Madzia, jest mi bardzo przykro i dalej ciężko mi w to uwierzyć, bo po Krakowie to uwierzyłam że Misiek jest jednym wielkim szczęściarzem, a on tak samo o sobie musiał myśleć od pierwszego dnia jego "tymczasu".
No właśnie, bo to nie był "tymczas" tylko od samego początku PRAWDZIWY, NAJLEPSZY DOM, jaki Misiek sobie wyobraził i jaki chiał. I chciał tego tak bardzo, że uciekł w Krakowie żeby Ciebie znależć i jeżeli miał odejść to właśnie u boku swojej Pani. Jego marzenia się spełniły i był szalenie szczęśliwy.
Jesteśmy z Tobą CAŁYM SERCEM!! Będziemy pamiętać o Miśku!
Ja też, jak każdy z nas, miałam psinę która tyle dla mnie znaczyła i nigdy jej nie zapomnę. Nie żyje już 3 lata a dalej omijam schodek, na którym lubiła leżeć. Może pomyślicie że jestem wariatką, ale mi się czasami śni, i wtedy możemy sobie nawet porozmawiać...