właściwie nawet zaprzeczył, że na łańcuch. Co prawda nie pewnie ale zaprzeczył. Ale opowiedział mi jakto mieli bernandynkę, suka urodziła szczeniaki i potem jakaś chora była. Coś miała z drogami rodnymi. Wet kazał ją operować, ale przed tem kazał jakieś zastrzyki dawać by sukę wzmocnić. Ale jej po pierwszym zastrzyku tak się polepszyło, że więcej już nie poszli do weta. Zaczęła latać i jeść. Po dwu latach znowu urodziła i po porodzie po dziesięciu dniach zdechła. Żona małego co po niej został strzykawką karmiła i tak byk się zrobił, że ho ho.
Jakoś nie miałam przekonania by telefon notować.
A psina miała być dla rodziców, bo starzy już i dobrze zeby coś zaszczekało jak ktoś idzie. Zapytałam co z psem gdyby rodzice odeszli. No to cos się zrobi, bo my lubimy pieski...................................