Jump to content
Dogomania

agnieszka32

Members
  • Posts

    8957
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by agnieszka32

  1. [quote name='Megi3']Aga jest mi strasznie smutno, włączyłam kompa (bo mam dzień wolny)a tu Twoja informacja na NK.Przykro mi podwójnie, bo nie posiadam auta i nie jestem wstanie Ci pomóc, no chyba,że masz jakiś pomysł. Pozdrawiam Megi[/QUOTE] Dziękuję Megi, wciąż mamy nadzieję, że się odnajdą całe i zdrowe. Co do pomysłów, to jeśli możesz, zawiadamiaj znajomych psiarzy o zaginięciu Saruni i Fiodorka. Może akurat coś widzieli, o czymś słyszeli :-( [quote name='Szczurosława'][B]Agnieszko[/B], zaglądajcie też ludziom na podwórka! Jakiś czas temu tak udało sie znaleźć płochacza niemieckiego, pies zginął na polowaniu, znalazł sie kilka tygodni później u chłopa na łańcuchu,który chciał na nim zarabiać rozmnażając go. Za nagrode sąsiad sąsiada pewnie wyda... Trzymam kciuki i mocno wierze , że Twoje maluchy się znajdą.[/QUOTE] Tak, tak, zaglądamy w podwórka od samego początku, we wszystkich sąsiednich miejscowościach. Zwłaszcza, że jedna z teorii podana przez miejscowe dzieciaki to ta, że ktoś się psami zaopiekował celowo, czy to z chęci pomocy, czy z chęci zysku. Nieważne, jakie są tego pobudki, ważne żeby psiaki się znalazły. [quote name='agaga21']WYRÓŻNIONE ALLEGRO. MAM NADZIEJĘ ŻE NIE USUNĄ ZA SZYBKO :( [URL]http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=867925956[/URL] AGUŚ, PRZEPRASZAM, ŻE TYLKO TYLE MOGĘ...[/QUOTE] Agatko, bardzo Ci dziękuję.
  2. Dziękuję Wam, bardzo. Zaraz otworzą punkt ksero, to zrobię kolorowe wydruki i po drodze z pracy porozwieszam. Spróbuję zorganizować grupę poszukiwawczą, tylko najgorsze jest to, że wszyscy pracują, i dopiero 01 stycznia będą mogli pomóc.:-(
  3. [quote name='pinkmoon']Kiedy w Gdyni zginęła Rudka, jej państwo załatwili ogłoszenie w kościele - po każdej mszy podczas ogłoszeń parafialnych ksiądz mówił z ambony że zaginął pies, był opis Rudzi i podany numer telefonu. W ten sposób też można dotrzeć do dużej ilości ludzi, może warto spróbować z kościelnymi ogłoszeniami? Bardzo,bardzo mocno trzymam kciuki za Fiodora i Sarę![/QUOTE] Oj, przepraszam, Pinkmoon, nie zauważyłam Twojego postu wcześniej :oops: Dziękuję za trzymanie kciuków, każda pozytywna myśl podnosi mnie na duchu :-( Wróciłam z ostatniego obchodu, zostawiłam przy drogach nasze ciuchy i przy ludzkich skupiskach wysypałam karmę - a obok na drzewach rozmieściłam ogłoszenia. Może wyjdą gdzieś z ukrycia, jak poczują nasz zapach i karmę (o ile jeszcze gdzieś tutaj są :-(). Co do kościoła i ogłoszeń ... hmmm, z tym łatwo nie będzie, bo nie jesteśmy "parafianami". Jak to się mówi? "Wierzący, nie praktykujący". Poza tym, tutaj gdzie mieszkamy nie ma kościoła. Do najbliższego kawałek drogi, ale poproszę sąsiadkę, wiem że ona do kościoła chodzi, to na pewno pomoże. Świetny pomysł. Teraz zauważyłam, że tam, gdzie było zgłoszenie o psiakach, jest takie wielkie wysypisko gruzu i śmieci - idealne miejsce, gdzie psiaki mogą koczować. I mieszka tam kloszard - dzieciaki mi o nim mówiły. Ciężko się do niego dostać, bo się ukrywa w takim prowizorycznym "domku", ale widać że pali w piecu czy w kozie jakiejś i to czym popadnie - bo bardzo śmierdzący dym z komina leci. Jeśli jednak to moje psiaki były tam widziane (poza tymi dwoma uciekinierami do suki w cieczce), to myślę że on mógłby dać im schronienie, pewnie też je nakarmił - jest im ciepło, mają jedzenie, to się kloszarda trzymają. Jeździliśmy tamtędy wiele razy, ale jeśli psy są zamknięte i od czasu do czasu wypuszczane, to pomimo wołania, mogliśmy ich nie zauważyć. Zostawiłam tam bluzę męża i wysypałam ok. 2 kg karmy, a obok przymocowałam do pnia ogłoszenie z kwotą nagrody. Myślę, że kloszard połakomi się na kasę... tylko, że wątpię, aby miał telefon, by móc zadzwonić ... :roll: Jutro, jak tylko zrobi się widno, pojadę tam jeszcze przed pracą i zostawię kartkę z naszym adresem. Wiem, że to nikła szansa, ale chwytamy się każdej, nawet najmniejszej. Od jutra we wszystkich wsiach psiaków szukają miejscowe dzieciaki, mają zajrzeć w każde zakamarki. Część z nich żałuje, że nie widziało wcześniej ogłoszeń. Prześcigają się w poszukiwaniach. Jak one ich nie nie znajdą, to ja nie wiem już, kto może to zrobić. Idę spać, jutro o 5 rano ruszam w teren, trzymajcie proszę kciuki za moje psiaczki. Jutro ruszamy też z kolorowymi ogłoszeniami i ulotkami, myślę że więcej ludzi zwróci na nie uwagę. Okazało się też, że mój dobry kolega jest dyrektorem jakimś tam w Polskim Radiu Szczecin, więc pójdą w nim komunikaty. Mąż będzie załatwiał ogłoszenia w gazetach lokalnych. Nie wiem, jak jeszcze możemy działać, co jeszcze robić :-(:-(:-( Jutro, a właściwie już dzisiaj, 5 dzień poszukiwań :placz:
  4. [quote name='Tengusia']Aga bedzie dobrze, musi byc dobrze i Ala slusznie mowi gdybysmy byly blizej to kazda z nas przeszukiwalaby okolice, teraz niestety mozemy tylko wspierac cie duchowo i wierzyc ze psy znajda sie cale i zdrowe :calus: ja jestem z wami caly czas i ciagle o was mysle i w pracy i w domu ... trzymam kciuki abys nowy rok powitala ze swoimi dzieciaczkami :calus:[/QUOTE] Tengusiu, jestem bardzo wdzięczna za te słowa. Jestem Wam wdzięczna, że mnie nie potępiłyście, nie osądziłyście ... bo to ja powinnam tak zadbać o psy, żeby w żaden sposób nie udało im się uciec. Sprawdzałam smycze, obroże, codziennie ... ale widocznie czegoś nie zauważyłam - może naderwania, może naruszonych szwów ... nie wiem już sama :placz::placz::placz: Będę do końca życia żyła ze świadomością, że przeze mnie dwa cudowne psy zaginęły bez wieści, dwie bezbronne istotki, o które powinnam się troszczyć, za które powinnam życie oddać :placz::placz::placz: Wybaczcie, chyba się rozklejam :-(
  5. [quote name='ania z poznania']Niemcy przyjęli zgłoszenie, ale dzisiaj ze względu na niedzielę to było tylko pogotowie dla zwierząt. Jutro zaraz rano zadzwonię do schroniska, żeby mieć potwierdzenie, że są w bazie psów zaginionych. Aguś, mam przeczucie, że się znajdą![/QUOTE] [quote name='Alicja']Aga... :glaszcze: uwierz , że gdybyśmy byli na miejscu to na pewno było by nas do pomocy sporo ... wiem ze pesymizm bierze górę ...ale jakoś tak przeczuwam , że znajdą się ...[/QUOTE] Aniu, jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję :buzi: I tak sobie myślę, że może można by im (czyli Niemcom), wysłać maila ze zdjęciami psów? Bo z opisu to mogą nie skojarzyć, a zdjęcie to zawsze zdjęcie ... Alicja - ja wiem, że na Was zawsze mogę liczyć, jesteście naprawdę kochane ... A ja już nie mam żadnych przeczuć. :-( Przez tą jedną chwilę, kiedy ta Pani zadzwoniła, że jej mąż widział nasze psy niedaleko nas, poczułam, że może już, za chwilkę, będą u nas... Krzyczałam do męża "żyją!", "żyją!" !!! Wybiegliśmy z mężem, on bez butów, ja bez kurtki, wsiedliśmy w auto, jedynie o latarkach i komórkach pamiętaliśmy i gnaliśmy jak na skrzydłach. A kiedy zobaczyłam te inne psy ... to cały entuzjazm, cała nadzieja się ulotniła ... została tylko pustka i wyrzuty sumienia :-(:-(:-(
  6. [quote name='Alicja']Aga ...to naprawde dobre wieści ...zobacz ludzie zareagowali , zobaczysz jutro , pojutrze dzieci będą w domu . Psiaczki straciły orientację i idą w przeciwnym zapewne kierunku .[/QUOTE] [quote name='fioneczka']gdzie one poszły ... pewnie są zdezorientowane Aga jak pomyślę co przeżywacie to mi serce do gardła podchodzi ... trzymajcie się ... one się znajda, wrócą[/QUOTE] Może jestem pesymistką, ale jak dla mnie to wieści nie są zbyt dobre - bo skoro były widziane w Wigilię, to zaraz po zaginięciu, więc musieliśmy się minąć, kiedy ich szukaliśmy. Od tego czasu nikt już ich nie widział, i to jest bardzo niepokojące ... One były bardzo blisko domu, dosłownie ... może z 500 - 700 m i nie potrafiły same do niego trafić. Same drogi do domu nie potrafią odnaleźć, nawet z tak bliskiej odległości :shake: Tego się obawiałam, że się mijaliśmy - my w jednym miejscu, one w drugim ... itd..
