[quote name='yoko100']kurcze z tymi pijakami tak wlasnie jest, ja tez widzialam duzo pikajkow maja psy masakra, biedactwo[/QUOTE]
Zastanawiam się czy ten wątek był potrzebny. Tą przywołaną "Panią" przy zamieszczaniu kolejnego ogłoszenia byłam ja. Dlaczego? Ponieważ jako osoba interesująca się psami (w ogóle zwierzętami) doskonale znam psy z widzenia, gorzej jest z sąsiadami. Odkąd mieszkam na nowo powstałym osiedlu przy ul. Kuźnicy Kołłątajowskiej mam okazję od czasu do czasu widywać beznóżka. Początkowo, podobnie jak Wy sądziłam, że pies został porzucony, ale zachowanie psa (uśmiechnięty) i jego wygląd zewnętrzny (zadbany) wskazywał na to, że pies ma swoje "stadko". Owszem bardzo przyjazny, odprowadzał jak uznał za stosowne, nie pogardził kiełbaską, choć za chlebusiem i żółtym serkiem nie przepadał. Bardzo inteligentny, życzyłabym takich psów niejednemu właścicielowi. Przez ulicę przechodził tylko wtedy, kiedy samochody stały, wyraźnie czekał na chodniku, aż do momentu, w którym mógł przejść bezpiecznie. Z wiosną, jak "dziewczyny" zostawiały "liściki miłosne" odwiedzał znajome kąty. Czasem towarzyszył jakiemuś Dużemu, który poruszał się na rowerze zaopatrzony w radyjko tranzystorowe i wtedy mnie nie poznawał, bronił Dużego jak chciałam go zagadnąć. Zdarzało się, że z powodu niebagatelnej urody zabawiał u kogoś dłużej, ale w końcu mu się nudziło i wracał do swojego stada. Od bodaj niedzieli, jego życie miało się zmienić, za sprawą wrażliwych dziewcząt. Cieszą mnie takie akcje, ale błagam o więcej rozwagi przed decyzją o umieszczaniu psa w azylu. Dobrze wiemy, że przy tym zagęszczeniu azyl nie jest miejscem, o które walczyłyście dla tej psiny. Proponuję przed decyzją o zabraniu psa z ulicy przeprowadzić choćby najprostszy "okoliczny" wywiad, poobserwować psa. Pies wyraża swoje uczucia podobnie jak człowiek, zadowolony "śmieje się", w depresji jest apatyczny, nie interesuje się światem zewnętrznym, przerażony, dziki itd., itp. Próbowałam wczoraj wieczorem to tłumaczyć obydwu zaangażowanym Paniom. Dzisiaj udałam się do azylu, żeby walczyć o przywrócenie temu psu jego już "ułożonego życia" i dowiedziałam się, że Panie zadzwoniły, żeby nie wydawać mi tego psa! Szczęściem, omal w tym samym czasie, zgłosił się po niego właściciel. Drogie Panie, to bardzo pięknie, że macie dobre serduszka, że tak żywo reagujecie na to co dzieje się wokół Was, jednak pomyślcie jak wiele zwierząt np. na wsi, spaceruje bez swoich panciów. Kuźnica Kołłątajowskia zanim zbudowano obecne bloki, też była taką małą wioską i jeszcze nie raz zdarzy Wam się spotkać samotnie spacerującego pieska. Martwiłyście się bo piesek stary, a nie pomyślałyście jak do tej pory dawał sobie radę? Jak udało mu się przeżyć na ulicy parę lat? Gdybyście sobie zadały takie pytanie, musiałybyście poszukać na nie odpowiedzi, a ta odpowiedź zaprowadziłaby Was do właściciela. Zachowajcie swoją wrażliwość, reagujcie z sercem nie zapominając, że pies może mieć odrębne zdanie na temat własnej przyszłości. Nie potrafi mówić słowami, ale mówi zachowaniem! (Co zostało przez Was zauważone, choć narzuciłyście własną interpretację, jakże mylną - patrz wątek transportu do azylu).
Życzę wielu udanych akcji podyktowanych sercem dla zwierząt!