Ja tu jestem nowa i może nie za bardzo się orientuję, ale swoje lata mam i wiele krzywdy zwierzaczkowej na własne oczy widziałam, nie tylko zwierzaczkowej zresztą. Czegoś nie rozumiem. Na miejscu mamy do dyspozycji 3 opcje:
- DT u Doroty z niewiadomą w postaci zachowania Harrego
- domek u mnie też pewnie tymczasowy bo może się okazać, że chodzenie z psinką na smyczy to za duże wyzwanie, on sam zresztą pewnie nie byłby zachwycony spacerami w żółwim tempie, poza tym mieszkam w dużym mieście przy jednej z głownych ulic, bardzo ruchliwej - osobiściwe wolałabym żeby miał domek z ogródkiem w którym byłby bezpieczny
- hotelik w Niepołomicach
Wszystkie trzy opcje oznaczają dla Gizmo co najmniej dwukrotne poznawanie od początku otoczenia, domku, ludzi, przejazdy i niepewny los przez najprawdopodobniej kilka miesięcy.
Ale Gizmo zostaje w Polsce, zrobimy mu badania, możemy do niego zaglądać, opiekować się, dalej szukać mu domu stałego....
Alternatywa jest taka, że za 10 dni Gizmo będzie po badaniach lekarskich, we własnym stałym domku, skontrolowanym przez fundację, która jest znana i sprawdzona. Ale będzie miał problemy językowe bo będzie w Niemczech...
Zastanawiam się co jest ważniejsze?