  7. Nowe ogłoszenia: [url]http://www.utracone.pl/temp-903/1000-zl-nagroda--zaginely-psy.html[/url] [url]http://www.e-zwierzak.pl/zaginione/0,1,0,0,0,0/8090/[/url] [url]http://ale.gratka.pl/ogloszenie/2951739_1000_zl_nagroda_zaginely_psy.html[/url]
  8. Przed chwilą miałam telefon - dzwoniła pani, że jej mąż przejeżdżał niedaleko nas i dział dwa psy - jednego jasnego, drugiego ciemnego z białymi "łatami". Stwierdził, że wyglądały jak psy z ogłoszenia. Wrócił się po latarkę, zobaczył na ogłoszeniu, jak wabią się psy i pojechał je szukać. Żona w tym czasie do nas dzwoniła. Natychmiast pojechaliśmy w to miejsce, wołaliśmy, jeździliśmy, mąż chodził pieszo... W pewnym momencie podszedł do mnie pan i powiedział, że jasny pies jest u niego na podwórku. Poleciałam tam, ale ... to nie był Fiodorek :placz::placz::placz: Pies był bardzo podobny do Fiodora, tylko nie był taki chudy, no i nie był pitem, ale z daleka można go było z nim pomylić. Obok rudego psa leżał drugi - czarny z białymi łatami ... to te psy widział ten pan. Oba przyszły do suki z cieczką.:-( Przed chwilą wróciłam z kolejnego objazdu i spotkałam dwie dziewczyny z psami. Jedna powiedziała, że Sara i Fiodor były u ich koleżanki na podwórku - w Wigilię. Ale ona się ich bała, nie było jeszcze ogłoszeń i nie wiedziała co to są za psy, więc nie wychodziła z domu. A one sobie poszły ... tylko gdzie?:-(:-(:-( A skoro nie było ogłoszeń, to było przed godziną 14.00, bo wtedy już wisiały. Musieliśmy się z nimi mijać, bo przejeżdżaliśmy koło tego domu, gdzie wyszły, wielokrotnie ... Od tego czasu minęły ponad 3 doby, mogą być naprawdę daleko ...:placz::placz::placz: Jedyne dobre, co z tego wynikło to to, że psy nie poszły w stronę Szczecina, bo gdyby tak zrobiły, "po drodze" trafiłyby prosto do naszego domu... Od jutra skupiamy się na jednej stronie - w stronę Niemiec. Powyrzucałam w okolicach rzeczy moje i męża oraz ich kocyki ... może to pomoże :-(
  9. [quote name='Alicja']Aga , a może to jednak one były , po 2 dniach mogły stracić orientację w terenie .[/QUOTE] Alicja, w tym miejscu jestem średnio ... 30 może 40 razy dziennie, bo to po drodze do mojego domu, z tego miejsca widać nasz dom. Gdyby tam były, to przyszłyby same po nocy spędzonej na zimnie i o głodzie. Chyba że zostały przez kogoś złapane właśnie dwa dni temu i są trzymane są teraz dla nagrody. Wiadomo, że im dłużej psów nie ma, tym większą kwotę jesteśmy w stanie zapłacić - dzisiaj to 1000 zł, za tydzień może być 2000 zł. Mam nadzieję, że żaden "znalaca" tego nie czyta - oczywiście piszę tak ze względu na los psów, a nie moich pieniędzy :shake: [quote name='malawaszka']oby ta nagroda podziałała - ostatnio facet oddał sunię cavalierkę którą złapał niedaleko jej domu - oddał jak pojawiła się na plakatach właśnie kwota nagrody - wcześniej jakoś dziwnie nie widział ogłoszeń bo nie było na nich kwoty.... ludzie sa beznadziejni...[/QUOTE] Tak, wiem - śledziłam losy tej suni przez cały czas ;). Niestety (albo właśnie "stety"), nie tylko w tym przypadku kwota nagrody podziałała, czytałam o dziesiątkach innych - teraz jadę pozamieniam plakaty - tam gdzie było napisane tylko "bardzo wysoka nagroda" zamienię na te "Nagroda 1000 zł". Może to jednak zadziała. Nie ukrywam, że ociupinkę podniosło mnie to na duchu ... [quote name='fioneczka']zobaczyłam że jest Twój wpis ... taką miałam nadzieję ze są już w domu[/QUOTE] :-(:-(:-(
  10. Nadal nic ... poza jednym brzydkim mailem i jedną niepewną wiadomością. Dwoje 14-15 latków twierdzi, że dwa dni temu widziało 4 psy biegające po polach, dwa tutejsze i dwa obce i są pewni, że widzieli Sarę. Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo miejsce, które wskazywali jest kilometr od naszego domu - psy powinny wrócić z tego miejsca. Ale młodzi ludzie dali nam jeszcze jedną wskazówkę - twierdzą, że psy mogły zostać zamknięte w stodole/oborze/piwnicy/domu dla pieniędzy. Dzisiaj rozwiesiliśmy plakaty z kwotą nagrody w wysokości 1000 zł - od razu zrobiło się większe zainteresowanie. Jeśli psy są w tym celu trzymane, to za dzień-dwa "znalazca" powinien się pojawić. Poza tym, nic więcej - poza ciągle powtarzającymi się głosami o wnykach, dołach i kłusownikach :-(:-(:-( Nie mam już nawet łez, wszystkie wypłakałam :-( P.S. Ania z Poznania zawiadomiła "niemiecką stronę" i organizację prozwierzęcą. Zgłoszenie zostało przyjęte i będzie rozesłane po schroniskach. Bardzo Ci Aniu jeszcze raz dziękuję. EDIT: Oczywiście, byliśmy w schronisku w Szczecinie, nie ma ich - osobiście przeszliśmy boksy z psami na kwarantannie. W hotelu w Sierakowie, gdzie kwarantannę odbywają psy z naszego regionu, też byliśmy. Właściciel wziął ogłoszenia, porozwiesza je w okolicy.
