gackn1
Members-
Posts
120 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by gackn1
-
Alaa, dziękuję, że do nas zaglądasz;) Czesiowi nie wolno wielu rzeczy, tylko on wciąż o tym nie wie. Gdy dołożył się do zjadania Rumpusiowej porcji, zabrałm miskę i położyłam na stole. Nie zdążyłam się odwrócić a Czesiek był na stole i dojadał, co zostało. A Rumpa nie ma apetytu, do tego jest na karmie odchudzającej Obesity a mimo to jest taka grubiutka, nie dojada, nie lubi słodyczy. Wszystko przez ten brak ruchu. Na spacer trzeba ją najzwyczajniej w świecie ciągąć, do ogródka wychodzi sporadycznie. A Wienio miał taką mięciutką sierść na głowie, takie fajne grube łapy...
-
:lol: Pamiętacie!!! Rumpusia?No co u niej.Siedzi na fotelu, leży na kanapie, potem przenosi się na parapet a po zeskoku z parapetu kładzie się do łóżka, potem wraca na fotel a po jedzeniu do łóżka, leżąc w przeciwnym kierunku. Do ogródka sama nie wychodzi. Już nie mówiąc o zapuszczeniu się do bramy ale nawet na trawniczek tuż przy domu trzeba wyjść z Rumpusią. Dwukrotnie miała czyszczone te "ropnie bez przetoki" i stosujemy maść z antybiotykiem. Lekarz kazał się Rumpusi więcej ruszać ale ona nie cierpi chodzić na spacery. Trzyma się tak blisko, że wciąż "struga nam marchewki" a gdy wracamy do domu podrzuca radośnie kapcia, merda ogonem i widać jak przeżywa ulgę, że znów wróciła.Do tego rzuca się na wszystkie napotkane psy, jedynie Burek z uszkami w jednym kierunku i zazwyczaj z patyczkiem w buzi może przejść bezstresowo obok nas. Rumpusia zawsze była inna niż inne ale teraz, choć jest już u nas 8 lat jej cechy związane ze schroniskowymi przeżyciami, zamiast ustępować nasilają się. No i jak jej tu wybrać przyjaciela?Nie wiem, czy uda mi się zaryzykować ponownie. Po Wieniowym spjrzeniu wiedziałam, że to będzie fajny partner dla Rumpy.Nie udało mi się ponownie doznać, czegoś podobnego. Wieniulek był taki kochany.Dobry Pies.
-
Siedzę tutaj średnio co drugi/trzeci wieczór i czytam i wspominam i tęsknię i zazwyczaj kończy się tym samym- wchodzę na zdjęcie Wieniusia wśród liści, na którym patrzy mi prosto w oczy i pyta "Czemu mi to zrobiłaś????" I potem płacz i pytanie Wienia: "Po co się zadręczasz?" Rumpusia po utracie Wienia straciła iskrę, nie siedziała przy bramie- a to uwielbia najbardziej, nie jadła z apetytem, nie bardzo cieszyła się, gdy braliśmy klucz od auta. Piszę w czasie przeszłym, ponieważ drugi tydzień jest u nas Czesio a ten to umie rozruszać posąg. Czesio z założenia miał być przeze mnie nielubiany ale jak nie lubić Czesia, który "siad" robi ogonem do góry, chowa kapcie, zjada latarki i okulary a nade wszystko uwielbia Rumpusię i czyści jej uszy, oddaje jej najbardziej wymiętoszonego kapciucha a w nocy śpi na jej łapach. Rumpusia też uwielbia Czesia i gdy krzyczymy na niego za wyrządzone szkody, zasłania go całą sobą i mydli nam oczy. Jedno nas niepokoi, Rumpusia, która ma ok 9 lat zaczyna mieć problemy z tylnimi łapkami a na (nie wiem) pośladkach? ma jakieś ropnie. Już raz miała je czyszczone i dr powiedział, że jest dobrze bo nie ma przetoki. Kompletnie nie wiem co to znaczy, ale te ropnie się odnowiły i to większe. Gdy Rumpa zamieszkała z nami bardzo tęskniła pod naszą nieobecność i Wień poszerzył jej parapet, żeby mogła czekać na oknie. Tym sposobem jednak kilka a może i kilkanaście razy dziennie zeskakuje z tego parapetu robiąc zapewne szkodę dla swoich stawów. Miałam przelotną myśl żeby ten parapet zlikwidować, tylko czy mam odebrać Rumpie to co ułatwoia jej samotność?? No a Czesio za kilka dni wraca do domu. Kurcze, jak ja to przeżyję? Już widzę Rumpę- śmutną, szarutką, jakby jej nie było, samotną i tęskniącą. A gdy Czesio przyjechał dwa tygodnie temu, wyraźnie szukał Wienia, jak to beagle wąchał, wąchał, zajrzał w każde miejsce, gdzie Wienia mógł się spodziewać, w każdy kątek ogródka ale Wienia nie odnalażł. Bardzo, bardzo nam miło, że o nas pamiętacie, to miłe i niecodzienne uczucie.
