciąży, że przeprasza i że trzeba coś zrobić... Owszem też nie byłoby to znakomite, ale jednak dużo lepsze. Zadziałałoby się dużo wcześniej. Wszystkim oszczędziłoby to wielu stresów, a Tomek wyszedłby z tego z twarzą... A tak to porobiły się niepotrzebne problemy. Tym bardziej, że jak sama piszesz macie ludzi w Krynicy, więc ktoś by pomógł na pewno... Eh, ciężka sprawa. Zaraz wysyłam Ci jego numer.
  15. Zdjęcia są po prostu FANTASTYCZNE! A Molly na nich taka szczęśliwa!:loveu: Takie fotorelacje to miód na serce:lol:
  16. Zgodnie z obietnicą - jestem:) Psiaki są fantastyczne! Zwłaszcza Barsa rozłożyła mnie na łopatki swoim niesamowitym wdziękiem! Ah, gdybym tylko miała więcej miejsca i trochę grubszy portfel;) A gdzie psiaki przebywają? Dużą ilością czasu wolnego nie grzeszę, ale może czasem mogłabym pomóc przy spacerze czy coś?
  17. [quote name='Sayrel']Ja bym ja absolutnie temu facetowi nie oddawala:( Jezeli zostanie na DT to super, ale jezeli nie - to bedziemy szukac... Przeczytalam watek i doczytalam, ze suczka ze wzgledow zdrowotnych nie mogla byc wysterylizowana. Ponawiam jezeli mozemy jakos finansowo wesprzec wykonana sterylke suni (i brawo,ze zdecydowalyscie sie na aborcje, to przykra, ale jedyna sluszna decyzja) prosze o numer konta i orientacyjnie kwote - moze cos dozbieramy. Na dniach tez powinna dojechac do mnie fundacyjna karma dla mojej tymczasowiczki wiec moge sie jakas tam iloscia podzielic, bo niedlugo ja sterylizuje i wysylam do domu (o ile na jakis sie w koncu zdecyduje;) Dzisiaj zalozylam watek moich Krakowskich podopiecznych, ale pewnie nikt nie bedzie zagladal;) [URL]http://www.dogomania.pl/threads/195649-Malopolskie-polnocniaki-w-poszukiwaniu-domow?p=15653254#post15653254[/URL][/QUOTE] Raz jeszcze ogromnie dziękuję Ci za przybycie i zainteresowanie! Dzięki Wam, wiemy już na 100%, że niestety Luna nie wróci do swojego domu... Co do wsparcia to tak jak pisałam bylibyśmy ogromnie wdzięczni za ewentualną pomoc w zbiórce na Jej porządne dodiagnozowanie. Żeby ostatecznie zamknąć temat lambli i innych paskudztw. Swoją drogą to gdzie w Krakowie najlepiej udać się w tym celu? Kiedy była u nas to leczyli Ją w krak-vecie, ale chyba robili to trochę po omacku... A na wątek ja chętnie wpadnę:)
  18. [quote name='Sayrel']Przeczytalam masakra:(((( Generalnie dlatego ja NIGDY nie wydaje psow na warunkowej sterylizacji chocby miala za nia zaplacic sama... Ale nie ma co gdybac tylko trzeba dzialac. Zadzownie jutro do Doroty(nie ma chwilowo dostepu do netu), ktora widze brala jakos udzial w tej adopcji (pozniej przeczytam caly watek). Mam wrazenie, ze tez troche zawalilysmy przy tym