Owczarnio, Kopytki - dzięki za wyjaśnienie kwestii.
Jest dokładnie, jak piszecie. Mała niechętnie się rozstaje, więc najbardziej praktyczną opcją okazało się być wychodzenie "ot tak sobie", bez pożegnań, tłumaczenia że za chwilę wróce :-) itp. Teraz po prostu wychodzę, żegnana smętnym spojrzeniem małej. Fazę nasłuchiwania pod drzwiami i wypytywania sąsiadów czy coś słyszą w czasie mojej nieobecności mam już za sobą - cisza. Zresztą mała głównie śpi w tym czasie. Za to gdy wracam.... tak sie cieszy, że aż wszystkie mięśnie ma napięte. Skacze, popiskuje, liże po dłoniach, po twarzy. I stad moje pytanie, czy aby dobrze robię utrwalając takie zachowanie. Bo uczucia mam mieszane, coś mi mówi, że powinnam ignorować do momentu gdy emocje nieco opadną i dopiero wtedy wygłaskać porzadnie, a z drugiej strony jest mi bardzo trudno ignorować taką radość.