W momencie, gdy otrzymaliśmy informację o tym co się stało, wiedziałysmy, że nie oddamy suni do schroniska. Ktoś czuwał nad nami wszystkimi. I jeszcze raz dziękuję Łodziance za konkretną pomoc.
Musicie wiedzieć jeszcze, że mamy tak duzo zgłoszeń i nieszczęść, że ten wątek jest kropla w morzu potrzeb. Jest nas zbyt mało aby zaradzić wszystkim tragediom. W tym wypadku uważam, ze decyzje poszły błyskawicznie, zwłaszacza, że jesteśmy osobami porywatnymi i cały swój czas w 120% poświecamy zwierzętom, granice zdają się przesuwać niebezpiecznie w kierunku braku równowagi między pomocą dla zwierząt, a totalnym unicestwieniem swojego życia. Każda z nas ma dom, naukę i jeszcze pracę. Gdy wyczerpiemy energię nikt nam nie pomoze, a tym bardziej zwierzętom.