Jump to content
Dogomania

Lemoniada

Members
  • Posts

    4361
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Lemoniada

  1. [quote name='dealer']albo kamcia14.....[/quote] Właśnie. Co prawda dużo osób może mieć takie nicki... Ale nie sądzę żeby wszystkie tak na potęgę udzielały się na psich forach...
  2. Nie dzwoniła, nie pisała, nie interesowała się. Wiecie co? Wpiszczie sobie w google arystokratka14. Tylko za głowę się nie złapcie.
  3. Groszku - miałam do niej dzwonić jak nie znalazłam psa. Ale ponieważ była 23, a ja cała zapłakana stałam na cmentarzu, stwierdziłam, że nie ma co tracić nerwów i kasy bo i tak niczego się nie dowiem, a tylko Bóg wie jakie zarzuty usłyszę...
  4. [quote name='ARKA']A zna ktos jej nazwisko? [/quote] No i widzisz, jaki ze mnie cymbał? Jej Mama jak zadzwoniła wymieniła mi ją z imienia i nazwiska - a ja nie zapamiętałam!!!
  5. Słuchajcie, a o tą swoją suczkę to oni dbali? Chyba tak, skoro coś tam o wystawach pisaliście?
  6. Guffi, ja wiem jakie tu są szkoły i wiem jak Kamcia wygląda. Zaraz poszukam ,tylko zmyję gary.
  7. [quote name='dealer']macie kogos kto was autem wozi czy w tym deszczu biegacie??? zeby sie dziewuszki nie pochorowaly jeszcze ....[/quote] Dziewczyny jadą do schroniska chyba autem albo busem. A ja mam pożyczony rower i kurtkę z kapturem, nie zginę. Tylko zastanawiam się gdzie mam rozwieszać te ogłoszenia? Bo chyba nie wszędzie można? Żebym jeszcze do tego wszystkiego kary nie zapłaciła. A skierniewice to spore miasto wbrew pozorom, ode mnie na działkę Kamci jedzie się około 40minut rowerem.
  8. Dziewczyny, a był w jedynce jeszcze ten płowy, mój ulubiony?? (Marlena wie który). Chyba go nie widziałam jak ostatnio byłam, martwię się...
  9. Teraz nie mam czasu czytać całości, szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałyśmy. Przykro jest tak się na kimś zawieść, ale najgorsze, że teraz cierpi cudowny pies, nie wiadomo gdzie... Ja tam nie wątpię, że są w Krakowie, bo w tym momencie wydaje mi się wielce prawdopodobne, że ta dzieweczka wyjechałaby beztrosko nawet na koniec świata i przypomniała sobie dopiero po paru dniach o psie zamkniętym w piwnicy. Gdziekolwiek jednak jest niech będzie przeklęta. Co do tej szkoły to nie wiem, jak sprawdzić gdzie uczęszcza. Wpisać w google? Zresztą wakacje zaraz? Pewnie palcem ten gnój nie kiwnie żeby pomóc szukać psa. Jutro mam wolne od pracy to porozwieszam plakaty na mieście, bo dziewczyny jadą do schroniska i nie mogą. Dzięki, dziewczyny.
