Jump to content
Dogomania

maczek77

Members
  • Posts

    105
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by maczek77

  1. Wczoraj wychodzę z Orso na wieczorny spacer i spotkałam sąsiadów z naprzeciwka. Zdziwienie: - "O! Piesek się skurczył?" Dziwny tekst :-/ "A co z tamtym? Zamiana?" - Tak, z woli Najwyższego... - No bo co miałam powiedzieć? Wyszłam na spacer, spaceruję z tym wariatem i łzy ciekną po twarzy....:-( Czasem ja się pomylę, czasem mój facet i do Orso - Oskar powiemy...i zalega cisza i każde z nas patrzy ze zmieszaniem na drugie. Echhhhhh Małgosia
  2. [IMG]http://yfrog.com/jndscf6374j[/IMG][quote name='eliza_sk']Ciekawe jak Orsuś spędził pierwsze dni w domku ...[/QUOTE] Oto jak: dyskusja z koteczką[IMG]http://yfrog.com/jndscf6374j[/IMG][IMG]http://yfrog.com/jndscf6374j[/IMG] [IMG]http://img707.imageshack.us/img707/8017/dscf6374.jpg[/IMG] [IMG]http://img203.imageshack.us/img203/6980/dscf6378.jpg[/IMG] [IMG]http://img14.imageshack.us/img14/3603/dscf6396l.jpg[/IMG] Odpoczywam.... [IMG]http://img14.imageshack.us/img14/7462/dscf6412r.jpg[/IMG] Kuchenne dyskusje przerwane... [IMG]http://img14.imageshack.us/img14/6965/dscf6415w.jpg[/IMG] Owczarek niemiecki - wersja przenośna [IMG]http://img707.imageshack.us/img707/3876/dscf6433.jpg[/IMG] Niezwykle dostojny wygląd [IMG]http://img203.imageshack.us/img203/8382/dscf6440.jpg[/IMG] Kolejny podróżnik pozdrawiamy M&O
  3. [quote name='sleepingbyday']maczek - przedstaw tego farciarza - ma wątek? a tutaj: http://www.dogomania.pl/threads/177566-ORSO-powrA-t-z-adopcji-i-historia-pewnej-znajomoA-ci-po-szerokim-torze-pisana Malgosia
  4. [quote name='mru']hahaha najlepsze te foty Orso z młodości :P tak sie ciesze, ze Malogisa wziela psiego przyjaciela :D Małogosiu, mam taka sama arafate! :P[/QUOTE] Wzięła, wzięła, bo żyć bez psich łap nie potrafi. Ale cały czas chlipię za Oskarkiem. Dziś chyba ze 3-4 razy pisałam pismo i darłam, bo głupoty wychodziły. Myślami z Nim. Stwierdziłam, że sprawozdanie z badań ścieków do inspekcji ochrony środowiska zrobię jutro (mam nadzieję), bo dziś jeno głupot narobie. Ręce się trzęsą, jak u starej alkoholiczki :( :-(:-(:-( Małgosia
  5. [quote name='NiJaSe']o tak .... ja mam te same mysli , te same uczucia i te same przejscia .... mam w pamieci caly czas wszystkie moje zwierzeta ,ktore odeszly :/[/QUOTE] Jak wiesz, wczoraj po południu szukałam Suni w okolicach P. Skaryszewskiego. Kiedy wracałam do domu tramwajem znowu łzy płynęły po twarzy. W domu czeka psina, oczekująca na moją miłość, a ja jadę i ryczę. Kretynka.... :-( Bardzo, bardzo mi go brakuje.... Małgosia
  6. [quote name='sleepingbyday']wiem, ze maczek i tak weźmiesz psa prędzej czy póżniej. ale zastanów się, co dla twojego charakteru jest odpowiednie na tym etapie zycia - prędzej, czy później. bo różnie to bywa, nawet w 1 człowieku raz jest tak, a raz siak.[/QUOTE] Teraz, po Oskarku, już wiem. Że ja i pies = jedność. Bezwzględnie! Od dziecka marzyłam o spacerach z psem, zazdrościłam koleżankom w bloku, że mają psiaki i obowiązki. Ja sama miałam domek i podwórkowce różne, łącznie z boskim dobermanem - Lordem. Psami opiekowałam się zawsze ja, Lorda wręcz mogłam na 'supełek' zawiązać...Tak mi ufał i tak był oddany. Bo ja byłam Jego a On mój. Spacerki, ku wielkiemu niezadowoleniu sp. Taty- no przecież ma podwórko! Ale i tak się włóczyłam z nimi po Legionowie. Awantury