Aż głupio mówić, ale nawet dzisiaj nie byłam na L-ce...:oops:
Jakoś nie było czasu... pierwsze misja - spacer z Pręgą, później zabieraliśmy inne psiaki z betoniaków, aby przynajmniej przez chwilkę ochłonęły, następnie foty, zbieranie szkła (fajne mam teraz ręce, takie czerwone pasiaki - A mówił Artek, żebym rękawiczki ubrała.. :roll:), rozdzielanie garnków... jutro napewno zaglądnę.
Ale wiecie co... powiem tyle, Loluś miał szansę na dom w Krośnie. Niestety... Pani dowiedziała się, że Lolek ma jechać do adopcji za granicę i już nie chciała słuchać Artka, który tłumaczył jej, że to odwołane... no cóż... następnym razem, kiedy nic nie będzie pewne, chyba nie ma co "rezerwować" psa, nawet, jeśli się to zaraz odwoła...:shake: