wczoraj majac dosyć stresu na spacerkach - zrobiłam kolena próbę z kagańcem i na tyle odwróciło jej uwagę, że bardziej niż na obszczekiwaniu zależało jej na zdjęciu tego wstrętnego cosia z morki - by ło mi jej żal ale wytrzymałam i pod koniec spacerku nie było tak żle. marcin na wieczornym z kolei ją spuścił i jak byli w pobliżu domu kazał iść do domku - trafiła bezbłednie i bgzrecznie czekała pod furtką ;) ale z niej rozdwojona istotka :roll: