Pewnie Ziuta jeszcze nie dotarła do domu. Byłyśmy razem na wizycie i póżniej pojechałysmy na poadopcyjną (:mad:) - odebrałyśmy psinę - ale to inny watek.
Wizyta okazała sie u pani, ktora znam od lat - nasze dzieciaki przez wiele lat chodziły razem do szkoły. Pani od lat zajmowała się bezdomnymi psiakami. Zawsze były u niej jakies przybłąkańce. Zna psy, wie czego potrzebują, i co sie im należy. Mysle, że nie ma obaw i spokojnie psisko może do niej jechać. Nie zazna krzywdy i biedy. Nie mam sily sie rozpisywać bo wrażeń miałam na dziś dość, ale w sprawie Pryszczyka jestem ZA. Bedzie ok. A zawsze macie mnie na miejscu i moge od czasu do czasu przelecieć sie w odwiedziny.