katakka
Members-
Posts
926 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by katakka
-
nasze słodkie piekiełko jak pies z kotem : bo wspólne picie wody, z jednej miski, smakuje lepiej :) , głównie kotu, bo pies niewiele łapie rzeczywistości
-
cd. ale najpierw cofnijmy się wstecz - kiedy przyszło załamanie u Fary, przestała wstawać z legowiska i zupełnie uciekły z niej siły , żeby zawieźć ją do weterynarza, znosilismy ją na kocach . Zanim dojechała z powrotem do domu , zastrzyki które dostała w klinice podniosły ja na tyle na łapy, że szła już samodzielnie - niestety to było za mało żeby wdrapywać się po schodach, których całkiem sporo jest do pokonania, żeby dostać się do mieszkania, dlatego musiała Farelka zamieszkać w psim domu z Amosem i Lunką. Niby nic takiego strasznego, bo nie raz tam spała ,z własnej nieprzymuszonej woli, ale jak poczuła się lepiej, to zaczęła przychodzić pod schody - chciała do domu. W niedziele wieczorem usłyszałam popiskiwanie - stała sierota , baba moja wielka kochana, z głową zadartą do góry , bo schody stały się dla niej przeszkodą nie do pokonania . Pomogłam jej się wdrapać, nie było prosto , wiedziałam że jak zatargamy się do domu, to już nie zejdziemy bo ponad 40 kg futra , ani wziąć na ręce, ani nijak inaczej w pojedynke przetransportować w dół. W tym momencie czułam jeszcze większą wdzięczność za każdy centymetr ręcznika i wszystkiego co Nas może uchronić przed utonięciem (dzięki Pani Aniu :) ) , bo rzadko kiedy pomyśli Farelka żeby wyjść na siku chociaż na balkon , więc mamy intensywne i konkretne podtopienia podłóg . Ale to wszystko nic , najważniejsze, że zastrzyki pomogły , trzyma się Farcia i stara się zachowywać tak , jakby nic się złego nie działo , wczoraj wstąpiły w nią stare siły, szczeka , próbuje włączać się do zabawy z Polą i Burtonem, czasem zamacha ogonem - to mi daje nadzieję... Wczoraj sprowadziliśmy (jakoś) Farę ze schodów i razem z Kulką pojechała do weterynarza. Kontrolnie pobralismy krew - chce wiedzieć czy wyniki będą gorsze czy wszystko stoi w miejscu. Zrobiliśmy kontrolne usg - guz jak był ,tak jest ogromny i trudno wet. jednoznacznie ocenić z czego wyrasta . Ciągle widoczny jest stan zapalny , więc dostała Fara kontynuacje antybiotyku + przeciwbólowe . Czekamy na wyniki z badań krwi i będziemy zastanawiać się co dalej. Na zdjęciu , Farelka w gabinecie, na wadze : po powrocie z kliniki, drepczemy sobie po ogrodzie Kulka przechodziła w ostatnich dniach jakieś duże załamanie , zrobiła się słaba, nieobecna, miała spore zachwiania równowagi . Pobraliśmy krew, zrobiliśmy usg - wygląda na to, że w bebeszkach nic się nie dzieje złego, więc jej zmiana w samopoczuciu nie jest spowodowana żadnym "obcym". Wyniki z krwi będą jutro. Dobra informacja to taka, że ostatnie dwa dni to poprawa Kulkowego samopoczucia, dziś jest jeszcze lepiej, o niebo lepiej , mam nadzieje że idziemy w strone normalności Kulka po powrocie z kliniki , z uciekającym bandażem -
-
Limonko , Tysiu - dziękuję :) Iwonka, pochwal się swoim wielkopsem :)
-