w domu, wtedy ucieczka do psa, na podwórko. Ile żeśmy wieczorów długich razem przy oknie piwnicznym przesiedzieli. Wysłuchał, "przytulił"... Pora roku, każda bez względu na warunki. Potem, przeprowadzka do W-wy, koszmarne 10 lat przerwy i pojawił się On. Przeżyliśmy cudowny rok i nabrałam pewności, że to jest to!. Ze potrzebuję mieszkać i żyć z psem, jak ryba w wodzie. Kurcze, nie umiem tego wyjaśnić. Tak jest i tyle. I żadne kupowanie z pseudohodowli, bo tego nie uznaję. Na oficjalną mnie nie stać. A skoro tyle biedusińskich potrzebuje pomocy, to w ten sposób będzie następny psiak. Dziękuję wszystkim Wam za wsparcie. Caaaały czas tęsknie za Oskarkiem. Łzy plączą się w oczach... Małgosia
  7. [quote name='sleepingbyday']i znów mi oczy zaszły cieczą.... doopa.... :-([/QUOTE] Tak bardzo za nim tęsknię........:placz: Dziś rano wyjeżdżając do pracy złapałam się na myśli: rrrany, nie wyprowadziłam Oskara! Niemalże wróciłam do domu.... Każdy powrót do domu, otwarcie drzwi na klatkę to odruchowe nasłuchiwanie poszczekiwania, o lekko basowych tonacjach. Którego już nie usłyszę. I wciskający się radosny łepek w uchylone drzwi. Kurcze, ile razy On się zaklinował, bo łeb wsadził, a że drzwi do środka się otwierały, to ani w jedną ani w drugą się nie dało... Łepek, którego już nie zobaczę. Dobija mnie to. Głowa mnie zaczyna codziennie w pracy boleć na samą myśl powrotu do domu. Kręgosłup ze stresu już boleśnie dokucza, spać nie daje. I łzy płyną po policzkach w pracy, nad słupkami cyfr do policzenia.... :-(:-(:-( Małgosia
  8. [quote name='Emigrantka']Maczek - skusisz sie na tego przystojniaka? :D[/QUOTE] Wpadl mi w oko. :-) Tyle, ze przy blizszym spotkaniu okaze sie, czy zaiskrzy miedzy nami. Tak bylo z Oskarem - trzask, prask i bylam Jego! Wpadlam po uszy, w glebokie jego futro. Malgosia
  9. [quote name='Zofija']chyba się znalazł właściciel. Dea się dowie w piątek[/QUOTE] Ojej, czekamy z niecierpliwoscia. A jesli sie nie uda (odpukac), ja bym chciala spotkac sie z psiakiem Malgosia
  10. [quote name='Zofija']chyba się znalazł właściciel. Dea się dowie w piątek[/QUOTE] Ojej, czekamy z niecierpliwoscia. A jesli sie nie uda, ja bym chciala spotkac sie z psiakiem Malgosia
  11. [quote name='maczek77'] Poprosilam o wypis, podesle linka jak zeskanuje. Tu czarno na białym: http://jar-jar.neostrada.pl/_0128193504_001.pdf pojemnosc - 1,3 MB Badania krwi zostaly zrobione po 18. To co mnie tak wkurzylo, ze nie zadzwonili wczesniej. Tylko dopiero, az ja zadzwonilam z pytaniem, jak pies... Malgosia, po 4h spacerze, m.in. sciezkami Oskara
  12. [quote name='mru'][B]27 stycznia 2010 r. Oskar odszedł 26 stycznia o godzinie 23... A mnie poinformowano dopiero o ok. 9 dnia nastepnego. Tym samym dajac nadzieje, ze pies przezyl dobe, ze ma szanse. Rrrrany, jakie to okrutne bylo. Tego im nigdy nie daruje! Uczulam, jesli tu sa, pracownikow lecznic. Nie robcie tak. To cios ponizej pasa... Malgosia
