tusinka22
Members-
Posts
1611 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by tusinka22
-
Chyba jednak nie wyrostek, powinnam dzisiaj jechać na usg ale mniej mnie boli więc sobie daruję. Ciesze się że mi przechodzi bo moja mama wyjechała na tydzień i nie miała bym z kim dziecka zostawić na pobyt w szpitalu (chociaż pewnie jak bym musiała się położyć do szpitala to mama by wróciła), sprawa ze zdjęciami się trochę opóżni, chyba że w piątek poproszę ciocię żeby zajęła się trochę Oliwką to wtedy podjadę i porobię fotki.
-
Postaram się dowiedzieć jakie są ceny potrzebnych rzeczy do kojca, psiaki u mamy mają kojec- siatka, słupki, a na dole żeby się nie podkopały tata (jeszcze wtedy przed zawałem) powkopywał jakieś stare metalowe płyty (ogrodzenie już jest 3 lata i się nie podkopały-a kopaczki są dobre). Wiecie co teraz wiem co czuje pies wyrzucony na bruk, jak niepotrzebna rzecz, ma nadzieję że wszystko wróci do normy, że się ułoży a tu nic, dobrze że znajdują się osoby które dają pomocną dłoń, dla psiaków Wy a dla mnie rodzice - ale smutek chyba tak szybko nie mija.....:-(
-
Ja nie powiedziałam że oddam je do schroniska, chce im znaleźć lepszy dom, gdzie nie będą musiały 24h siedzieć w zamknięciu, jeszcze żebym była cały czas w domu i miała dla nich czas, zaraz skończą się wakacje i idę dalej na studia, a gdzie nauka, gdzie czas dla dziecka, gdzie czas dla psów??? Pieprznięta teściowa już je przeniosła do klatki - wiecie jak się poczułam jak dzisiaj je zobaczyłam w klatce 2mx2m, siedzą i piszczą a ja nie mam ich gdzie zabrać:-(
-
Dziś byłam z Falą na wizycie - badania krwi wyszły ok, ma jeszcze stan zapalny - ale to podobno normalne po operacji. Co do kojca- nawet jeśli miały by być u mojej mamy to jakie będą miały życie- prawie niczym nie różniące się od schroniska, cały czas w kojcu, nie wiem, jestem już u skraju wytrzymałości, nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
-
Co do kojca to i tak będę musiała im jakiś zrobić- teściowa chce wsadzić do kojca gdzie są psiaki kury a psy albo muszę zabrać albo będą siedziały w małym kojcu (2x2m). Przyznam się że teraz nie mam pieniędzy (pieniążki wydałam na operację Fali i jeszcze muszę zostawić na wizyty i badania). A z kojcem u mojej mamy to trochę kłopot: 1. U mamy jest już 7 psów i bardzo mama nie chce kolejnych na stałe 2. Nawet jeśli zrobić kojec to nie będą puszczane- nie ogrodzony teren, z tamtymi się nie dogadają bo mamy psiaki nie tolerują żadnych obcych psów, a poza tym nie puszczę na nieogrodzonym terenie 10 psów... 3. Na obecną chwilę nie ma już nadziei żeby mój mąż coś zrobił w sprawie zamieszkania (dziś powiedział kategorycznie że do bloków nie pójdzie i dopiero jak go będzie stać na zakup działki i postawienie domu to dopiero możemy razem zamieszkać, nie liczę na to że to w ogóle kiedykolwiek nastąpi bo na razie to ma dużo długów do spłacenia) 4. Ja obecnie nie pracuje, nie mam dochodów, a rodziców też nie chcę obciążać kosztami (rodzice są na rencie, a na same leki dla taty wydają miesięcznie około 700zł), co do pomocy ze strony męża nie mam na co liczyć- na pewno nie na psy. Nie wiem co robić.
-
Moja Falusia już jest po operacji, dziś przywiozłam ją do domu. Operacja to był już ostatni dzwonek żeby ją uratować. Ma wyciętą śledzionę (cała była zajęta przez guza), miała w brzuszku około 3l krwi, gdybym nie kupiła krwi do transfuzji nie było by żadnych szans. Jest malutki przerzut na ogon wątroby, teraz mamy kontrolować (usg, badania krwi), jak jej stan się poprawi być może spróbują usunąć ten płat na którym są niewielkie przerzuty. Więcej na szczęście nie widać. Weterynarz powiedział że jest zadowolony z przebiegu operacji i ze stanu Fali po operacji. Jak ją przywiozłam zrobiła siusiu i poszła na swoje legowisko. Siedzę teraz i płaczę (chyba ze szczęścia że operacja się udała), co będzie dalej zobaczymy, mam nadzieję że jeszcze z nami pobędzie, to jest członek naszej rodziny i to bardzo bardzo kochany!!!!!
-
Boże dlaczego życie jest takie okrutne?????? Co mnie jeszcze spotka??? Moja psinka (rottwailerka) jest chora. Zaczęła dzisiaj wymiotować (mama jej dała skórę od ryb), zrobiła się osowiała, nie przechodziło więc pojechałam do weterynarza, zrobił zdjęcie, usg, badania krwi, niestety nie jest dobrze, na zdjęciu koło śledziony widać jakiś twór, chyba guz (było jeszcze podejrzenie że to np. folia aluminiowa) ale badania krwi wyszły żle, ma niedokrwistość, mało płytek- wskazuje na guz. Jutro rano mam z nią jechać, zrobią kolejne badania i chyba będą ją otwierać..... Nie wytrzymam tego......
-
to niemożliwe, nie wychodził z domu a w domu trutek nie ma... dwa lata temu miał ciężką operację (miał połamaną łapkę w kilku miejscach) poskładali mu ją na druty ale to chyba nie było przyczyną jego śmierci.... to było 2 lata temu.... Tyle się wycierpiał w życiu, był dzikim kotem, potrącił go samochód, operacje, ból, dochodzenie do siebie, oswajanie z człowiekiem i teraz odszedł....:-(