  10. Gratuluję dziewczyny, trzymam za Was jutro kciuki!
  11. [quote name='Guffi'] Vectra, czyli Arystokratka to wcale nie jest [B]11-sto letnia siostra Kamci[/B], dlaczego ja w to wierzyłam, wydawało mi się to tylko trochę dziwne... [/quote] Guffi, może masz na myśli jakąś cioteczna siostrę? Bo z tego co wiem Kamcia ma dwu- albo czteroletnią rodzoną. Trzymajcie kciuki za odnalezienie psa... Leje jak z cebra:placz:
  12. [quote name='KaRa_TC']A tu dwa dni pies bez jedzenia, bez wyjscia na spacer bez swiezej wody:shake:. [/quote] KaRa - widzisz, moja droga, cały psikus polega na tym, że pies miał możliwość spacerów. Wręcz nieograniczoną. Czujesz?? Został pozostawiony na działce, której ogrodzenie w jednym miejscu sięga gdzieś do ludzkiego kolana! Na moich oczach dwukrotnie przeskoczył siatkę i to nawet bez rozbiegu, z miejsca. Był uwiązywany, ale się zrywał. I sąsiedzi się skarżyli, że biega bez kontroli. Zastanawiam się właśnie czy któryś z tych sąsiadów nie był zdolny do zrobienia psu krzywdy... Prawdopodobnych możliwości co mogło stać się z psem jest wiele. Brama wyjazdowa z działek jest na wciąż otwarta i prowadzi na jezdnię. W nocy kiepsko oświetloną. A w dzień ruchliwą i niebezpieczną - ludzie jeżdżą na cemntarz, odwiedzić groby swoich bliskich, a chodnik tam jest tylko z jednej strony i to taki, że pożal się Boże. Po drugiej stronie jezdni jest las. A zaraz za lasem Zalew. Nie sądzę żeby pies był na tyle głupi żeby miał się utopić, ale nad Zalewem są imprezy i ogródki piwne. I masa pijanych dresów między porządnymi ludźmi. W okolicy jest dużo psów, a Gryzek już w schronisku był kozłem ofiarnym. Będziemy robić plakaty i szukać psa... Modlę się, żeby był cały i zdrowy. A wodę ma. Deszcz lał wczoraj i dzisiaj od rana. Czyż to nie cudowny zbieg okoliczności i zrządzenie niebios?:vamp: Tylko, nie wiadomo, czy pies znalazł schronienie przed tą ulewą!:angryy: Vectra - o co chodzi? Mogłabym Cię prosić o jakieś linki, kochana? Ja jestem tu od niedawna, czyzby Kinga już przedtem popisała się jakimś wątpliwym działaniem? Nie, no wiecie co, dziewczyny, mnie po prostu ręce opadają... Alu - ja się nigdy nie spotkałam z uczulaniem na krzywdę zwierząt. Przynajmniej nie w szkołach, do których uczęszczałam, w Kościele też ani słowa:placz: I tym bardziej jestem mile zaskoczona na studiach - pani profesor z UW, z którą mamy ćwiczenia, jest tak kochaną i dobrą osobą, że w życiu drugiej takiej w instytucji edukacyjnej nie spotkałam. Przerywa ćwiczenia żeby opowiedzieć o katowanych w Chinach niedźwiedziach, opowiada ze wzburzeniem o bezdomnych ludziach, zabijających sarenki, szuka domów dla kotów ubogiej emerytki. No, cudowna jest.
  13. Źle... Dzwoniłam do Marleny, dziewczyny były w schronisku, nie ma psa... Na działkach też go nie znalazły. Może to jeszcze o niczym nie świadczy, ale ja już mam jakieś straszne wizje przed oczami:( Dziś nie mogę tam jechać, siedzę tu jak na szpilkach, pół lodówki już pożarłam ze stresu. Jak dziewczyny dojdą do komputera to napiszą ze szczegółami.
  14. Widzę, że odebrałaś moją wypowiedź nie tak, jak powinnaś. Po pierwsze, nie była ona nawet trochę ostra. Skąd ten pomysł? Po drugie, mam poczucie humoru, nawet więcej niż trochę, ale każdy ma dni, w których nie jest mu do śmiechu. Po trzecie, racz zauważyć, że pisząc o wydziwianiu i główkowaniu użyłam liczby mnogiej. I wierz mi lub nie, miałam tu na mysli przede wszystkim swoje przeprawianie Frani na Fałdkę i samozmobilizowanie się do myślenia. Po ostatnie - tę ikonkę z okularami uważam za pozytywną, jak dla mnie jest to uśmiech, może trochę mniej radosny. A wyłącznie na taki mogłam się wczoraj zdobyć. Normalnie skakałabym pod sufit z radości słysząc dobre wieści. I jestem bardzo wdzięczna, że zajmiecie się mastinką, ale nie będzie ikonek tańczących i bijących pokłony, z całym szacunkiem dla Ciebie i tego co dla psów robisz. Po prostu radość byłaby nie na miejscu wobec innych wydarzeń wczorajszego dnia. I to raczej ikona z wytrzeszczonymi oczami i rozdziawionymi ustami wygląda na niegrzeczną i ostrą. Nie życzę sobie więcej takiego tonu pełenego pretensji i urażonej dumy, bo niczym sobie na to nie zasłużyłam. I raz jeszcze dziękuję za pomoc, mam nadzieję, że tym razem dasz wiarę mojej szczerości i nie uznasz tego mylnie za ironię.