psie:( Niestety wtedy troche nasz serwis dopiero zaczynal dzialac i byl na mniej restrykcyjnych zasadach i musialysmy sie raz przejechac, aby do takich sytuacji juz nie dopuszczac, ale jak to w adopcjach - mozna chodzic na palcach, a wypadki sie zdarzaja:( To druga przykra wiadomosc bo pol godziny temu dowiedzialam, sie, ze inna suka nam wraca z adopcji.... Eh... Ale teraz moze cos bardziej z sensem. Oczywiscie pomozemy suce poszukac nowego domu, musze tylko zdzwonic sie z dorota dowiedziec czy ona byla u nas w serwisie oglaszana wtedy wyciagne jej dane adopcyjne i ruszymy z akcja szukania nowego domu. Na CITO chwilowo nic nie mam, ale moze cos sie wyklaruje bo mialam pare telefonow ostatnio z malopolski chetnych na polcnoniaka. Ale narazie nic pewnego:/ Jak dlugo ona moze pozostac na DT? Jakie wsparcie wam jest potrzebne? Ile kosztowala sterylka? Nie jestem w stanie zadeklarowac, ze na dzien dzisiejszy pokryjemy calosc - bo dopiero sie rozliczamy za leczenie 2 psow, ale napewno zwrocimy czesc kosztow, a jak sie uda do calosc.[/QUOTE] O, super, że jesteś! Bardzo się cieszę i dziękuję! Koszty sterylki i usg na szczęście zostały pokryte przez KTOZ, więc ten problem mamy z głowy:) My, po tym doświadczeniu, też już nigdy nie wydamy psa bez sterylizacji czy kastracji. Ale jak sama napisałaś czasem uczymy się na błędach... Co do Doroty to sama chciałam się z Nią skontaktować (ale gdzieś posiałam Jej numer telefonu), więc napisałam Jej PW. Jej udział faktycznie był znaczny, bo to Ona ręczyła za Tomka. Kiedy po drodze mieliśmy znaczne problemy z kontaktem z Nim to Ona pośredniczyła w kontakcie (ochrzaniając czasem Tomka) i zawsze nas uspokajała, że to naprawdę dobre i bezpieczne miejsce. Dlatego Luna nie była nigdzie ogłaszana, bo Dorota bardzo szybko zaproponowała nam miejsce u Tomka. Oczywiście nie mamy do Niej żadnych pretensji, bo każdy może pomylić się w ocenie. Zresztą, tak jak już pisałam, Tomek nie jest złym Człowiekiem. Obecny DT brał Lunę z myślą, że będzie u Nich właśnie do kwietnia/maja, kiedy to Tomek miał się przeprowadzić, więc na szczęście pod tym kątem czas nas nie goni. No i tak jak pisałam jest jakaś szansa, że DT stanie się DS, ale to jeszcze nic pewnego. Dlatego w razie czego będziemy ogromnie wdzięczni za pomoc w ogłaszaniu! Poza tym to jutro pogadam z DT czego ewentualnie by jeszcze potrzebowali. Zapytam Ich też o kupy, bo jeśli nadal są rzadkie to nie wiem czy nie trzeba by było powtórzyć badań kału, czy jeszcze się tam coś nie kryje... Więc w razie czego to na to potrzebowalibyśmy wsparcia, bo byłoby super gdyby do nowego domu Luna trafiła już w pełni zdrowa i bez żadnych problemów.