Limonko, ogromnie dziękuję za wsparcie dla moich biedulin. Odkąd w klinice x powiedzieli że Łatka ma zerwane więzadło w kolanie , myślałam tylko o rtg , to była jedna z najpilniejszych spraw , nie będę się rozpisywać, napiszę tylko, że dzięki Twojemu wsparciu mogłam zrobic jej prześwietlenie. Wstępna diagnoza nie potwierdziła się na szczęście, w klinice y powiedzieli, że więzadło jej w porządku, Łatka podkurcza i odciąża nóżke , bo najprawdopodobniej jest gdzieś w kręgosłupie ucisk na nerwy - brzmi logicznie, ona przez brak przedniej łapy, kręgosłup miała na rtg wygięty w S , natomiast rezonans głowy wyłapał zwyrodnienia na górnym odcinku, więc pewnie są i na dalszych. Gdyby chcieć obejrzeć każdego psa od środka kawałek po kawałku , trzeba byłoby mieć wór pieniędzy, najlepiej bez dna . W każdym razie, to co było najpilniejsze w tamtym momencie, mogliśmy zrobić i chociaż jeden problem odpadł - dziękuję raz jeszcze za pomoc. Źle jest z naszą Farelką , wyniki badań z krwi marne :(, mamy anemie, znikająją Farelce czerwone krwinki . Przez te wszystkie dni kiedy sie nie odzywałam, Fara "leci" na zastrzykach - podniosły ją na łapy, czuje się na nich znacznie lepiej, zachowuje umiarkowaną aktywnosć , no i apetyt - apetyt po Farelkowemu ma jak smok . Jak długo to potrwa ? , nie wiem, boję się , że nie długo . Do Fary dołączyła Kulka - zaliczamy duży spadek formy, jest mało aktywna , apatyczna, milcząca , zupełnie jak nie Kulka . Weterynarz przed nami . Ciężko nawet coś napisać jak się na nie patrzy, żadne słowa nie oddadzą rzeczywistości . Domku Ogórka, dziękuję za kolejną porcje dobra w paczkach :) Odezwiemy się niedługo, teraz idziemy się wzmacniać kroplówkami.
-
Dziękujemy serdecznie . Przyszłam dopisać do wcześniejszych swoich postów to, co już mogę przekazać o naszej Farelce - Farelka, nasza kochana babcia "rotwailerka" , wróciła do domu z wyrokiem ... Nie spodziewałam się , jak nie jeden raz , mimo ze myslałam o różnych rzeczach, podejrzewałam różne diagnozy, w tym zakładałam nowotwór , nie spodziewałam się guza wielkości grejfruta w jamie brzusznej . Farelka miała zawsze smoczy apetyt, od czasu do czasu zdarzyła jej sie jakaś mniej chętnie zjedzona kolacja, ale nadrabiała braki na następny dzień. Żadnych wymiotów, żadnych szczególnych sygnałów, które mogłyby świadczyć o tym, o czym sie dziś dowiedzieliśmy . Fara wczoraj nie zjadła kolacji (niby nic strasznego) , ale dziś nie nadrabiała jak to ma w zwyczaju, czuła się gorzej - dziś było to widać - diagnoze już znacie :(:(:( Dziś Farelka została zabezpieczona w leki, przede wszystkim przeciwbólowo, bo to najważniejsze- nie możemy pozwolić żeby bolało. Dostała antybiotyk, steryd i inne odpowiednie leki , na kolejne 3 dni dostaliśmy zastrzyki do domu. Weterynarz nie daje Farelce dużych szans, żeby nie powiedzieć żadnych ... Walczymy. Walczymy o jeden dzień, drugi, piąty , o każdy kolejny dopóki leki będą działać, dopóki Fara nie będzie cierpiała, dopóki uda nam się utrzymywać ją przy życiu bez bólu i w możliwie dobrej formie. Dziś pobraliśmy krew, zobaczymy jeszcze co wyniki pokażą.
-
Pod górę Tysiu , tylko chwile złapane na zdjęciach przyjemne, ale mało ich, dużo za mało ...
