Nasz Pelikanek to faktycznie psiak niezwykły... Taki grzeczny, cichutki psi staruszek, który doświadczył niewyobrażalnego ogromu zła od człowieka. To przez ludzkie zło jest prawie całkowicie głuchy, ma częste przykurcze tylnej nóżki, jest też niezmiernie wrażliwy na dotyk. I bardzo boi się nowych ludzi i nieznanych sytuacji.
Cóż.. starość i psia, i ludzka to trudny czas, niezmiernie trudny. Dlatego Peliś jest pod stałą kontrolą weterynarza. Na szczęście trzyma się dobrze, bo oprócz leku na stawy, magnezu i milgammy obecnie nie musi przyjmować innych medykamentów. A w razie potrzeby mamy rezerwy finansowe pozyskane z mojego bazarku.
Żyje sobie cichutko, skromnie, a miejsce, w którym obecnie przebywa to Jego przystań pełna miłości, troski i bezpieczeństwa. I On to miejsce traktuje jak dom, prawdziwy dom. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że znalazło się grono cudownych i szlachetnych osób, które poświęcają kilkadziesiąt złotych miesięcznie na Jego godną starość...
Kłaniam się nisko wszystkim Darczyńcom i dziękuję za ich dobroć. Dziękuję, że pomagacie Państwo psu, którego ktoś dla zabawy okaleczył, a potem porzucił w przydrożnym rowie jak śmieć. Dziękuję, że wspólnie przywróciliśmy godność tej, żyjącej i czującej, istocie.
To takie moje prywatne niedzielne refleksje o Pelikanku i dobroci...
I jeszcze nieco fotograficznych wspomnień z wakacyjnej wizyty u Pelikanka.