  13. [quote name='NiJaSe']ok. tak bede robic pisalam wlasnie smsy z Gosia i wiecie co , wlasnie sobie uswiadomilam ze ja nigdy nie pomyslalam w sposob co ja moglam i co zrobilam dla Oskara tylko co on dal mi , ile nauczyl .... to byl magiczny psiak , ten jego spokoj , ten optymizm , ta cierpliwosc ................ranyyyy i znowu lzy mi sie leja ...... to niesparawiedliwe[/QUOTE] To bylo cudowne stworzenie. Pierwszy raz w zyciu, we wtorek doznalam uczucia 'zgieta z bolu'. Wracalam do domu i jak mnie wzielo, to myslalam, ze na kolana rune na chodnik. I zalkalam.... Wczesniej tylko w ksiazkach o tym czytalam. Wracajac do magii Oskara: to bylo cos niesamowitego, ile dobrosci i serca bylo w Nim samym. Ile euforii na kazdy wyjazd autkiem, ledwo moglam nad nim zapanowac. Kiedys malo ogrodzenia nie wyrwal, tak ciagnal do auta. Musialam go przywiazac, bo nie sposob bylo z nim otworzyc samochodu. Zdemolowalby moj, i dwa po bokach. Echhhh, mnostwo cudnych wspomnien po Nim zostalo, mnostwo opowiesci 'dziwnej, ale uroczej tresci'. Chodze zdruzgotana, najchetniej poszlabym w tym sniegu przed siebie, gdzie nogi poniosa, bez konca.... Wczoraj weszlam do domu, i zaczelam wyc. Dlaczego, bo zwykle Oskara juz bylo slychac na parterze, jego donosne HAUUUU, jak otwieralam drzwi na klatke. A wczoraj cisza- aha, no tak przysnelo mu sie. Zreszta ostatnio i slabo slyszal. Glownie wech byl przewodnikiem. I nagle do mnie dotarlo i walnelo o podloge. Swietnie, i znowu rycze.......... A mielismy jechac na kolejne wycieczki, na parowozy do Wolsztyna, nad morze, w gory, chcialam go pokazac Babci z wroclawia.... Malgosia :-(
  14. [quote name='NiJaSe']koszt operacji ,badan i kremacji 1350 zl ..................... Oskar odszedl wczoraj o 23... Malgosia jest rozzalona ,ze nie zadzwonili do niej odrazu............ nie wierze jeszcze nie wierze.................[/QUOTE] Witajcie. Masz racje kochana. Ja też jeszcze w to nie wierze. Ale od początku. 25 stycznia bylo wszystko ok (wybaczcie, nie mam nastroju na polskie znaki). Wesoly, jak zawsze, skory do zabawy, prowokowal pileczka jeszcze o 23. Fakt, zwymiotowal posilek, ale przeciez i nam sie to zdarza, prawda? Wiec paniki nie robilam. Rano, 26 stycznia wstaje, wychodze do przedpokoju i widze nieobecnego myslami Oskara. Mowie "spacerek"? Normalna reakcja bylaby: ze ledwo zakladam buty, bo pies i wszedzie i nigdzie z radosci. Tym razem-0 reakcji. Cholera, co jest?! Ponawiam pytanie, mowie po imieniu - nic, kompletnie nic. Siedzi i patrzy przed siebie. "No chodz Oskarku!" - nic.... W koncu wstal, na sztywnych lapach, z nieobecnym, a wlasciwie przepraszajacym spojrzeniem. Pomyslalam, ze moze reumatyzm, ostatnio spokojne spacerki robilismy, bo lapki sie meczyly. Wyczlapal do windy, zjechalismy, ledwo po schodkach w dol. Zrobil co nalezy, do domciu spod klatki. Wjazd winda - nie byl w stanie podejsc, a staral sie bardzo. Polozyl sie ciezko w przedpokoju. To byla godz. 5 rano, czas kiedy wychodze do pracy. Isc, nie isc? Cholera, czy moge go zostawic. Caly czas myslalam, ze to chwilowe niedomaganie. Nie! Jedziemy do weta. Jakims dziwnym zbiegiem opatrznosci, totalnie spontanicznie, mialam w chacie 2 facetow z autami: mojego faceta i brata. Sytuacja kompletenie nie umowiona. Moje auto akurat w bardzo kosztownej rozsypce stoi w warsztacie. (Tydzien temu sciagneli laweta, mnie, Oskara i kumpla. Jechalismy do Wolsztyna (ok. Poznania) na weekendowa wycieczke. Wyjazd zakonczylismy pod Kutnem, totalnym rozpadem auta). Nie wiem, moze sw. Tato czuwal (zreszta tez nowotworowiec +2001). Nie umiem tego wyjasnic. Niewazne. Budze faceta i prosze o pomoc. Podstawia auto pod klatke, ja sprowadzam sztywnego psa. Do weta. Lekarz obmacal psa i poprosil o polozenie na boku. I ten moj kochany bydlaczek dal sie najpierw polozyc, potem ulozylam go delikatnie