  19. Oczywiście takie też było nasze zamierzenie... Ale chcieliśmy jeszcze zaciągnąć Waszych opinii. No bo kurka, my właśnie, tak jak sugarr, uważamy, że On jest po prostu wyjątkowym lekkoduchem i strasznie roztrzepanym Człowiekiem. Oczywiście to Go nie usprawiedliwia, ale jednak nie należy do kategorii "bydlaków". To w gruncie rzeczy poczciwy Człowiek, tylko najwyraźniej nieogarnięty... I właśnie dlatego się trochę łamaliśmy. Będzie mi naprawdę ciężko przekazać Mu tą decyzję... Ja się do tego chyba nie nadaję. To jest do takich ostrych, rzeczowych rozmów, bo mam chyba za miękkie serce i nie lubię sprawiać Komuś (kto nie jest potworem w ludzkiej skórze, bo do takich nie mam żadnych skrupułów:evil_lol:) przykrości. Ale sił dodaje mi fakt, że oczywiście to dobro i szczęście PSA są tutaj najważniejsze i do tego muszę dążyć mimo wszystko...! Z domkiem też mam nadzieję, że w razie czego nie będzie problemu, ale powiem Wam w sekrecie, że my po cichu liczymy, że obecni opiekunowie Lunki zdecydują się Ją zatrzymać!;) Bo już pół roku temu, kiedy była u Nich tylko na kilka dni łamali się, ale że Ona i tak już miała jechać do Tomka właśnie to nic z tego nie wyszło. Przez ten czas coraz bardziej dojrzewali do decyzji o psiaku. W Lunce są zakochani. My jesteśmy ich pewni na 100%, poza tym mielibyśmy Ją na oku i często widywali, co po tych wszystkich przejściach też nie jest bez znaczenia... Artur (mąż Moniki) regularnie biega, zresztą Oni oboje są bardzo aktywni, więc pod tym względem też byłoby dobrze. No ale na razie wolę nie zapeszać;) Sami muszą podjąć tą decyzję. Póki co nam pozostaje mocne trzymanie kciuków:wink: A z najnowszych wiadomości to Luna jest coraz żywsza. Chce już biegać i skakać. Do wszystkich psiaków na spacerach bardzo przyjazna. No i trochę zjadła im prześcieradło, które tym samym stało się Jej własnością;)
  20. Banerek prześliczny! Ja niestety kompletnie nie znam się na ich robieniu, ani podlinkowaniu... Zatem bardzo proszę Kogoś o pomoc! Wtedy od razu wrzucę go sobie do sygnatury:) Mam nadzieję, że to sprowokuje większy ruch na bazarku!
  21. Kochane Cioteczki! Bardzo Was prosimy o RADY w sprawie huskiego Luny. To nasza była tymczasowiczka, która ze swojego domu znów wróciła do Krakowa (właściciel chce/może Ją zabrać z powrotem dopiero w okolicach kwietnia/maja). Sytuacja jest bardzo skomplikowana i dlatego bardzo prosimy o pomoc i wsparcie osób bardziej doświadczonych! Dokładna sytuacja jest opisana w poście 145, na str.15. Oto wątek Luny: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/179560-Luna-znowu-w-DT%21-Ju%C5%BC-po-sterylce-aborcyjnej%21-Dorad%C5%BAcie-prosz%C4%99-co-robi%C4%87-%21"]http://www.dogomania.pl/threads/179560-Luna-znowu-w-DT!-Ju%C5%BC-po-sterylce-aborcyjnej!-Dorad%C5%BAcie-prosz%C4%99-co-robi%C4%87-![/URL]
