Ja sobie kiedyś nogi połamię. Ten charakterystyczny szczek zawsze poznam. Wczoraj bedąc w domu usłyszałam Sambulindkę i puściłam sie biegiem z trzeciego piętra. Nie powiem, owszem ucieszyła się niewdzięcznica jedna na mój widok:mad:, ale tylko chwilkę. Nawet całusa dostałam. W swoją panią wpatrzona jak w obrazek. Po chwili juz maszerowała na długi spacer, nawet się nie obejrzała. Widać,że szczęśliwa, nawet jej sie troszkę przytyło.