na boku. Lekarz stwierdzil, ze sprawdzi czy w powloce brzusznej jest krew. Po wbiciu igly-poszla. Stwierdzil, ze podejrzewa nowotwor. Mnie swiat zawirowal przed oczami, dobrze ze kleczalam przy Oskarze.... Pomyslalam: Kur..........a ZNOWU!!!!!!??????? Lzy w oczach. Decyzja-na stol. Przed tym, akceptacja wydatkow, lista A4. Zabieg skonczyl sie przed 8. Okazalo sie, iz lekarz wycial zainfekowany plat watroby, z zapasem. Pokazal go nam, wygladal jak rzeszoto. Cos niesamowitego. Rozmowa z lekarzem. Przyznal sie, ze mysla iz to rak sledziony-dobe wczesniej mial taki zabieg i psinka juz skacze po sniegu. Tym razem watroba. Mial duzo nadzie, gdyz to organ silny i regenerujacy sie. Ryzykiem bylo cisnienie krwi, ktore moglo zerwac zalozone przewiazki na nacz. krwionosnych watroby. Wtedy krwotok wewn. szok organizmu i zgon w ciagu 15 min. Najblizsza doba miala wyjasnic wszystko. Jak u ludzi. Poprosilam, zeby dzwonic bez wzgl na pore. Ja natomiast mialam dzwonic dopiero po 18 (Orpha relacjonowala Wam rozmowe). Pojechalam do pracy. Przez caly dzien cisza, po 18 zadzwonilam. Pies na lekach, monitoruja nerki. Stracil sporo krwi. Bez temp. Zapytali, czy moga wykonac badania krwi. Wscieklam sie, gdyz na to wyrazilam zgode wczesniej podpisujac papier, a poza tym mieli telefon! "A bo jakby Pani teraz nie zadzwonila, to my bysmy zadzwonili" - cytuje panienke. Kurrr...... na co tyle godzin czekali !!!!!!!!????????? Doszlysmy do wniosku, zeby sie tam nie pokazywac, zeby nie pobudzac niepotrzebnie psiaka. Niech odpoczywa. O 23 poszlam spac. Dzis, 27 rano jade do pracy z przeswiadczeniem, ze pies zyje, ze doba za nim, ze wracajac z pracy, skoro ma zostac na nastepna (tak myslalam), zawioze mu swoja apaszke, zeby chociaz moj zapach byl. Niestety, Oskar juz bardzo kiepsko widzial i slyszal. Niesamowicie mi ufal i balam sie, ze jest tam przerazony, bo mnie nie ma. Stad apaszka. Siedze w pracy, staram sie robic sprawozdanie finansowe, myslami gdzie indziej i pelna nadziei. Ze cisza, ze nie dzwonili, ze ma szanse, ze doba za nim... ok. godz 9 telefon ze smutna wiadomoscia. Ze pies odszedl w nocy. Powiedzieli ze o 1. W papierach, ktore potem odebralam, ze o 23 !!!! KUR............... nie spalam!!!!!!!! Po krotkiej rozmowie powiedzialam, ze oddzwonie, bo musze zebrac mysli. Powiadomilam Was, przez Orphe. Do kliniki trafilam w ok. 12. Wywiad z lekarzem i pretensje, ze nie zadzwonili. Ze to byl cios ponizej pasa, ze okrutne. Ech......... szkoda gadac. Poprosilam o wypis, podesle linka jak zeskanuje. Konczac, bo lezki zaczynaja znow kapac na klawiature, Oskar dal mi rok wspanialego szczescia. Ja mu podobno tez. I powtorzylabym taka decyzje raz, za razem, nawet znajac jej koniec. Bardzo Wam dziekuje za wsparcie, bardzo wiele dla mnie znaczy. W tej chwili bardzo mi go brakuje i chwilami nie moge sobie z tym poradzic. Wczoraj robilam wszystko, zeby jak najpozniej wrocic do domu, wloczylam sie po miescie, po dworze. Dzis powrot byl jeszcze gorszy.... Zostaly zdjecia, wspaniale wspomnienia i swiadomoc, ze mial piekny rok swojego zycia, ze nie siedzial w schronisku, dzieki Wam,!!!!!! DZIEKUJE w Jego i swoim imieniu. To byl najcudowniejszy rok mojego zycia. Chwilami zdruzgotana Malgosia :-( ps. jesli macie jakies pytania, pytajcie. Odpowiem, tylko dajcie czas na zebranie mysli. Chaotyczne teraz okrutnie. Jeszcze raz dziekuje za wszystko....
