Udało się. Pewnie bez pomocy łolkie i pani u której sunia koczowała - nic bym nie zrobiła. Jeszcze raz przekonałam sie jak bardzo by się przedał odpowiedni sprzęt.
Sunia mimo podania środków usypiajacych zwiała nam pod przyczepe kempingową. Tarzałyśmy sie dobrą godzine nim łolkie zdołała założyć jej pętlę na szyje. Suka wyskoczyła jak strzała, ale wpadła w moje łapy. Pani mówiła że jest agresywna więc zrobiłyśmy z niej "baleron". Ale ma miejscu, w boksie, dała sobie zdjąć więzy i nawet machała do mnie ogonem jak do niej wchodziłam. Nie bedzie więc tak strasznie jak to było malowane.
Od razu wskoczyła do budy, ale już z niej wyszła - zjadła, popiła woda i teraz dochodzi do siebie.