przed chwila wrocilismy ze spaceru opowiem wam jakie bylo spotkanie :)
szlam sobie polanka jak zobaczylam pana z labkiem mlodym taki ok 7 miechow byl juz sporych rozmiarow no i zapielam kelle na smycz a bastera zawolalam bo on nie podchodzi nigdy pierwszy , tak wiec ide w strone tego pana ale widze ze on laba nie lapie...wiec krzycze zeby go zlapal przeciez nie bede specjalnie drogi zmieniac...pan nic nie powiedzial tylko sie spojzal ...ja patrze a biegnie na mnie ten wielki labek kella sie juz zaczela rzucac widocznie jej sie nie spodobal baster warczy sobie pod nosem..a labek jakies 2 metry pod moim nosem sie gwaltownie zatrzymal i dopiero sie kapnelam ze on jest na smyczy automatycznej....ciemno to tej linki nie bylo widac ja mam na tasmach wiec sie nie kapnelam.. skonczyla mu sie linka poprostu... facet zaczal sie smiac ze swojego psa ze glupi i dalej biec nie moze a kella naprawde chciala sie gryzc i nie moglam utrzymac z tak bliska ...mowie panu zeby go skrocil a on ze pies nie grozny ...ja mu mowie ze widzi ze moim sie nie spodobal i jak pan go nie wezmie to moge spuscic kelle to zobaczymy..troche sie wystraszyl..PRZEPROSIL i odszedl :) naprawde zaskoczyl mnie tym ze przeprosil :) koniec