  15. [quote name='sleepingbyday']a gdzie będziesz cięła oskara? ja na powstańców cięłam i tam nie było problemu, :p[/quote] Oskar jest stale pod opieką klinika dr Garncarza i raczej nie będę tego zmieniać. Bo i po co. Zaproponuję im takie rozwiązanie finansowe, może pójdą na to. Małgosia
  16. [quote name='sleepingbyday']aha, jak zosie ciełam, to płaciłam w ratach - to nie jest wyjatek, podpisujesz jakis papier i cześć. a zawsze inna bajka, wydac jednorazowo 600, czy podzielic na 2, 3 raty.[/quote] Genialne. Przygnieciona kwotą, dosłownie, nie wpadłam na to. To jest niezłe wyjście z sytuacji. Dziękuję, już się uśmiecham....:lol: Małgosia
  17. [quote name='maczek77']Ostateczny wynik - za miesiąc....[/quote] Witajcie, wczoraj była wizyta u pani doktor. Z okiem jest genialnie - wskaźnik 6. No lepiej już chyba być nie może. Odstawiamy leki.!!!! :multi: Ale, żeby za nudno nie było, pojawił się problem w oku z zaćmą. Oko ma ruchomą soczewkę, która jak landrynka, przy rozszerzonej źrenicy przelatuje w przód oka - niestety drażniąc rogówkę (np. gdy pies je i oko jest w półmroku), i do tyłu na dno oka-co nie jest takie złe. Ale żeby stale była z tyłu - źrenica musi być nieco zwężona. Do tego są potrzebne leki, która od dziś zacznę podawać. Pytanie, jak Oskar zareaguje - bo może nie być z tego zadowolony :((( Wyjściem z sytuacji jest operacja. Polegać będzie na spowodowaniu wypadnięcia soczewki do przodu, otworzenia oka i wyjęcia jej na stałe. Wszystko pięknie, ale jak usłyszałam cenę, to zmiękły mi kolana... 600zł. Kwota zaporowa, ale będę się starała jakoś ją wysupłać. Jakim cudem, nie wiem. Jako, że w mojej firmie właśnie zaczęła się szumnie zwana restrukturyzacja i zwolnienia, może się okazać, że ja również zacznę szukać pracy [FONT=Wingdings]L[/FONT] Echhhhhhhh. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, ale teraz nie jest mi do śmiechu. Chlip, chlip, chlip. :placz: Cieszę się, że Oskar się cieszy i jest szczęśliwy. A, na 15 lipca mamy wizytę u ortopedy – prześwietlenie łap i ewentualne zalecenia lekarza. Lewa przednia i prawa tylna szwankują, pies lekko kuleje. Zobaczymy co powiedzą.... Trzymajcie za nas kciuki i moją pracę.... [FONT=&quot]Małgosia[/FONT]
  18. [quote name='sleepingbyday']a on mimo to- radosny. to wszytsko dlatego, ze mu dobrze wżyciu, skubanemu :-). bardzo się cieszę, ze mu pomogło, bardzo![/quote] A jak mnie dobrze z nim!!!!!! To jedna z najcudowniejszych spraw, jak mi się przydarzyła w życiu!!!! :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Małgosia
  19. [quote name='bonsai_88']Czy to znaczy, że oczko wraca do normy :multi:?[/quote] Jeśli myślisz o możliwości widzenia - to nie. Pies utracił wzrok w tym oku. Jeśli chodzi o komfort Oskara - to tak. Oko nie produkuje takiej ilości płynu gałkowego, aby powodować nadciśnienie w tym oku. Tym samym pies nie odczuwa bólu a i leki powoli odstawiamy pod kontrolą lekarza. Ostateczny wynik - za miesiąc.... Małgosia