-
Długi weekend- bardzo długi, pełen przykrych, smutnych i żałosnych chwil. Choć już bardziej racjonalnie potrafię spojrzeć na ostatnie przeżycia, to nadal nawet kupno kurczaka przyprawia mnie o szloch- bo po co kupować kurczaka, gdy odszedł największy smakosz kurczaków na świecie? Biszkopty nawet Rumpusi nie smakują juz tak, jak jeszcze w ubiegły wtorek. Bierze, kładzie na dywanie i patrzy na mnie, jakby pytała o sens jego zjedzenia. W ogóle straciła apetyt i gdy dostaje michę nie wie, czy już jeść, czy czekać... zawsze jedli na wyścigi. Jedzenie dla nas wszystkich straciło smak i sens.Rumpusia wciąż czeka, spogląda na drzwi, chodzi do bramy a gdy Wień wraca z pracy, z nadzieją zaglada do auta, czy Wieniek też przyjechał. W czwartek pod naszą nieobecność powyciągała większość rzeczy z szafy, przekopała łóżko i schowała w fotelu kanapkę ze śniadania. Robiła tak zanim Wienio z nami zamieszkał a teraz znów. Wieniuś odpoczywa pod modrzewiem 30 m od domu(nie zdobyłam się na to, żeby oddać Go do utylizacji-zgroza) a teraz sama już nie wiem czy to był dobry pomysł.Gdy tylko spojrzę w to miejsce, odtwarza się wciąż i wciąż cały przebieg tej koszmarnej nocy, gdy z Wieniem i Rumpusią żegnaliśmy Naszego Przyjaciela, zawiniętego w prześcieradło. Rumpusia podeszła do Niego i wierzcie, czy nie płakała- zbliżyła się delikatnie, powąchała Jego suchy nochal i musnęła uszko. Już kilka razy spstrzegłam ją krążącą wokół tego smutnego miejsca a gdy ja się tam zbliżam kładzie się na trawniku i patrzy na mnie. Teraz podziękowania- podziękowania dla WAS, które byłyście mi podporą i ostoją od początku do końca, podziękowania za wszystkie słowa otuchy, za cierpliwość, za nadzieję, której dzięki WAM na tak długo mi starczyło, podziękowania za pożegnanie Wienia myślami i słowami, które pomagają mi godzić się z bólem, żalem i pustką, jaka pozostała. Podziękowania dla Oli, dzięki której dane nam było poznać Wieniusia, za zaufanie którym nas obdarzyła wsadzając Wienia do pociągu w nieznane. DZIĘKUJĘ
-
Wieniuś. Jutro o 22.10 minie równiutkie trzy lata, gdy zobaczyłam Go po raz pierwszy w swoim domu. Trzy lata, gdy nasze życie przyjęło swoisty wymiar. Wieniuś niezmiennie dostarcza nam nadprzyrodzonych doznań. W ubiegła niedzielę z Wieniusiem było tak źle, że w strasznych mękach podjąłam decyzję o "najgorszym". O 17 miał być dr więc przygotowałam dla Wieniusia ryżyk z jego ulubionymi piersiami kurczaka i marchewką- ostatni posiłek. Zjadł na leżąco. Zaserwowałam jemu i sobie po 2 tabletki relanium, lecz mimo wszystko w spazmach czekałam na 17. O 16 wynikł problem, co zrobimy z ciałem Wieniusia (aż sama nie mogę uwierzyć, że teraz o tym potrafię pisać). Choć weterynarz zgodził się pozostawić nam Wieniusia w domu, wścibscy sąsiedzi z naprzeciwka nie mieliby wątpliwości, czemu kopiemy w ogrodzie dziurę przy niedzieli więc postanowiliśmy zaczekać do poniedziałku rano, kiedy to dałoby się stworzyć pozory sadzenia żywopłotu w ogrodzie. Poniedziałek od rana na relanium, zwolnienie z pracy, wracam a NASZ WIENIUŚ wita mnie przy bramie- ledwie, ledwie stojąc na łapkach podchodzi do mnie, gdy otwieram bramę, potem idzie za mną do domu. Telefon do weterynarza odwołujący wizytę. Wtorek, środa, czwartek- Wieniuś chodzi, sika w ogródku, kilka kupek zdarzyło mu się zrobić przez sen ale to nic w porównaniu z bólami, jakie przechodził jeszcze kilka dni temu. Piątek Wienius trochę słabszy ale chodzi. Sobota- Wieniusiowi robimy kiełbaskę z grilla, bo tak ciągle lizał ruszt. Dzisiaj od rana- stękanie, oczy mętne, łapka wydaje jakieś dziwne dźwięki i wycieka ropa, kupka pod siebie, jęki, skomlenie. Wieniuś wychodzi do ogródka tylko na chwilę, nie chce się tam położyć, ucieka do domu- a przecież tak lubił powylegiwać się w slońcu. Od początku Wienius jest jedną wielką zagadką i tak chyba pozostanie do końca. "Do końca"- jakie to okropne.