  22. No i znowu KATASTROFA! Nigdy nie przypuszczałabym, że sprawy tak się potoczą... Mimo, że o zdjęcie Lunki z nowego domu ciężko nam było się doprosić to kontakt telefoniczny był dobry i pełen optymistycznych relacji, więc się nie przejmowaliśmy za bardzo... Choć poniesionych kosztów leczenia (i tak już podzielonych przez połowę, które miały być zwrócone przez nowy dom, który w momencie podjęcia decyzji o adopcji Lunki zobowiązał się do pokrywania wszelkich kosztów Jej leczenia od tamtego momentu, prosząc tym samym aby diagnostyka i leczenie zostały dokończone w Krakowie) nie odzyskaliśmy do tej pory...:angryy: Tomek ciągle miał jakieś problemy finansowe... Albo wydawał dużo na leczenie Luny (musiała przejść jeszcze dwie kuracje antylambliowe). Kurka, ja to wszystko rozumiem, nam też nie raz jest ciężko, ale bierzemy odpowiedzialność za zwierzaki, którymi zdecydowaliśmy się zająć, więc mimo wszystko dla nas to nie argument...! Zresztą przed adopcją Tomek doskonale wiedział jak wygląda stan zdrowia Lunki! Do adopcji nikt Go nie zmuszał, zresztą Lunka nie miała ani jednego ogłoszenia, bo za pośrednictwem Dory zgłosił się Tomek i wyraził chęć adopcji... Kolejna sprawa, która mnie zaniepokoiła to fakt, że po 2 msc.od cieczki (którą Lunka miała jeszcze u nas, w Krakowie) przypomniałam o sterylce, ale Tomek powiedział, że to teraz niemożliwe, bo Jej obecny weterynarz powiedział, że jest na taki zabieg jeszcze zbyt słaba. Spoko, zrozumiałam i postanowiłam poczekać na następną cieczkę... W nowym domu Luna podobno zagryzła dwie kury sąsiadów i jakiegoś dzikiego kota. Podobno nie było z tym większych problemów. Raz uciekła na jeden dzień, ale szczęśliwie się odnalazła, choć niestety zostałam o tym poinformowana dopiero w kilka dni po całym zdarzeniu. Miała też kolejną cieczkę, która absolutnie nie zbiegła się z terminem ucieczki. I teraz przechodzę do meritum! Otóż jakieś 3 tyg. temu zadzwonił do mnie Tomek informując, że razem z Narzeczoną przeprowadzili się do wynajmowanego mieszkania i że Ich sąsiadem jest jakiś upierdliwy facet z 6 persami, którym zdarza się spacerować po klatce. Pech chciał, że pewnego dnia, gdy Tomek wychodził z Luną na trening rowerowy (miała być przypięta na lince do roweru) to kot zamiałczał na klatce. Niestety było to Jego ostatnie miauknięcie... [*] Właściciel persa wpadł w szał. Po pierwszym starciu na policji (zwrot "wartości" kota - 800 zł + mandat karny w wys.200 zł) zadecydowano o uśpieniu Lunki jako o psie agresywnym... Jakim prawem zapytacie? Nie mam pojęcia... Oczywiście chcieliśmy razem z Tomkiem załatwić lewe zaświadczenie. Ale musiałam szukać Jej jakiegoś DT z dala od Krynicy. Ostatecznie właściciel kotów został jakoś nieco udobruchany, odstąpił od żądania uśpienia, ale oświadczył, że jeśli jeszcze raz zobaczy Lunkę w swoim bloku to złoży sprawę do sądu i będzie wysuwał dalsze roszczenia z faktu utraty kota... Tomek póki co nie może się wyprowadzić. W okolicach kwietnia planuje przeprowadzkę do Krakowa lub Wrocławia i wtedy z powrotem mógłby zabrać Lunę do siebie. Na ten czas kompletnie nie miał Jej gdzie umieścić. Przez 2 tyg. mieszkała w Jego pracy (gdzie Ją odwiedzał) a w week-endy u Jego kolegi, który mógłby Ją przetrzymać dłużej gdyby nie to, że Jego owczarkowaty pies ponoć się na Nią rzucał... Znalazłam Jej wspaniały DT w Krakowie (u naszych dobrych znajomych, którzy zajmowali się Nią podczas cieczki, żeby uniknąć kontaktów z naszym Barrym;)). Znaleźliśmy też transport, bo Tomek nie miał jak tego zorganizować. w międzyczasie powiedziałam Mu, że w takim razie zrobimy Jej nie długo sterylkę w Krakowie (żeby tego dłużej nie odwlekać). On na to, że niby tak, ale On nie jest pewny... Bo że Jego wet mówi, że "suka dla zdrowia psychicznego powinna przynajmniej