  20. [quote name='maczek77']No wiec dziś nadszedł ten dzień... o 18 wizyta. Odezwę się, jak wrócimy.[/quote] Sluchajcie, jest niezle... Pani doktor dala 90% sukcesu zabiegu. Zmierzone cisnienie wykazalo 8, przy graniczmych 35. To jest nawet mniej, niz pies mial zaraz po zabiegu bo wtedy bylo 10. Po lekach, tych przed zabiegiem, mial 40-50 lub nieco wiecej. Bez lekow, w dniu zabiegu 80. Czyli spadek 10krotny. Za miesiac wizyta ostateczna Malgosia
  21. [quote name='maczek77']W oczku powoli zszedl krwiak, byl na twardowce. Nadal kropelki i przed Bozym Cialem bedzie wizyta kontrolna, aby zobaczyc czy zabieg sie powiodl.[/quote] No wiec dziś nadszedł ten dzień... o 18 wizyta. Odezwę się, jak wrócimy. A 22-23 w auto i do ... Świnoujścia na weekend. Jutro na chwilkę za granice - Oskar już ma śliczny niebieski paszport :) Odezwę się wieczorem. Małgosia
  22. [quote name='Agmarek'][B]Małgosiu [/B]co u Was??? :lmaa:[/quote] W oczku powoli zszedl krwiak, byl na twardowce. Nadal kropelki i przed Bozym Cialem bedzie wizyta kontrolna, aby zobaczyc czy zabieg sie powiodl. Czekamy.... piesek wesoly i jeszcze ani razu nie widzialam, zeby tarl oko. Po kropelkach tez sie nie krzywi.... Malgosia
  23. [quote name='sleepingbyday']ulga, jaką będzie odpczuwał po tak dużym zmniejszeniu ciśniena - nie do opisania. to jest straszny ból. to, ze oskarzyszcze jest taki pogodny przy tym bólu, to najlepsze świadecwto dla jego opeikunki i jego aktualnego zycia. ot co.[/quote] Mam nadzieję, że udało się pomooc. Miesiąc oczekiwania na wyniki. Dziękuję za miłe słowa. Oskar jest moją gwiazdką z nieba. Czarna i puszystą. Na drugie ma Syriusz :lol: Kto zna Harrego P, to kojarzy :evil_lol: W dodatku, faktem jest, że to 'psia gwiazda". Teraz chłopak śpi, prawie non stop. Czasem wodę chlapnie, ale to raczej dla przyzwoitości. Jeszcze nie ma ochoty. Niedługo pójdziemy na spacerek... Małgosia
  24. [quote name='sleepingbyday']no jasne, ze trzymamy! dawaj znac, jak tylko wrócicie od weta![/quote] No więc jesteśmy... Oskar został przebadany przed zabiegiem. Ciśnienie oka przed zabiegiem - 80. To baaardzo dużo. Ładnie zniósł znieczulenie, zabieg był krótki. Oko prezentowało się fatalnie, te zmiany koloru mogły być skutkiem tego, iż wewnątrz zgromadziła się również krew, stara, zakrzepła miejscami. Oko zostało oczyszczone i czekamy miesiąc, zobaczymy co się dalej będzie działo. Ciśnienie w oku po zabiegu 10. Zobaczymy, czy zabieg pomógł, czy jeszcze trzeba będzie powalczyć z tym okiem. Ostatecznością jest jego usunięcie. Oskar został wybudzony i po jakimś czasie, wężykiem :lol: podążył do auta. Ja już nie jechałam wężykiem :evil_lol: Teraz leży w przedpokoju i śpi. A ja mam wartę :loveu: To tyle w skrócie. Małgosia
  25. [quote name='olgaj']Jeszcze raz, w woli sprostowania :) wszystkie dyplomy zostały wysłane, na wszystkie adresy, które dostałam od Ani. [/quote] Wszem i wobec ogłaszam, coby nieścisłości nie było... Dyplom dziś pojawił się w skrzynce, za co z pokłonem dziękuję... :lol: Małgosia
×
×
  • Create New...