POPEK od szczenięcych lat mieszkał ze swoją panią w bloku. Chodził na spacery, zostawał sam w domu gdy pani musiała wyjść do pracy, bawił się z dziećmi i kolegami-psami na podwórku. Był głaskany, przytulany, był kochanym psem. Tak było przez pięć psich lat życia. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Pani nagle nie wróciła jak zwykle, do domu. Nie wyszła z nim na spacer, nie naszykowała jedzonka. Popek nie wiedział dlaczego, ale dzielnie czekał. Pewnie jego psi instynkt podpowiadał mu,że coś jest nie tak, ale ciągle miał nadzieję.
Stracił nadzieję gdy zawieżli go do schroniska. Miesca tak mu obcego, że nie może tam się znaleźć. Pies, który nie znał budy, wychodził o określonych godzinach na spacer, był głakany na zawołanie - teraz nie może przystosować się do boksu i samotności.
POPEK ginie !!!!. Barzdo źle znosi warunki schroniskowe no i zabija go tęsknota. Tylko obecność człowieka może mu pomóc. :-(