Marck,wyłam jak czytałam o Małej.Jesteś wspaniałym chłopakiem.Ja też 3 lata temu straciłam moją najlepszą przyjaciółkę-Jackie.Umarła na bia łaczkę.Też mam jej obrożę w szufladzie,jej ostatni wenflon i krew z ostatniego badania.Zrobiłam wielkie powiększenie jej zdjęcia ,które wisi na ścianie.Ale wiem,że nic i nikt nie zastąpi mi mojej Jackie.Kocham ją i oddałabym wszystko,aby móc ją jeszcze raz przytulic.
Moja córka kupiła mi po śmierci Jackie whippeta.I to było cudowne lekarstwo.Musiałam się nim zając.Poświęcic mu ten czas,który poświęcałam chorej Jackie.Zaczęłam chodzic na spacery,bo pies musiał się wybiegac.Potem wzięłam jeszcze dwie sunie ze schroniska.Teraz mam zajęcie.Nadal kocham moją Jackie i wiem,że nawet gdybym miała 100 psów,to ona była ta jedyna.Ale wiem,że jest ze mnie dumna,bo pomagam innym psom.Trzymaj się Marck.Mam nadzieje,że Twoi rodzice dojrzeją do tego ,aby miec następnego psa.Przecież bez psa się nie da życ.