Jump to content
Dogomania

ailata

Members
  • Content Count

    48
  • Joined

  • Last visited

About ailata

  • Rank
    Advanced Member

Contact Methods

  • Website URL
    http://www.szkolabaron.pl

Converted

  • Biography
    treserem psów, behawiorystą
  • Location
    Łódź
  • Interests
    praca z psami, narciarstwo, tango argentyńskie
  • Occupation
    treser, behawiorysta
  1. ailata

    Przedszkole- Pytania

    [FONT=Tahoma]Im wcześniej zaczniecie, tym lepiej. Niektóre psie przedszkola przyjmują już od 8-10tygodnia. Psiaki w tym wieku już fantastycznie łapią i chętnie się uczą. W przedszkolu powinni też mówić właścicielom jak dbać o psy, żeby nie narobić błędów, które później odbiją się czkawką w postaci złych zachowań psiaka.[/FONT] [FONT=Tahoma]Dobre psie przedszkole, to nie tylko szkolenie, ale i socjalizacja.[/FONT] [FONT=Tahoma]Wybierz szkołę, gdzie są małe grupy. Nawet najlepszy szkoleniowiec jest tylko człowiekiem i nie zauważy wszystkich błędów w grupie kilkunastu psów.[/FONT] [FONT=Tahoma]No i chyba najważniejsze - sprawdź stosowane metody szkolenia. Ze szczeniakami absolutnie niedopuszczalne są tzw. tradycyjne metody szkolenia. Szukaj szkoły stosującej pozytywne metody szkolenia (bez przymusu, bicia, szarpania, kolczatek itp).[/FONT]
  2. ailata

    http://www.zoopsychologia.pl- czy ktoś ma opinie?

    Jak się tu trochę poczyta, to wychodzi na to, że wszystko jest bez sensu, że kursy nic nie dają, że to jedno wielkie oszustwo i marketing. Kurs np. zoopsychologa w Międzyborowie, to na pewno za mało żeby uważać się za fachowca, no ale od czegoś trzeba zacząć. Do mnie przemawia to, co napisał jeden z kursantów: że udało mu się pomóc kilku osobom. Jak dla mnie, to po to właśnie robi się te kursy - żeby pomagać innym w radzeniu sobie z ich psami. Jeśli po tym kursie da się komuś pomóc, to już choćby dlatego warto go skończyć. Tak mi się wydaje. Ludzie bardzo często mają problemy z psem, które są łatwe do rozwiązania, a właściciele nie wiedzą jak to zrobić. Jeśli trafią do kogoś po kursie zoopsychologa i ten ktoś im pomoże (mimo niewielkiego doświadczenia), to chyba wszyscy będą zadowoleni, prawda? Czy nie o to chodzi? Wiem, wiem, można by iść do szkoleniowca, który za też by pomógł. Tyle tylko, że są ludzie, którym nie przyszłoby do głowy żeby z niektórymi problemami iść do szkoleniowca. "No bo co ma warczenie na właściciela do wykonywania komend?" No a jak słyszą o zoopsychologu, to wiedzą, że to kogoś takiego szukają. Kwestia nazewnictwa? W dużym stopniu pewnie tak, ale co z tego? Jak dla mnie ważne jest, żeby osoby, które potrzebują pomocy w związku z problematycznym zachowaniem psa, taką pomoc otrzymały, bo inaczej istnieje ryzyko, że oddadzą psa do schronu. Czy pomoże wet, zoopsycholog czy treser, to już mniej istotne. Ważne, żeby udało się pomóc. Jeśli inne nazewnicto sprawi, że właściciel poprosi o pomoc i rozwiąże problem, to nie widzę nic w tym złego. Cieszę się, że coraz więcej osób chce zajmować się zawodowo psami. Mam nadzieję, że rynek zweryfikuje kto jest dobry, a kto nie.
  3. ailata

    Psy potrącone przez samochód...

