Wczoraj napisałam maila do Urzędu jak się miewa Łatek - oto odpowiedź :
[I]
Witam,
Łatek jakoś sobie radzi. Przeniósł się ze spalonego domu (albo go wypłoszyły osoby, które tam notorycznie wchodzą i zabierają co sie da, nawet futryny okien...) w okolice sąsiedniej kamienicy na rogu ul. Powstańców i Mazowieckiej. Rana goi się, choć jeszcze sączy sie z niej ropa z krwią. Dostawał przez tydzień codziennie antybiotyk, ale zostały mi jeszcze 4 proszki. Spryciarz wyczuwał proszki ukryte w masełku i "szyneczce babuni" i wypluwał.
Jest bardzo zapchlony. I stęskniony głaskania.[/I]