  15. Ja też zajrzałam, tylko późno w nocy, a tu nic...:( Co u ślicznotki?
  16. Też prawda i myślałam o tym, tylko zapomniałam napisać. Ale gdyby znaleźć tymczas i zaoferować po wyleczeniu - jak myślisz? I nawet tę nieszczęsną sterylkę by się załatwiło od ręki żeby kłopotu nie robić. Jeden pies więcej, i to takiej wielkości, może zrobiłby różnicę, ale...
  17. [quote name='zasadzkas']Dorcia44, bo Wyderką okazała się orginalnie inna suczka, taka kundelka niskopodłogowa z biura, Lemoniada pomyliła :evil_lol: [/quote] No co... Byłam pewna, że oni wołają Wyderko! do tej rudej jamniczki:oops: A poniżej wkleję fotkę tej prawdziwej Wyderki, 14-letniej suczki-rezydentki, posiwiałej na pyszczku, ale jeszcze żwawej. Wiecie, że ta niska klucha na moich oczach wskoczyła na wysokie krzesło?:crazyeye: Wyderka nie jest do wydania, pracownicy ją pokochali, a ona ich. Mieszka w biurze, ma legowisko, jest rozpieszczana, głaskana i karmiona częściej niż inne, nie będziemy jej stamtąd zabierać. Oto i gwiazdeczka: [U][URL="http://imageshack.us"][IMG]http://img214.imageshack.us/img214/2569/rezydentkasq9.jpg[/IMG][/URL][/U]
  18. Gdyby był rudy - przypominałby mi basenji.
  19. [quote name='ARKA'] Lemoniada, czy wiesz do ktorej szkoly chodzi Kamcia? trzeba jutro zadzwonic do schronu, moze go kots zglosil i jest w schronisku! OBY, w tej sytuacji.[/quote] Nie wiem. Co nam to zresztą teraz da? I co pomoże psu? Też mam nadzieję, mimo wszystko że Gryzek został odwieziony do schroniska. Że w ogóle żyje... :-(
  20. Mastinka już ma na imię Fałdka. Litości, bez Starych Frań! Kojarzy mi się z zepsutą pralką:cool1: Zresztą zamiast wydziwiać nad imieniem, które nowy właściciel i tak zapewne zmieni, lepiej główkujmy jak pomóc suczce... Jaki kaganiec powinny nosić takie psy? Oczywiście wierzę głęboko, że takowy sprzęt nie będzie jej potrzebny, ale wiecie - policja, przepisy...:roll: Co postanawiamy na temat tymczasu/hotelu?? Czy jest sens leczyć psa w schronisku, czy to nie da żadnych efektów? Pewnie nie, ale tak się upewniam... Po dzisiejszym dniu mam gąbkę zamiast mózgu. Aniu, jeśli odezwie się ktoś z tego forum - daj znać! Ja wymyśliłam jeszcze, że można się rozejrzeć po jakichś dobrych, prawdziwych hodowlach tej rasy. Powiedzieć co i jak, że pies chory, że nieufny, że nie ma go kto wziąć. Spytać o rady co do psychiki, podejścia do psa. I poprosić o pomoc. Doświadczeni hodowcy, prawdziwi miłośnicy rasy, mogliby nam wiele pomóc. Może ktoś zgodziłby się nawet przygarnąć sukę, albo polecił nam jakiś odpowiedni domek? Myślę, że w przypadku ludzi, którzy kochają te psy i rozmnażają je z miłości do rasy, by ją ulepszać - nie byłoby mowy o potomstwie od Fałdki. Co wy na to? Nie wiem, czy to dobry pomysł.