    czytałam we wczorajszej gazecie, że w Łodzi facetowi pod koła wybiegł pies, kierowca nie zdążył go ominąć i potrącił. Zatrzymał się i zadzwonił na policję, która kazała mu zadzwonić do inżyniera miasta. Zadzwonił, czekał 30 czy 40 min, a potem "nie mógł już dłużej czekać - musiał jechać do pracy". Po jakimś czasie ktoś kolejny się zatrzymał, zadzwonił na policę, przekierowali do inż. miasta. Kazali zadzwonić do schroniska. Ktoś wreszcie przyjechał i zabrał psa do weta. Psiak (z poważnym urazem kręgosłupa nie przeżył). W gazecie napisali, że w takich wypadkach policja może, ale nie musi wyłączyć pas z ruchu, zabezpieczyć miejsce itp i że dzwonić do schronu lub do inż. miasta. Tyle, że jak do inżyniera moja mama próbowała się dodzwonić (jakiś syf - jak gdyby farba rzeczką do stawu w parku płynęła), to nikt przez godzinę telefonu nie odbierał, a było to koło 10tej rano, więc raczej powinni pracować... Chore to wszystko. Nic nie działa tak jak powinno, a znieczulica pełna...
  4. ailata

    Pies pilnuje... nadmiernie.

    Witaj, Napisz, proszę w jakim wieku jest Twój psiak, jak długo jest u Was, w jakim wieku do Was przybył i od jak dawna jest problem. Czy w czasie kiedy się pojawił nastąpiły jakieś ważne zmiany typu: śmierć kogoś w rodzinie/rozwód/przeprowadzka itp? Czy pies zostaje czasem sam w domu? Jeśli tak, to jak się wtedy zachowuje? Kiedy wychodzisz bez niego, a w domu zostaje z nim ktoś z rodziny, to jak się wtedy zachowuje? Czy tylko Ty chodzisz z nim na spacery? Sporo pytań, ale bez odpowiedzi na nie trudno cokolwiek powiedzieć...
  5. ailata

    wielki problem z czworonogiem moim

    Zgadzam się z przedmówcami: przede wszystkim wymęczyć psa przed wyjściem do pracy - spacer z bieganiem za piłką i ze szkoleniem (wysiłek umysłowy też męczy, czasem nawet bardzo), kong też się przyda. Klatka do przemyślenia, ale trzeba ją odpowiednio wprowadzić - żeby pies ją lubił i czuł się w niej bezpiecznie. To ma być bezpieczny azyl, a nie więzienie. Przeczytaj tutaj: [url=http://www.wychowanie.psy24.pl/art.php?art=1734]Jak pokona
  6. ailata

    Dobry wet z Łodzi.

    Ja też myślę, że do dr Czekalskiego warto jechać nawet pół Łodzi (przychodnia nazywa się Amicus i jest chyba na ul.Maćka z Bogdańca, ale głowy nie dam) - dr Czekalski ma super podejście do pacjentów (do niewielu wetów psy wbiegają machając ogonami, a u niego widuje się takie obrazki i to w wykonaniu psów, które miały poważniejsze zabiegi, a nie tylko szczepienia i rutynowe badania). Specjalizuje się w chirurgii, ale w innych dziedzinach też przebija wielu innych łódzkich wetów. Słyszałam gdzieś, że ciągle jeździ po najlepszych lecznicach w kraju i ciągle się uczy zamiast spocząć na laurach, a moim zdaniem to bardzo się liczy - w medycynie ciągle coś się nowego pojawia, dobrze być na bierząco. No i jeszcze jedna ogrooomna zaleta - przyjeżdża na wizyty domowe (za pieniądze do zaakceptowania), co jest nie do przecenienia przy nagłych problemach z psem. Pacjenci są też bardzo zadowoleni z dr Jarosława Wardęszkiewicza - lecznica dla zwierząt na ul.Woronicza 1/3 (Żabieniec). Młody facet, który bardzo poważnie podchodzi do pacjentów i swojej pracy, ciągle się uczy, czyta, jest na bierząco ze wszystkimi nowościami. Poleciła bym też lecznicę "Na Stokach" - dr Paweł Sieradzki lub pani doktor Nina (nie znam nazwiska). Dr Sieradzki specjalizuje się przede wszystkim w chorobach stawów. Ma ogromną zaletę - szczerze mówi o swoich wątpliwościach, rozważa z właścicielem wszystkie możliwości, jak trzeba, to pyta mądrzejszych. Dr Nina to przemiła osoba, zawsze uśmiechnięta i chętna do pomocy. Słyszałam też bardzo dobre opinie o lekarzu przyjmującym na ul.Wojska Polskiego, niestety nie jestem w stanie sobie przypomnieć jego nazwiska...
  7. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    Wiecie, mnie się wydaje, że z behawiorystami jest tak samo jak z każdym innym zawodem: są dobrzy i są partacze. Ja bym nie mówiła, że wszyscy behawioryści z wyjątkiem XY są źli. Panowie Kłosiński, Gałuszka i inni pomogli na pewno wielu właścicielom, co nie oznacza, że mają 100% skuteczność. A czy ktoś słyszał o lekarzu, który nigdy nie postawił złej diagnozy? Nie nawalił przy operacji itp? Każdy popełnia błędy (zwłaszcza na początku swojej drogi zawodowej). Chodzi chyba o to, żeby przykładać się do tego, co się robi i uczyć się i uczyć, wyciągać wnioski z błędów i robić wszystko żeby być coraz lepszym. No a jak ktoś nie ma "tego czegoś" i wiecznie ma porażki, to ludzie przestaną do niego przychodzić po pomoc (oby!)
  8. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    Miziasta: "[FONT=Arial]Chciałam tylko powiedzieć, że wszyscy uczestniczący na tych szkoleniach, to osoby od lat zajmujące się zwierzętami"[/FONT] [FONT=Arial]Rozumiem, że też jesteś uczestniczką kursu COAPE? Chyba w pierwszej grupie, bo w mojej jest cała masa ludzi, która robi ten kurs hobbystycznie, która nigdy nie pracowała z psami i pracować nie planuje.[/FONT] [FONT=Arial]No i zgadzam się, że obcowanie całe życie z psami nie oznacza, że się człowiek na nich zna. Gdyby tak było - szkoleniowcy i behawioryści pomarliby z głodu, bo wszyscy, którzy wychowali się z psem doskonale by wiedzieli co i jak robić...[/FONT] [FONT=Arial]Ale zgadzam się też z tym, co napisałaś: że w każdym zawodzie są fachowcy i partacze. Oby "Rynek" docenił tych pierwszych, a wyeliminował tych drugich. [/FONT] [FONT=Arial][/FONT]
  9. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    Pół dnia dzisiaj o tym wszystkim myślę i obawiam się, że w 100% masz rację ("obawiam się" bo trochę to nie po mojej myśli ;) ). Faktycznie zawód behawiorysty jest "naciągany" - jest chyba milej dla eleganckiej pani żeby ktoś mądrze się nazywający przyjechał do niej do pięknego domu niż pojechać do zwykłego szkoleniowca na plac... Smutne to, ale tak chyba faktycznie to wygląda... Wiem za to co jeszcze pewnie mi na kursie odpowiedzą na pyt. jaka jest różnica między treserem a behawiorystą. Poza teorią, behawiorysta ma (lub nie ma, ale mieć powinien) podstawową wiedzę z farmakologii. Oczywiście leki mają umożliwić terapię w skrajnych wypadkach, a nie zastąpić trening. Tyle, że o lekach treser też może sobie poczytać i osobiście nie wiem dlaczego to miałoby dać mniej niż nam wykład. Nadal się zastanawiam po kiego były nam wykłady o budowie mózgu (ludzkiego), neuronów itp. Jak dla mnie dziwne jest też to, że nie ma żadnego egzaminu na koniec... Faktycznie wypuszczą na rynek masę ludzi bez doświadczenia, praktyki i z teorią, którą wcale nie koniecznie przyswoili... Ciekawe czy tak samo to wygląda w UK. Podobno tak - ponoć polski kurs to to samo, tylko w innej wersji językowej.
  10. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    Powiedz lepiej jak Twoim zdaniem ocenić, że dany lęk jest "prawdziwy"? Bardzo proszę żebyś jednak podał jakieś cytaty czy źródła, na podstawie których twierdzisz, że lęk przed petardami może być genetyczny. Bez tego takie twierdzenie też można o kant kuli...
  11. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    "To drugie - jeśli, jak najczęściej, ma podloże genetyczne - co realnie działającego radzisz oprócz faszerowania psa lekami...? " Skąd pomysł, że lęk przed petardami może być genetyczny??? A tym bardziej, że tak jest najczęściej??? Moim zdaniem to albo braki w socjalizacji albo lęk nabyty. Tak czy inaczej poradziłabym odczulanie. Leki w terapii czasem się stosuje, to fakt, ale zarezerwowane są / powinny być do przypadków kiedy pies jest w takim stresie, że bez farmakologii nie jest możliwa praca z nim. "Behawioryści na ogół nie "brudzą" sobie rąk braniem do reki psa i dzialaniem z nim - zapewne także dlatego, że nie potrafią wiele uzyskać. Więc zamiast tego mamy pogadanki i psychoterapię dla włascicieli..." Kiedy mowa jest o ćwiczeniach z psem, które behawiorysta zaleca, to akurat jak najbardziej powinien pokazać co i jak i przećwiczyć to z właścicielem. Problem polega na tym, że nie wszystko da się do tego sprowadzić. Często potrzebna jest zmiana w podejściu właściciela czy np.jego dzieci do psa, a to nie bardzo jest jak przećwiczyć. O tym właśnie można opowiedzieć - co zmienić, na co i dlaczego. Na pewno wiesz jak działa Super Niania - można powiedzieć, że też tylko gada, a efekty są. Podobnie działa behawiorysta: bierze pod uwagę wiele czynników wpływających na zachowanie psa, kształtowanie jego samopoczucia, jak np. ilość ruchu, dieta, sposób zabawy, przeszłość psa itd itd i wyciąga wnioski co jest przyczyną problemowego zachowania. Dopiero wtedy mówi co należy zmienić. Treningiem faktycznie można zdziałać wiele. Tyle, że bez poznania przyczyn problemu możesz spowodować, że np. pies, który panicznie boi się burzy faktycznie leży cicho (tak jak chciałeś) u siebie na posłaniu. Ryzykujesz jednak, że stres u tego psiaka wywoła kolejne kłopotliwe zachowania - np. samookaleczanie się pod wpływem stresu. Trening zmieni zachowanie, a nie rozwiąże problem! Problem właściciela może tak, ale psa już nie koniecznie...
  12. ailata