  11. [quote name='alicjazar']Bardzo, bardzo Ci współczuję. Kiedy mój nomen omen - Fiodor zaginął to był ból nie do opisania... Całe szczęście nie ma mrozów, więc na pewno wrócą całe i zdrowe. Zaraz mnie zlinczujecie, ale po tej "przygodzie" ja swoich dwóch futrzaków prawie WCALE nie puszczam bez smyczy na otwartej przestrzeni. Tylko sporadycznie do zabawy ze znajomymi psami, kiedy mam gwarancję, że ich to "wciągnie" i nigdzie sobie nie pójdą.. Wprawdzie mój Fiodor podczas ucieczki przed niespodziewanymi strzałami zerwał się ze smyczy, ale i tak jestem przekonana, że tak jest bezpieczniej. Niektórzy sąsiedzi mnie krytykują "o, biedny piesek znowu na sznurku", ale mam taką traumę, że mam tych sąsiadów w poważaniu. Gacek i Fiedka biegają na zamkniętej działce albo "na sznurku". I już. Może Sarze też przydałby się sznurek? :eviltong: Przynajmniej tam, gdzie można się natknąć na dziką zwierzynę.. Trzymaj się ciepło...[/QUOTE] Dziękuję. Nikt Cię nie zlinczuje, bardzo dobrze robisz. Ja mojego Fiodora nie spuszczam ze smyczy w ogóle - nie przychodzi na zawołanie, głupieje na spacerach, więc do końca życia będzie biegał (jak się znajdzie) na smyczy/lince. Bezpieczeństwo jego jest ważniejsze od wybiegania. Co do Sary - na spacerach jest spuszczana ze smyczy, aby biegała sobie po polach, musi biegać, żeby schudnąć - ona jest nauczona przychodzić na zawołanie, nigdy nie mieliśmy z nią najmniejszego problemu z przywołaniem. Trzyma się zawsze blisko człowieka. Teraz pobiegła za Fiodorem, kiedy ten zerwał się ze smyczy ... A na dziką zwierzynę napotykamy się na każdym kroku - przychodzi nawet na teren posesji - ostatnio był lisek i zajączek ... ale zdążyły uciec przed psiakami. Z resztą, nie pozwalam im biegać za zwierzyną i polować ... [quote name='Asior']Aga.. załóż wątek na wątku zaginione psy [URL]http://www.dogomania.pl/forums/96-Psy-zaginione-ukradzione[/URL] Tu nie wszyscy mogą trafić, a tam dużo ludzi zagląda!!!! A nuż widelec się to do czegoś przyda....[/QUOTE] Asiu, założyłam wątek już w Wigilię, ale mało osób tam zagląda [URL]http://www.dogomania.pl/threads/176241-Amstaffka-SARA-i-pitbull-FIODOR-zaginAE-A-y-w-okolicach-Ustowa-i-Kurowa-koA-o-Szczecina[/URL]
  12. Przed chwilą miałam telefon. Komuś pod koła wyleciał w Ustowie (więc niedaleko nas) duży pies. Chłopak skojarzył sobie miejscowość i ogłoszenie i natychmiast zadzwonił do mnie. Wypytałam dokładnie chłopaka, jak wyglądał pies, którego o mało nie przejechał. Chłopak widział dużego ciemnego chudego psa. Jakoś mi to do moich psów nie pasowało, ale od razu pojechaliśmy tam z mężem, chociaż ten teren przeszukujemy jakieś 10 razy dziennie, to przecież każde info jest na wagę złota. Okazało się, że to nie nasze psiaki - od kilku dni błąka się w Ustowie duży czarny pies, faktycznie z daleka posturą podobny do Fiodorka (który jest bardzo wysoki nawet jak na pita). Mąż widział tego psiaka już w Wigilię. Więc nadal nic ... :placz::placz::placz: Zmienię ogłoszenie, napiszę jakiej wysokości jest nagroda i jutro porozwieszam te nowe. Będę ogłoszenia zmieniać do 2 dni, dając różne zdjęcia, żeby się ludziska nie przyzwyczaili, że coś tam wisi, to niech wisi. Jak co jakiś czas będą inne graficznie, to i zaglądać w nie będą. Oplakatowaliśmy też samochody, a mąż nadał przez CB radio wiadomość o zniknięciu psów, podając opis, miejsce zniknięcia oraz informację o nagrodzie. Nie wiem, co jeszcze moglibyśmy zrobić.:-(:-(:-( Moje "dzieciaki" są trzecią noc poza domem :-( Psiaczki moje kochane, żyjecie??? macie co jeść, pić??? gdzie się schronić??? a może jesteście ranne i umieracie gdzieś w bólu, ciszy, ciemności ??? same i przerażone??? :placz::placz::placz:
  13. [quote name='rwpb']Skoro takie ucieczki się powtarzają, to może warto na przyszłość pomyśleć o obroży elektrycznej? Niedaleko mnie jest pies odrzucony z policji. Pies jest bardzo posłuszny i rozumny, ale na widok otwartej bramy na posesji dostawał szajby i musiał godzinę-dwie sam luzem pobiegać. Pomogła właśnie obroża elektryczna. Dzisiaj już go ucieczki nie interesują. Może to jest drastyczne, ale skuteczne. Życzę szybkiego odnalezienia uciekinierów[/QUOTE] Bardzo dziękuję Ci za rady, za wszelkie rady, jakie od Was wszystkich otrzymuję, za słowa pociechy i otuchy. Co do ucieczek Fiodora, to on nie ucieka z posesji, można otworzyć bramę, on leży przed nią i ani drgnie. W domu i w ogrodzie jest aniołem. Na polach (u mnie nie ma innych