-
Dziękujemy bardzo za te wszystkie życzenia. Mieliśmy nie tylko Wielkanoc ale wczoraj i wielki dzień. Pomijając kupsko przy światecznym śniadaniu (Babcia doznała szoku) Wieniek oczywiście uaktywniał się w miarę przybywania potraw na stole. Po śniadaniu, korzystając z pięknej pogody przenieśliśmy kawowy stolik do ogródka. Na koniec wynieśliśmy Wienia, żeby to taki "samotniutki" nie był w tej jadalni i ułożyli na kocyku. Wieniek stękał i wciąż spoglądał w stronę domu a gdy Rumpa z Czesiem weszli do mieszkania na jego oczach, to nadpsim wysiłkiem podniósł się i zaczął przemieszczać w stronę jadalni-doszedł a ja ze szczęścia tak go nakarmiłam szynkami, babami i łososiem, że resztę świąt spędziłam z ręcznikami i gąbką.
-
U nas bardzo smutny i przykry czas, choć najgorsze jest wciąż przed nami. Od dwóch tygodni Wienio jest w bardzo złym stanie. Żadne lekarstwa juz nie działają- a może działają ale jak to mówi dr choroba i tak postępuje. Wienio jest"porażony" w tylniej połowie ciała. Nie wstaje choć, gdy uda nam się go z wielkim wysiłkiem ustawić, to potrafi przejść kilka kroków. Ta łapka z nowotworem jest jak z gąbki, wygina się przy każdej próbie nastąpienia na nią. Po lekawch Wienio ma stale biegunkę i w związku z tym, że nie czuje kiedy się załatwia musi być myty z 5-6 razy dziennie, co nie podoba mu się zbytnio. Nie ma u nas pampersów dla psów a na allegro znalazłam tylko małe. Nie wiem właściwie co w tej kwestii dało by się ulepszyć.Wień miał prawie miesiąc urlopu więc opiekował się Wieńkiem ale niestety musiał wrócić do pracy i teraz Wieniek będzie musiał czekać na mycie do naszego powrotu. tj. czasem nawet 5 godzin. Nocami Wieniuś cierpi bardzo, nie wiem czemu dni są lepsze. Lekarz nie pozostawia nam zbyt wiele nadziei a gdy po ostatnim zastrzyku powiedziałam, że nasz Wieniuś się nie poddaje to powiedział wtórując mojemu mężowi, że to ja się nie poddaję. Nie wspomnę już o komentarzach naszych bliskich o męczeniu psa. No ale jak ja mam odebrać Wieniowi to, na czym jemu tak bardzo zależy, patrzeć w tę kochane ślipka i tak go oszukać. A może On tak na mnie patrzy bo... a tam!!
-
Jest tu Wieniek, jest choć w bardzo kruchym stanie. Niedomaga bardzo. Wątroba wysiada po lekach a i sterydy nie działają juz tak, jak jeszcze dwa tygodnie temu. Chodzi ostatkiem sił, przewraca się, wpada na przedmioty. Często nie kontroluje potrzeb fizjologicznych. Za to, gdy poczuje najmniejszy okruszek na dywanie jest w stanie, choćby czołgając się, zdobyć go i ceremonialnie mlaskać. Evelin- Wienio kocha zimę. Będzie mu jej brakowało bo zawsze to coś można przekąsić- do teraz zjada reszteczki śniegu, które zostały w ogródku
-
A niestety- ślimaczarnia odcięta. Ponieważ własciciel sąsiedniej działki prowadzi na niej prace przygotowawcze do sprzedaży, trzeba było założyć furtkę i ku zmartwieniu Wienia odciąć dostęp do ślimaków. Możecie sobie wyobrazić jak zawiedziony stoi po nocach przed tą furtką i wyprawia cuda, żeby ją otworzyć. Wieniek ma obecnie jeszcze wzmożony apetyt(a ja naiwna myślałam, że to już możliwe nie jest) ponieważ zażywa leki sterydowe, które go powodują. Nie jest nasz Wieniuś w dobrej kondycji- trzeba Go wspomagać przy chodzeniu i załatwianiu ale jest cały czas świadomy i swym bystrym wzrokiem śledzi wszystko, co się dzieje wokół. Ma nieco spóźniony zapłon. Odwiedził nas Wień junior z Czesiem a gdy już na dobre się rozpakowali, umyli, usiedli, gdzieś po godzinie Wieniek stanął naprzeciw Wienia juniora, popatrzył, pomyślał i nagle biegieeeem 2 kroki i dalej wycierać się o kolana. A wycieranie o kolana to jest wyraz największej radości i sympatii Wienia. Takie chwile niezmiennie mnie ujmują i wzruszają. Pozdrawiamy Wszystkie Ciocie, które o Wieniu pamietają. Dziękujemy