    behawiorysta / zoopsycholog

    Bardzo dziękuję za Wasze uwagi, Puli, na stronie wymieniłam najczęściej pojawiające się problemy z psami. Nie twierdzę, że ktoś, kto ma pojęcie o psach, sam sobie z nimi nie poradzi - przy odrobinie dobrych chęci każdy może poczytać porady na dogomanii czy kupić kilka książek. Tyle, że chyba "przeciętny" właściciel, skoro już ma psa "problemowego" lub takiego, z którym sobie nie radzi, raczej nie będzie się zaczytywał co zrobić - gdyby każdemu się chciało poczytać, to nie byłoby (lub prawie) psów zaburzonych ani pełnych schronisk... Nie kieruję swojej oferty do fachowców, szkoleniowców czy dogomaniaków, a raczej do "przeciętnych" właścicieli. Każdy jest w stanie sam wyszkolić swojego psa, a jednak ludzie chodzą na szkolenia.
  13. Saint ma rację: "Dużo obrazków, mało treści. Po drugie - na jakiej podstawie ten "ktoś" nazywa siebie psim psychologiem? Psi psycholog to już oficjalnie wpisany na listę urzędową zawód w Polsce - zatem wypadałoby wpisać kwalifikacje." Na liście zawodów jest zoopsycholog ;) a nie psi psycholog, ale nie czepiam się - nazewnictwo to kosmetyka. Natomiast gorąco zachęcam do pytania o kwalifikacje - gdzie ten ktoś się uczył, czy ma jakiś dyplom itp. To zawsze jakaś gwarancja.
  14. ailata