  21. Miałam dziś nie pisać, miałam sobie to wszystko w głowie poukładać, miałam iść spać, ale tej nocy już chyba nie zasnę. No to napiszę po kolei jak było i obiecuję, że będę tak grzeczna i uprzejma jak tylko mogę. Wpół do 20. Ściemnia się, wracam do domu. Dzwoni do mnie Kamcia i pyta czy byłam dziś u psa, albo czy ktokolwiek inny był. Mówię, że ani ja nie byłam, ani Marlena, jeśli o nią chodziło, też zapewne nie, bo skąd? Gdyby napisała smsa albo PW, albo meila, albo jakąkolwiek inną wiadomość wiedziałabym, że mam iść i poszłabym. Po czym dowiedziałam się, że Kamcia jest teraz z rodziną w Krakowie, a u psa byli o 4 nad ranem, dali mu szybko jeść i pojechali. Spytałam, dlaczego nie powiedziała mi wcześniej. Zapomniała. 15 minut później dzwoni jej Mama. I wysłu****ę historii o psie, który się nie sprawdza, ponieważ urywa się z uwięzi z kołowrotkiem, przeskakuje przez ogrodzenie, biega po cudzych działakach i szczeka na ludzi, a to się im nie podoba. Skarżą się. I albo go stamtąd zaraz zabierzemy do schroniska, albo go będą trzymać w komórce. Tak jak już Marlena pisała, Kamcia została przez nas KILKAKROTNIE zapytana, czy ogrodzenie jest szczelne. Faktycznie jest, ale co z tego skoro w jednym miejscu miało wysokość pół metra?? Gryzek przeskakiwał to z miejsca, bez rozbiegu. Była też pytana, czy mama aby na pewno zgadza się na psa. Zostałyśmy zapewnione, że tak. Jak widać - do czasu.... Żeby było jeszcze ciekawiej, Mama Kamci powiedziała, że u psa byli, ale nie wczoraj, tylko [B]DWA DNI TEMU[/B]. I przez dwa dni pies nie miał nic w pysku! A Kamcia "zapomniała"! Wysłu****ę jeszcze kilka razy powtórzonych skarg, o buntujących się sąsiadach, i psie który się nie sprawdza bo ucieka. A na sam koniec wiadomość, która mnie zwala z nóg: "Tylko ja nie wiem, czy pani go tam znajdzie, bo pewnie zdążył juz uciec". Jadę na drugi koniec miasta co rower wyskoczy żeby zdążyć przed nocą. [B][U]Psa oczywiście nie ma[/U][/B]. Ani na działce, ani w komórce, ani nigdzie w pobliżu. Objeździłam okoliczne działki, ale nie zapuszczałam się do końca bo już się mocno ściemniło, a tam nie ma oświetlenia. Dodam, że główna brama wjazdowa na działki stoi przez większą część dnia na przestrzał otwarta. Wyjeżdżam na ulicę, jeżdżę koło cmentarza i lasu (bo tam cmentarz i las jest, parę metrów dalej), przez cały czas się drę, nawołuję psa. Jak kamień w wodę. Wróciłam w końcu, było już ciemno, tam jeżdżą samochody, a teren jest słabo oświetlony, no i Bóg wie co lub kto mogło z tego lasu wyjść. Wracając rozglądałam się jeszcze i wołałam psa - przepadł... Wróciłam do domu już bez żadnych przygód, pomijając to, że o mało by mnie samochód nie potrącił, ale to już z mojej winy. Co teraz zrobić? Jeśli coś się stanie psu nie wybaczę sobie nigdy. Marlena od razu wiedziała, że tak będzie... Kiedy nikogo nie było na działce zaglądałam do psa, potem Kamcia napisała na forum, że teraz pomieszkają tam jakiś czas więc nie będziemy jej tam potrzebne. A teraz