miejsc do spacerów, tylko pola i łąki) głupieje - zbyt dużo bodźców, zbyt dużo zapachów, zwierząt do upolowania ...:-( Wiem teraz, że jeśli się psiaki znajdą, Fiodor otrzyma obrożę GPS [URL="https://www.animalglob.pl/obroze-elektorniczne/5224-system-gps-tinyloc.html"]https://www.animalglob.pl/obroze-ele...s-tinyloc.html[/URL] Wydatek spory, ale ja nie oszczędzam na psach. Tu chodzi o jego życie ... Co do wieści, to jak się domyślacie, po psach nie ma śladu - pomimo rozwieszonych i rozdanych ogłoszeń w liczbie 200, nie było ani jednego telefonu - nikt ich nie widział, nie słyszał o nich. Zupełnie żadnej, nawet marnej niepewnej, informacji :shake::-(:-(:-( Dzwoniłam do schroniska, ponownie na policję, straż miejską i graniczną - nie było zgłoszeń o takich psach. Ogłoszenia wiszą wszędzie dookoła, rozmawiałam z setkami ludzi - wszyscy słyszeli już o naszych poszukiwaniach, jednak nie o psach ... Większości z nich zdarzały się ucieczki psów, niektórym zdarza się to co kilka dni, nie wiedziałam o tym. Jednak ich psy wracały - znają te tereny. Ludzie są "miejscowi" (ja tutaj mieszkam dopiero od 3 lat), znają dobrze te tereny, nakierowali nas na poszukiwania - wiedzą, gdzie psy mogą się znaleźć, jak puszczają się w pogoń za sarnami. "Tutejsi" wskazywali nam miejscowość, do której prowadzą tropy saren - i to w tej właśnie miejscowości Siadło Górne poprzednim razem moje dzieciaczki się znalazły. Ale wtedy do tej miejscowości dotarły już po 12 godzinach, a po rozwieszeniu plakatów, już po godzinie był pierwszy telefon - a po pierwszym zawołaniu psów w miejscu, gdzie były widziane, wyszły do męża od razu. Później jeszcze przez kilka dni dzwonili ludzie, że je tam widzieli. Teraz jest inaczej - plakaty wisiały już w 2 godziny po ucieczce - 50 sztuk, drugie tyle rozwiesiłam pierwszej nocy. Jeździmy i szukamy od 6 rano do 17, czyli dopóki jest w miarę widno. Jeździmy wszędzie - również po polach samochodem z napędem na 4 koła - wołamy, krzyczymy i nic .... Plakaty rozwieszamy na drzewach, tablicach, słupach, rozdajemy, wkładamy za wycieraczki samochodów, wrzucamy do skrzynek na listy, zostawiamy na klatkach schodowych, stacjach benzynowych, małych otwartych w święta sklepikach. Zaczepiamy psiarzy, dzieciaki, kloszardów ( ci są najbardziej zainteresowani nagrodą :roll:, na co, nie ukrywam, liczę). I nic...... ani jednego telefonu ... zupełnie nic :-(:-(:-( I drugie miejsce, które nam miejscowi wskazują - to pobliski lasek, biegnący aż do mokradeł i bagien przy Odrze. I tutaj wyraźnie nam powiedziano, że jeśli psiaki pobiegły w tą stronę (a tak wynika z tego, co twierdzi mój mąż), to mogło to się skończyć marnie - to ulubione miejsce kłusowników - pełno tak wnyków i zamaskowanych głębokich na kilka metrów rowów :placz::placz::placz: Jeśli moje psiaki spotkał taki los i umierają tam powoli z głodu i w męczarniach, to skończę chyba ze sobą :placz: Mąż spędził w tym lesie dzisiaj 3 godziny, jutro idzie tam z synem i jego kolegą. Na razie nie natrafił na ślad psów. Jest nas trochę za mało do przeszukania takiego ogromnego terenu, znalezienie psów to jak odszukanie igły w stogu siana. Ale musimy szukać, dopóki mamy czas. W poniedziałek muszę iść do pracy i tak aż do Sylwestra włącznie. Niestety, nie mam możliwości wzięcia sobie urlopu, gdyż zawód jaki wykonuję, mi to uniemożliwia. Ale mam o tyle dobrą sytuację w pracy, że będę mogła dotrzeć do osób w mediach - gazetach, radiu, telewizji - zamieszczę reklamy i ogłoszenia ze zdjęciami. Porobię też kolorowe ogłoszenia, bardziej będą zwracać uwagę. Jutro już czwarty dzień poszukiwań psiaków. Pojedziemy osobiście do schroniska obejrzeć psy na kwarantannie i obserwacji, gdyż pracownik schroniska sam stwierdził, że przy takiej wielkiej ilości psów może nie pamiętać o moich zgłoszeniu. Z resztą, będziemy tam zaglądać codziennie. Po drodze ze schroniska zajedziemy do kościoła - a co tam, nie byłam w kościele od wielu lat, ale nie zaszkodzi poprosić Najwyższego o pomoc ... No a później ruszamy dalej w teren... Czy myślicie, że na ogłoszeniach powinnam napisać wysokość wyznaczonej nagrody? I tak sobie pomyślałam o allegro ... może ktoś mógłby zrobić? Bo ja niestety, nie mam tam nawet konta, o umiejętnościach zrobienia allegro nawet nie wspomnę :shake: Staram się nie myśleć, co mogło się przydarzyć moim psom, wzięłam uspokajające leki, żeby jakoś funkcjonować, bo bez tego .... chyba coś bym sobie zrobiła ...