    ON- ka , która przegryza drucianą siatkę

    Władczyni ma rację pisząc, że psom "tym bardziej 'odbije' jeżeli będą siedzieć w kojcu:angryy: ONki to psy pracujące, zapewnij im ruch, szkolenie, zajęcie to będą grzeczne jak trusie." Spacer poza terenem powinien być długi i męczący - np. ganianie za piłką. Już na swoim terenie możesz psy szkolić - pełno w księgarniach poradników dot. szkolenie - na pewno znajdziesz coś dla siebie. ONki to baaardzo inteligentne psy. Potrzebują wysiłku nie tylko fizycznego, ale i umysłowego - najłatwiejsza chyba zabawa, to poszukiwanie przedmiotu. Docelowo wygląda to tak, że sadzasz gdzieś psy, ukrywasz im np.ich piłkę, a potem wracasz do nich i każesz szukać - futrzaki mają radochę, kombinują szukając, pobiegają trochę, a Ciebie nic nie boli (jak piłkę się rzuci 500 razy, to potem ręce się czuje ;)). Uczysz tego tak, że sadzasz psy i każesz zostać, a sama chowasz piłkę na ich oczach - np. za drzewem i każesz szukać. Potem na ich oczach chowasz np. pod kocem itd. Następnie, zaczynasz ukrywać przedmiot (cały czas ten sam, żeby wiedziały czego szukają!) poza zasięgiem ich wzroku - np. z drugiej strony domu. Tym razem piłka musi być dobrze widoczna - kładziesz ją tak żeby psy na pewno jej nie przeoczyły. No i tak dalej - stopniowo, po malutku utrudniasz. Psy mojej mamy, to już nawet na drzewie piłkę znajdują :razz: Oczywiście na drzewo nie wchodzą, ale do piłki albo doskoczą, albo szczekają pod drzewem. To fajna zabawa, polecam! Tylko od początku wymagaj żeby ze znalezioną piłką wracały do Ciebie i to nagradzaj np. jakimś super, ale to naprawdę super pysznym frykasem, bo jak nie, to będą z piłką przed Tobą uciekać i zabawa sprowadzi się do 1 ukrycia piłki, a tu nie o to chodzi.
  15. ailata

    Jak namówić.. Mocne argumenty

    Paszczaq, ja mam jeszcze jeden pomysł, wcale nie twierdzę, że dobry, ale może wart przemyślenia: może na pierwszego psa przygarnij jakiegoś starego psa? Wiem, że to nie taka frajda jak mieć szczeniaka, ale dojdą Ci jeszcze 3 argumenty dla Taty: 1. Trzeba temu psu pomóc: jeśli nie znajdzie domu, to pójdzie do schroniska, a to dla niego wyrok śmierci 2. Stary pies długo nie pożyje, więc jeśli się nie sprawdzisz - nie będziesz prosić o kolejnego 3. Z dorosłym psem jest mniej pracy - nie trzeba go uczyć czystości, nie potrzebuje tylu długich spacerów. Niestety często koszty są wysokie - weterynarz. Piszę tak, bo naprawdę jest cała masa dorosłych psów, które z różnych względów muszą zmienić dom, a dla dorosłego psa schronisko, to właściwie pewne dożywocie... Poza tym ja sama zaadoptowałam 10-letniego, schorowanego owczarka niemieckiego ze schronu. I wiesz co? Ten pies całkowicie odmienił moje życie. Rzuciłam swoją pracę, ukończyłam kilka kursów, w tym treserski, robię kolejne, dużo czytam. Niedawno założyłam szkołę dla szczeniąt Baron - od imienia mojego piechola. Zmienił jeszcze całą masę innych elementów mojego życia, ale to już oddzielny, dłuuugi temat. Nie namawiam Cię do adopcji psa, o którym nic nie wiesz! Myślę raczej o poszukaniu psa, który jest jeszcze u właścicieli, którzy z jakiś względów chcą/muszą się go pozbyć. Często powodem jest niestety ciąża:crazyeye: Nie rozumiem dlaczego, ale dla wielu osób to już wystarczający powód do pozbycia się fajnego psa, który nie sprawia problemów wychowawczych. Ostatnio słyszałam o młodym labradorze, który właśnie z powodu ciąży stracił dom...
×