Mazurek malutki jest tylko ciałkiem. Wczoraj postanowił zagryżć Krawatkę. Z uporem maniaka wdzierał się do boksu Krawatki. Jest taki mały, że bez trudu przedostaje się tam między prętami. Krawatka początkowo czy to z zaskoczenia, czy z wrodzonej kultury , ignorowała dziamanie Mazurka między nogami. Ale w końcu nie wytrzymała i powaliła go na glebę. Mazur narobił takiego wrzasku, że chyba cała okolica to słyszała. Myslałam, że Krawatka wypruła z niego flaki, ale ona tylko go przygniotła do ziemi. Nawet nie użyła zębów. Gdy tylko od niego odeszła, ten szelma od nowa zaczął ją atakować. Nie mogłam go wyrzucić z boksu bo latał jak śmigło. Krawatka popatrzyła na mnie z prośbą w oczach, ale w końcu znowu trzepnęła nim o glebę. Wtedy go za skórę i won z boksu. Ale to bydle wróciło. No i w końcu wylądował z powrotem w swojej zagródce.