raz w życiu mieć szczeniaki"!!!! K...wa, wiecie jak mnie zagotowało?:angryy: Zresztą mam gdzieś co twierdzi Jego przedpotopowy wet, warunki umowy adopcyjnej były jasne! Jednym z nich była sterylka! Ale postanowiłam, że tą sprawę wyjaśnię później, bo wtedy najważniejsze było jak najszybsze zabranie Lunki. Monice (tej naszej znajomej) udało się zorganizować transport (dzięki innej koleżance) na sobotę 23 X. Nasze auto obecnie nie nadaje się do takiej podróży. Tomek był wtedy służbowo w Krakowie na cały week-end (Lunki nie miał jak zabrać, bo jechał pks'em). Monika przyjechała pod dom tego Tomkowego kolegi (którego pies rzekomo rzucał się na Lunę) i co zobaczyła?! Luna leże na ganku, a pies biega sobie nieopodal po ogrodzie. Nie wyglądało, żeby chciały się zamordować... Zresztą ten Pan oddawał Lunkę bardzo niechętnie. Dziwił się, że tak szybko Ktoś po Nią przyjechał. Mówił, że przecież u Niego miałaby dobrze, tylko, że nie mogłaby wchodzić do domu (musiałaby mieszkać w budzie), a Jego pies może... Ja oczywiście nie zgodziłabym się na takie warunki i mimo wszystko szukałabym DT, ale wydaje mi się, że Tomek powinien mnie poinformować, że ma dla Niej potencjalne miejsce na ten czas, ale że tylko na zewn... Nie sądzicie? Chodzi mi o taką zwykłą uczciwość. Mniejsza o to, w każdym razie w końcu dziewczyny załadowały się do auta i ruszyły do Krakowa. Tomek mówił mi, że przez te 2 tyg.takiej ekstremalnej syt.i bycia gł.samej Luna bardzo schudła... Jakże miał mnie zadziwić Jej widok! W sobotę wieczorem Monika i Luna spotkały się z Tomkiem, który chciał się z Nią zobaczyć. Nie przekazał ani książeczki zdrowia, ani karmy ani kasy na nią (a obiecywał, że wszelkie koszty finansowe bierze na siebie! Choć później jak zwykle zaczął stękać, że ma teraz dużo wydatków...), a co więcej to nie dał nawet leków (ani recepty na nie), które trzeba Lunce podawać natychmiast jak pojawi się biegunka, która niestety jeszcze czasem się zdarza... A w syt. stresowej i zmiany miejsca mogła pojawić się prawie na pewno! Powiedział, że to załatwi i prześle pocztą... Nie pojmuję tego, bo syt.nie zdarzyła się z dnia na dzień. Tomek od ponad tygodnia wiedział, że na Lunę czeka DT w Krakowie i że czekamy tylko na transport! Mógł i POWINIEN wszystko przygotować na Jej wyjazd! Nie wspomnę już o Jej zabawkach czy legowisku... Był na to wszystko czas... Poza tym Monika mówi, że Luna na Jego widok nie zareagowała jakoś bardzo radośnie. Owszem machała ogonem, ale tak jak do każdej innej osoby, która okazywała Jej zainteresowanie. Trochę słabo jak na pół roku razem - nie? Tym większe było nasze zdziwienie, gdy w niedzielę (24 X) Lunka na nasz widok oszalała z radości! Skakała po nas, piszczała i bardzo intensywnie się łasiła. Mieszkała u nas 2 miesiące, a od pół roku Jej nie widzieliśmy... Wtedy Monika zwróciła naszą uwagę na obwisły brzuch Lunki, Jej ociężałe ruchy... Uwierzcie mi, nie trzeba byłoby specjalistą, żeby zauważyć, że Ona jest w ciąży i to zaawansowanej!:-o Od razu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Tomka mówiąc Mu o naszych podejrzeniach i obawach! Powiedział, że to niemożliwe, że niby na jakiej podstawie tak twierdzimy? Wszystko Mu powiedziałam, o obwisłych, dużych sutkach (podobno miała takie zawsze!), powolnych ruchach, wielkim brzuchu (ponoć miała jeszcze większy, a to było już po schudnięciu...buahah). Generalnie Tomek nie brał takiej opcji pod uwagę. Nawet się przy tym nie zająknął. Ponadto pytałam Go o wagę Lunki (chciałam porównać ile przytyła od wyjazdu od nas), wchodził właśnie do domu, więc miał znaleźć książeczkę zdrowia i oddzwonić... Nie oddzwonił... Niezwłocznie następnego dnia pojechaliśmy na usg, które niestety było tylko formalnością => CIĄŻA i to zaawansowana! Mój TŻ dzwonił do Tomka powiedzieć jak wygląda syt. Był w szoku. Ja nie wiem czy On jest taki cwany i tak dobrze gra, czy naprawdę nie widział jak zmienia się Jego pies?! Przecież to jest jakaś paranoja. Poinformowaliśmy Go o konieczności przeprowadzenia zabiegu. Na koniec dorzucił, że ewentualne koszty (jakie ewentualne?! przecież usg i zabieg nie są za darmo?) pokryje, ale nie wie kiedy (skąd ja to znam...), bo obecnie ma ciężką syt.finansową... Tomek nie zadzwonił do obecnych opiekunów Lunki, żeby dopytać o Jej stan, czy przede wszystkim przeprosić(!) za zaistniałą sytuację! Bo przecież Oni nie byli przygotowani, że wezmą psa, który będzie musiał mieć zabieg i potem będzie wymagał wzmożonej opieki... Zresztą Monika już w sobotę mówiła Mu o swoich obawach, ale On tak jak do mnie zbył te podejrzenia, jako zupełnie irracjonalne. 26 X, czyli we wtorek zawiozłam Lunę na sterylkę aborcyjną. Szczeniaki były 4, sama końcówka ciąży. Gdybyśmy mieli wieźć Ją do Krakowa tydzień później (w następny weekend) to pewnie byłoby już po wszystkim... Dla nas decydowanie o życiu czy śmierci tych szczeniaków nie było łatwe. To NIE były już płody! Ale wiem, że to była jedyna słuszna decyzja w tej sytuacji. Tylko cholera dlaczego do tego w ogóle doszło?? Czemu Luna musiała znosić trudy ciąży, czemu musiała mieć poważniejszy od zwykłej sterylki zabieg?! I wreszcie czemu te szczeniaki w ogóle się pojawiły...? My jesteśmy zdruzgotani i sami nie wiemy co robić. Najważniejsze, że Luna dochodzi już do siebie i ma się coraz lepiej. Śpi z Moniką i Arturem na łóżku:evil_lol: Jak tylko dam radę to wkleję zdjęcia. Bardzo proszę o pomoc i wszelkie rady. My już raczej wiemy co powinniśmy zrobić, ale bardzo jesteśmy ciekawi Waszej opinii. Dla nas to pierwsza (i oby ostatnia!) taka sytuacja. Zresztą większość z Was ma większe od nas doświadczenie w adopcjach. Będziemy wdzięczni za wszelkie sugestie i wypowiedzi.
  23. [quote name='Ulaa']No wiesz co Evelka, raczej tak średnio z tym podobieństwem... Nicolausek jest piękny :loveu::loveu::loveu: [URL]http://i30.tinypic.com/dlmjiv.jpg[/URL] a Ryszard... no cóż, ehmmm ;-) [URL]http://img.interia.pl/pomponik/nimg/i/j/pom3242801.jpg[/URL][/QUOTE] Buahaha, nawet nie wiesz Ula jak się uśmiałam czytając Twojego posta:megagrin: Ale fakt - rację masz bez wątpienia!:grin: [quote name='zolziatko']Widzę, że Nikuś przeżywa drugą młodość ;) Wygłaskajcie ode mnie Nikusia! Evelka a wiadomo co u Murzynka?[/QUOTE] Fajnie, że jesteś:lol: Nikuś wygłaskany! A u Murzynka wszystko dobrze. Biega po swoim ogrodzie. Pilnuje domu i Państwa. Tylko czasem podobno, gdy więcej i intensywniej się porusza, trochę bolą Go tylne nogi... Ale cały czas dostaję preparat wzmacniający stawy. Chyba po prostu Chłopak musi na siebie bardziej uważać. Myślę, że mimo wszystko jest Mu dobrze:)
×
×
  • Create New...