  14. [quote name='fioneczka']Agnieszka szczecińskie radio nadaje swoje audycje, macie szczecińską telewizję ... może warto się z nimi skontaktować ? nie wiem czy pomogą ale warto próbować Aga napisz mi w której części psiaki zaginęły (gdzie były na spacerze) ... w którą stronę pobiegły[/QUOTE] Fioneczko, skontaktowałam się z TV O/Szczecin oraz Polskim Radiem Szczecin. Wysłałam też mailem wszystkie informacje z prośbą o zamieszczenie ogłoszeń oraz o podanie kwot do zapłaty i nr konta. Na razie nie ma odzewu. Co do miejsca ich ucieczki - to uciekły w okolicach Ustowa i Kurowa. To małe miejscowości o 15 minut drogi samochodem od centrum Szczecina. Nie podaję nigdzie swojego adresu, gdyż zdarza się, że jak są ogłoszenia o zaginięciu psów i nagrodzie, to później, jak psy się odnajdują, są celowo kradzione w celu uzyskania nagrody. Trudno podać kierunek, w którym pobiegły, bo biegały za tą sarną jak szalone, były widoczne z daleka, sarna zmieniała kierunki, a one goniły za nią. W pewnym momencie wpadły w wielkie krzaki i właśnie tam ślad się urwał. Miejsce, gdzie zniknęły, dokładnie przeszukaliśmy, to dosłownie 100 metrów od naszego domu. Gdyby wróciły do tego miejsca, już dawno byłyby w domku...
  15. Nadal nic :-( Mąż właśnie wraca, jeździ od 6 rano. Ja byłam w pracy, żeby dodrukować ogłoszeń i zaraz wyruszam, żeby je rozwiesić w dalszych okolicach. Szkoda, że żadne punkty ksero nie działają, myślę, że kolorowe zdjęcia zwróciłyby większą uwagę. Ślad po moich psiaczkach zaginął ... ale szukamy cały czas, dopóki nie dowiemy się, co się z nimi stało. Najgorsze, że w poniedziałek musimy wracać do pracy, po pracy jest już ciemno, nic nie zrobimy - będziemy musieli jedynie liczyć na odzew z ogłoszeń. Zaraz poprzeglądam lokalne ogłoszenia, może akurat... Ania z Poznania miała świetny pomysł z policynym psem tropiącym. Mąż ma dalekiego kuzyna w policji, ale nas wyśmiano, że chcemy angażować policyjnego psa do szukania psów, przecież tyle dzieci, ludzi ginie bez wieści, a mu tu psami się zamartwiamy :shake::shake::shake:
  16. albo to [url]http://www.rikaline-gps.pl/rozwiazania-on-line/osobisty-lokalizator-gps-w-zegarku-holux-tracker-005.html[/url]
  17. Tengusia - jeśli psy się znajdą, to poza Twoimi propozycjami, wyszukałam z mężem jeszcze te dwie: 1) obroża GPS dla psa [url]https://www.animalglob.pl/obroze-elektorniczne/5224-system-gps-tinyloc.html[/url] 2) obroża satelitarna dla psa [url]http://www.allegro.pl/item795134695_et_900_satelitarna_obroza_dla_psa.html[/url] W Anglii to się sprawdza, zobaczymy jak działa u nas. Idę spać, jutro pobudka ze wschodem słońca i idziemy szukać nadal.:-( Pogoda jest straszna, pada i wieje przeokropnie. Mam nadzieję, że znalazły sobie jakieś schronienie :placz:
  18. [quote name='Martens']Strasznie przykra historia... Myślę, że one znają drogę do domu, ze Fiodor orientuje się w terenie - tylko może ma ochotę pozwiedzać świat, teraz sezon cieczkowy się zaczyna. Oby nic mu się nie stało. Próbowaliście wyprowadzać je oddzielnie? Może byłoby łatwiej zapanować nad nimi skupiając się na samym Fiodorem, a w razie ucieczki, gdyby poszedł sam, może szybciej wróciłby do stada?[/QUOTE] Tak, próbowaliśmy wyprowadzać psy oddzielnie, ale na Fiodorze nie robi to żadnej różnicy - on na spacerach nie zwraca uwagi ani na nas, ani na Sarę. On zachowuje się i wygląda tak, jakby nagle znalazł się w innym, swoim świecie -jakby ślepł i głuchł, zachowuje się jak "nawiedzony" :shake::shake::shake: A Sara nie chciała chodzić na spacer bez Fiodora :-( Fiodor był dla niej najważniejszy, bardzo się do niego przywiązała i to przywiązanie ją zgubiło :placz: Co do "sezonu cieczkowego", to nie powinien na Fiodorze robić wrażenia - jest wykastrowany. Bardziej niż suki z cieczkami interesują go sarny, zające, kuropatwy, dziki, itd ...