jakby mi kto w łeb dał - są w Krakowie od dwóch dni, tylko nikt nic o tym nie wie bo to wielka tajemnica. A ty jedź do psa i daj mu jeść, aha, tylko nie wiadomo czy go tam znajdziesz. Kamcia nie pochwaliła się kiedy wraca. Miałam potem do niej dzwonić z tej działki, ale już mi szkoda było nerwów, do tej pory mnie serce kłuje po wyczynowej jeździe na rowerze i ucieczce spod kół. Już wolałabym w tym momencie żeby dalej siedział w schronisku, zagryzany przez psy... Tam przynajmniej wiadomo byłoby co się z nim dzieje. A tu nie dość, że okoliczne psy mogą mu wyrządzić krzywdę, to jeszcze może wpaść pod samochód, zostać zabity przez tych niezadowolonych sąsiadów czy pierwszego lepszego drania, wpaść w jakieś sidła w lesie, albo zranić się i zdechnąć z głodu gdzieś w rowie... Zasadzkas i ARKA jadą jutro po pracy go szukać. Błagam niebiosa żeby im się udało. To cudowny, wrażliwy pies, nie uważam żeby uciekał dlatego, że ma taką wędrowniczą naturę. Ledwo co został zabrany ze schroniska, był spragniony czułości - jeśli uciekał to dlatego, że brakowało mu kontaktu z człowiekiem. No i chyba byłby jakiś upośledzony, gdyby w tym celu nie przeskoczył ogrodzenia, z którym nawet szczenię dałoby sobie jakoś radę, tym bardziej, że dostawiona tam była ławeczka... Do tej pory nie mogę ochłonąć. Przecież psa nie bierze się na tymczas po to, żeby się sprawdzał a sąsiedzi nas chwalili, tylko po to, żeby mu pomóc! Od Mamy Kingi nie usłyszałam słowa troski o psa, że tyle nie jadł, że może zginąć. A teraz co - jak będziemy miały pecha to leży gdzieś w rowie, sztywny, a jak nam dopisze szczęście to go znajdziemy i władujemy z powrotem do schronu?? Do tego kłębowiska, które nie dawało mu żyć? Przecież to dla psa największa tortura - oddać go z powrotem do schroniska kiedy już zobaczył co to jest własny dom! Nawet taki, w którym trzymany jest w komórce albo na uwięzi, i przez większość dnia nikt do niego nie zagląda... [COLOR=black][B]Kingo, obroże przeciwpchelne, miski i zabawki to jedno, a odpowiedzialne opiekowanie się psem - to drugie! Dla chęci popisania się na forum i pochwalenia, że masz psa na tymczasie, naraziłaś go na ogromne niebezpieczeństwo. Módl się, żeby nie leżał gdzieś w rowie z rozwaloną głową, bo przysięgam, że na sucho Ci nie ujdzie - nawet jeśli miałabyś odpowiadać tylko przed własnym sumieniem![/B][/COLOR]
  22. [quote name='pidzej']można też dodać w tytule, że pies jest szorstki.[/quote] Tylko jedno Ci w głowie:lol:
  23. Marlena, a która to wetka???? Myslisz, że możnaby już akcję zacząć, czy najpierw trzeba suki podleczyć? Bo ja bym zafundowała jedną sterylkę choćby w tej chwili! Jakiejś dużej suki najlepiej, bo od dużych powinnyśmy zacząć. Co Ty na to? Da radę w tym stanie?
  24. Podnoszę słodziaka.
  25. Bardzo się niepokoję, co zastaniemy w piątek, jak tam pojedziemy... A jeśli ona naprawdę okaże się niekontaktowa? Wierzę głęboko, że będzie dobrze i że okaże się miła... Tylko co dalej?:(
×
×
  • Create New...