-
Jejku, ale ten czas leci! DWA TYGODNIE NOWEGO ROKU MIJAJĄ A RUMPA JAK SIEDZIAŁA POD STOŁEM TAK SIEDZI I WYCHODZI NA PODWÓRKO TYLKO MIĘDZY 1 A 2 W NOCY, CZYLI RÓWNO GODZINĘ PRZED WIENIEM. WIENIEK DWA TYGODNIE LEŻAŁ POD CHOINKĄ A DZIŚ NAWET SIĘ NIE ZORIENTOWAŁ, ŻE CHOINKA Z NAD NIEGO ZNIKNĘŁA. WIENIO NA STERYDOWYCH LEKACH DOŚĆ RADZI SOBIE Z CHODZENIEM, REGULARNIE UPOMINA SIĘ O SPACERY I TO TAK SKUTECZNIE, ŻE CHOĆBY 100 METRÓW ALE TRZEBA SIĘ UBRAĆ, ZAPIĄĆ SMYCZ I POCZŁAPAĆ TE KILKA KROKÓW.NO I JAK WSPOMNIAŁAM OK 3 W NOCY "KOPAWKA" DO SKUTKU AŻ GO WYPUSZCZĘ NA ŚLIMAKI. TAK WIĘC NOCE MOJE RACZEJ Z BARDZO PRZERYWANYM SNEM ALE ODSYPIAM PO POWROCIE Z PRACY. KILKA DNI TEMU WIENIO TAK CIERPIAŁ, ŻE PODAŁAM MU 12 KROPLI TRAMALU, JAK ZALECIŁ DR I POMOGŁO NA KILKA DNI. POZDRAWIAMY
-
Wienio całe święta i nadal spędza pod drzewkiem. Mało interesuje go, co się dzieje wokoło. Tylko wieczorem o stałej porze upomina się kopaniem o spacer i mimo że bardzo źle znowu chodzi, trzeba z nim obejść okolice. Inaczej kopie do utraty sił. Potem o stałej porze ok 1 w nocy wychodzi na ślimaki. Nie wiem co on widzi w tych mrożonych paskudztwach ale także, gdy go nie wypuszczę nie da spać choćby do rana. łazi, sapie, kopie, poszczekuje itd. itp. W wigilię był wkurzony, że jemy na wysokim stole no i też dał popalić. Wyjątkowo nie obszedł Go ksiądz na kolędzie, nawet głowy nie podniósł. Chyba przestał liczyć na przysmak od księdza albo chociaż zrozumienie. Rumpa od kilku dni siedzi pod stołem, odkąd usłyszała pierwszą petardę wystrzeloną przez dzieci z sąsiedztwa. Wieniek się dziwi i co mu się przypomni, że ona tam siedzi, to ją obszczekuje. Oby przetrwać tego Sylwestra! Z okazji Nowego Roku Wieniowie życzą dużo zdrowia oraz powodów do radości i zadowolenia.
-
To trzecie Święta Bożego Narodzenie z Wieniem;) i tylko On ma świateczny nastrój. Od wczoraj leży pod choinką i już zaczyna szukać pierników na gałązkach, choć jeszcze tam nie wiszą. Odkurzony dokładnie, bo wciąż podstawia się pod rurę odkurzacza. Wygląda to tak, że staje na środku własnie odkurzanego dywanu i nic, i stoi. Gdy przechodzę do drugiego pokoju, za chwilę jest za mną i znów na środek i znów czeka. Odkurzanie trwa więc u nas bardzo długo. Na brak światecznego nastroju wpływa także to, że Wień junior z Czesiem nie przyjadą, spędzą święta samotnie, daleko i w pracy
-
Wieniuś chodzi:multi:. Rzuca Go, zatacza się, przewraca ale chodzi. Własnie wsadzaliśmy z Wieniem cebulki tulipanów do ziemi. Trochę późno ale przegapiłam odpowiedni czas. Wieniek, oparty o mnie, bardzo uważnie się przyglądał. Musi przeciez zapamiętać, gdzie nie wolno sikać, żeby mógł wiosną podziwiać rabatkę. Wyniki badań krwi Wienia, jak to powiedział nam dr, są bardzo dobre jak na Jego wiek. To ja już nie wiem, wszystko zdrowe a Wienio taki chory.