  19. [quote name='fioneczka']Aga serce pęka :( ... ale bądź dobrej myśli ... znajdą się łobuzy całe i zdrowe ... wiem ... dobrze mi gadać[/QUOTE] Asiu, dziękuję Ci za życzenia świąteczne. Przepraszam, że nie odpowiedziałam Ci na Twojego sms-a, w ferworze poszukiwań niedawno go dopiero zauważyłam (mam wyciszone smsy).:oops: Teraz siedzę i płaczę - patrzę na puste legowiska przed kominkiem i taki straszny ból mam w sercu, że pęknie mi chyba za chwilę:placz: Taka straszna pustka :-( Wszędzie słyszę "to tylko pies przecież, czym ty się przejmujesz?". Ktoś, to nie kocha psów, tak jak my i ktoś, komu taka tragedia się nigdy nie przytrafiła (i oby tak zostało), nie zrozumie, co się czuje w takiej chwili :-(:-(:-( Asiu, Ty najlepiej wiesz, jak to jest, gdy wszyscy wokół Cię pocieszają, mówią że będzie dobrze, a dobrze nie jest ... :-(:-(:-(
  20. Tak, zaglądaliśmy w okolice bagien, Odry, przystani rybackich. Zaglądaliśmy na każdy plac budowy, każde osiedle, w każdą dosłownie dziurę. Jeździmy samochodem z napędem na cztery koła, gdyż tylko taki może się w miarę bezpiecznie poruszać po okolicy, w której mieszkamy. Zatrzymujemy się co kilkaset metrów, wołamy, krzyczymy, czekamy kilkanaście minut i jedziemy dalej. I tak przez cały wczorajszy i dzisiejszy dzień. Wszędzie wiszą ogłoszenia, ale ludzie prawie nie wychodzą z domów,więc mało kto je widzi. Rozdajemy wszystkim napotkanym osobom. I nic, ani śladu po moich kochanych psiaczkach :-(:-(:-( Ból jest nie do wytrzymania, nie do opisania :placz::placz::placz: Po głowie krążą najgorsze myśli, wyobraźnia podsuwa obrazy, których w życiu nie chciałabym widzieć... A na dodatek, mój mąż się rozkleił - rozpłakał się jak małe dziecko. Widok 40 letniego faceta, łkającego i wołającego "SARA", "FIODOR", jest tak przejmujący, że aż brak słów :placz::placz::placz:
  21. Niestety, nie mam dobrych wiadomości - po psach ślad zaginął. Objechaliśmy wszystkie okoliczne miejscowości, porozwieszaliśmy i porozdawaliśmy ogłoszenia, rozmawialiśmy z mieszkańcami - nikt ich nie widział. Rozszerzyliśmy też krąg poszukiwań do dalszych miejscowości - właściwie aż po granicę z Niemcami. Są tylko 3 możliwości: 1) goniły za sarną tak długo, aż straciły orientację, gdzie są (jak poprzednio) - szukają domu w niewłaściwym miejscu - tutaj mogą zadziałać nasze ogłoszenia 2) poszły w stronę Szczecina - z tego cieszyłabym się najbardziej - ludzie się boją takich psów, momentalnie wzywają straż miejską, policję, schronisko - byłaby duża szansa na ich odnalezienie, bo zapewne wylądują w schronie, ale jest to mało prawdopodobne, myślę że będą się trzymały mniejszych miejscowości, 3) wpadły do rowu, rzeki, bagna, studni, sidła, zastrzelił je myśliwy :placz: - i ta możliwość wydaje mi się najbardziej prawdopodobna :-(:-(:-( [B]Kana [/B]- one uciekły 100 metrów od domu, gdyby doszły w miejsce, w którym Fiodor się zerwał ze smyczy, to byłyby już w domu - ja to miejsce widzę z okna, one znają najbliższą okolicę, wróciły prosto na posesję. [B]Asior [/B]- kilka dni temu karabińczyk "puścił" na tych wielkich mrozach, nie wytrzymał i się złamał. A wczoraj karabińczyk wytrzymał, a pękła nowiutka skórzana smycz "Dingo", miała byś super-wytrzymała :-( ogłosiłam je trochę: [URL]http://szczecin.olx.pl/item_page.php?Id=64460657&g=6[/URL] [URL]http://www.zaginione.adopcje.org/[/URL] [URL]http://zgubiono.pl/component/option,com_marketplace/Itemid,30/page,show_ad/catid,8/adid,3208/[/URL] [URL]http://www.zagubione.pl/index.php?action=details&id=251&method=categories[/URL] [URL]http://www.petworld.pl/ogloszenie/psy/szczecin-zaginely-dwa-psy-amstaffka-sara-i-pitbull-fiodor-nagroda/10397[/URL] [url]http://infoludek.pl/ogloszenia/?akcja=zobacz&ID=265148&&strona=[/url] I jestem już wyczerpana psychicznie. Nie wiem, co mam jeszcze zrobić. Przez to, że są Święta, okres "uśpienia" - niewiele ludzi wychodzi z domów, może jak ruszą do pracy w poniedziałek, to ktoś zauważy moje psiaki. Wiecie, nie ma nic gorszego, jak zaginięcie psów. Wczoraj, kładąc się spać, powiedziałam z przyzwyczajenia "chodź Sarunia, idziemy spać", bo Fiodor już dawno poleciałby za mężem do sypialni (tylko na to czekał, pieseczek tatusia) :-( Dzisiaj, szykując mężowi jedzenie, krojąc mięso, mimowolnie zdziwiłam się, że żadne pyski nie ślinią się w kuchni i błagalnym wzrokiem nie wpatrują się w żeberka :placz: i żaden psi pyszczek nie żebrał przy stole :-( A przed chwilą zaszczekał pies w TV, a ja powiedziałam odruchowo do męża: "dziwne, że nasze psiaki śpią i nie szczekają" :placz::placz::placz: Naszych psiaków nie ma ...:-( Nie wytrzymam tego dłużej, życia w nieświadomości, czy moje psy nie cierpią, nie marzną, nie głodują, nie są bite ... :placz:Bezradność i niewiedza jest dobijająca, jak tu dalej będzie żyć??? Bez moich psiaków? Gdzie nie spojrzę, tam widzę ich obecność - pusty dom, puste legowiska, puste budy ... pełne miski ... i Sarunia nie budziła mnie w nocy, aby ją wypuścić do ogrodu na siuśki, Fiodor nie tulił się w nocy do męża, a Sara do mnie ... i jest tak pusto, cicho i przeraźliwie zimno bez moich dzieciaczków :placz::placz::placz: Boże, muszę mieć siły, aby ich dalej szukać, robi się zimno, w dzień padał deszcz, one mogą być wyczerpane już - 2 dni poza domem, druga noc w zimnie i ciemnościach :-(:-(:-(
  22. Aniu, chyba jednak nie jestem dobrym domem, skoro ucieka jak tylko nadarzy się ku temu okazja :-( Sara nigdy nam nie uciekała, od szczeniaka uczona przychodzenia na zawołanie, szukania nas na spacerach (chowaliśmy się jej za drzewami, krzakami,, w trawach, a kiedy nas znalazła dostawała smakołyk). Nawet jak biega za sarnami, bo też ma "łowcze" zapędy, to przywołana gwizdem zjawia się w oka mgnieniu. Nawet mój tata, którego dobrze nie zna, przez 2 tygodnie wyprowadzał ją na spacery i bez problemu zawsze przychodziła. Przez 2 lata nie zdarzyło się, aby nie wróciła. Fiodor to zupełnie inna historia - jest u nas rok czasu, a nic dla niego nie znaczymy - na spacerach ma nas głęboko w nosie, patrzy tylko, żeby dać nogę. Wciąż się stresujemy, wyjścia na spacer są gehenną, a nie przyjemnością - bo wciąż musimy myśleć, w jaki sposób go zabezpieczyć, aby nie udało mu się zerwać, uciec, przegryźć smyczy. Codziennie przeglądamy smycz, obroże, linki, czy materiał nie jest w którymś miejscu "zmęczony". Codziennie obchodzimy ogrodzenie, czy nie ma w nim miejsca, którym mógłby uciec. Mam wrażenie, że temu psu jesteśmy potrzebni tylko po to, aby go nakarmić i aby miał się gdzie wyspać. Reszta się nie liczy. A ja go kocham nad życie :placz::placz::placz: Nie jestem jednak pewna, czy on powinien u mnie być, ze względu na swoje własne bezpieczeństwo. Mieszkam gdzie mieszkam - mnóstwo łąk, pól, lasów, rzeka, piękne odludne tereny spacerowe, cisza, natura, świeże powietrze - wydawałoby się, że wprost wymarzone miejsce dla psów. Ale chyba nie dla Fiodora :-(:-(:-(. Dobra, jadę szukać dalej, trzymajcie proszę kciuki :-(
  23. [quote name='Tengusia']Agnieszko warto by bylo skontaktowac sie z dziewczynami z tamtych okolic bo dzis na dogo pewnie nie wiele osob bedzie, wszyscy siedza przy stolach i jedza z rodzinka ....[/QUOTE] Tak, już wysłałam smsa do dwóch dziewczyn, które mieszkają w okolicach.
  24. Moje psy zaginęły wczoraj w Wigilię, nie ma ich ponad dobę :placz::placz::placz: [url]http://www.dogomania.pl/threads/125620-Fiodor-i-Sara-po-obozie-przetrwania-dochodzAE-do-siebie-D?p=13754718#post13754718[/url]
  25. Dziękuję Wam, kochane. Niestety, nie ma moich psów [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/heul.gif[/IMG][IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/heul.gif[/IMG][IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/heul.gif[/IMG] Szukałam prawie całą noc, ale była tak gęsta mgła, że właściwie nic nie było widać. Mąż właśnie wrócił, od 6 rano jeździł, ja przez pół nocy, bo nie mogłam spać. Dzwoniłam do schroniska i hotelu w Sierakowie, ale ich nie ma, nie było też takich zgłoszeń. Straż miejska i policja też nic nie słyszała. Zostawiłam namiary na siebie i powysyłałam maile ze zdjęciami psów. Teraz wysyłam maile ze zdjęciami do wetów, staży granicznej, kół łowieckich (już nam grożono, że zastrzelą nasze psy, pomimo że na smyczy i z właścicielem [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/shake.gif[/IMG], na szczęście mój znajomy jest myśliwym i poprosił innych o niestrzelanie do moich psów). Nie chce mi się żyć, te psy są wszystkim dla mnie :-( Nakarmię męża, bo ledwo żyje, gardło zdarte ma od wołania i zaraz idziemy do lasu, może tam ... chociaż gdyby były blisko domu, to by wróciły. Mam lornetkę, ale taka mgła, że i tak nic nie widać. Przez dobę mogły zajść naprawdę daleko i dziwię się, że nie wróciły wczoraj po własnych śladach po śniegu, zwłaszcza że Fiodor miał zranioną łapkę i pewnie krwawi [IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/heul.gif[/IMG] I w dodatku pada, deszcz, a one biedne zmarznięte, przemoczone, wycieńczone i przestraszone, gdzieś tam nas szukają :-(:-(:-(
×
×
  • Create New...