-
U Łatki tylko gorzej i gorzej . Zaczęło jej trzeszczeć w jednej z tylnych łap , miałam nadzieje że to "tylko" w stawach gruchocze "po staruszkowemu", ale trzeszczało coraz mocniej , okazało się, że to zerwane więzadło w kolanie tylnej łapy , wynik stałego obciążania tej łapy przez brak przedniej, więc cała lewa strona jest "odjęta" . Sytuacja bez wyjścia, zbiór problemów zebranych w Łatce daje niewielkie możliwości działania , żeby nie powiedzieć żadne. Tak dobrze i spokojnie wygląda , szkoda że tylko wtedy jak śpi. Niedobrze też u Fary, coś złego dzieje się z Farelką, mam swoje podejrzenia, jedna wersja gorsza od drugiej :( , więcej będę wiedziała po badaniach Zużywamy dużą ilość różnych leków , niektóre są droższe, niektóre tańsze, ale wszystko razem pochłania duże kwoty. Jeśli ktoś miałby niepotrzebny popularny i często przyjmowany przez psy encorton lub encortolon , furosemid - bierze to na co dzień Łatka i Matylda , to prosimy żeby o Nas pamiętać . Przeciwbólowo meloxidyl ,carprodyl lub inne podobnie działające , wyciszające relanium , przeciwpadaczkowa gababentyna i phenoleptil , osłonowy omeprazol pod jakąkolwiek nazwą , zwykła ludzka melatonina którą Łatka również dostaje - znika to wszystko błyskawicznie. Pisałam też kiedyś o lekach które musi brać Burton, skazany jej na nie do końca życia a przerwy w przyjmowaniu objawiają się błyskawicznie duzymi ślimaczącymi się zmianami zapalnymi na pysku , Burton potrzebuje dwóch buteleczek m-cznie , koszt 300 zł ludzki zamiennik o niebo tańszy to kapsułki Equoral , na recepte więc nie do zdobycia dla nas. Miejcie proszę w pamięci, gdyby gdzies kiedyś "rozdawali" takie leki na choroby autoimmunologiczne I na koniec dziś Misia i Matysia , nasze rude piękne słoneczka :) .
-
Lunka jak co roku ma swoją cieczke bez cieczki , taka to sterylizacja w schronisku..., za to Amosowi to w ogóle nie przeszkadza , nie odstępuje jej na krok , werwy ma więcej niż reszta razem wzięta , lata za nią zasapany i żyje miłością :) Tu akurat z Polą : Na jakis czas przyjechały do Nas z Wrocławia na wakacje kotełki i Misia , towarzystwo jak zawsze świetnie się dogadywało , koty relaksowały się na trawie pod czujnym okiem psów - niezmiennie jedna wielka kocio psia rodzina , wszyscy kochają wszystkich .
-
Pusinko malutka kochana, ogromnie mi przykro :( , ogromnie :( , śliczna, zatroskana sunieczko ...
-
Zaglądamy na chwilę, napisać właściwie tyle, że usiłujemy przetrwać... Najgorzej upały znosi Amos , poza wczesno poranną i późno wieczorową aktywnością , cały dzień leży nasza "dętka" przyklejona do kołdry w Ogórkowej poszewce , ale zanim przejdę do Domku Ogórka , tak to Amosik spędza w upale całe dni Psi dom jest mocno zacieniony, dzięki czemu wewnątrz jest czym oddychać i psom nie uśmiecha się wystawianie łap za drzwi . Uśmiecha się za to Pola , pięknie dziękując Domkowi Ogórka za kolejne przesyłki - Nie wszystkie mogę tutaj wkleić, bo poprzednie rozpakowane , w użyciu, bez uprzedniego kliknięcia zdjęć, ale muszę napisać, że Ogórek bardzo, ale to bardzo dba o swoich byłych współlokatorów, pilnując żeby nie zabrakło im psich ciasteczek . Widać jak Pola jako pierwsza namierza to co dziewczyny lubią najbardziej , a potem kładzie się koło kartonu i pilnuje , także nic Szyszce nie przyszło z próby zajrzenia do środka, bo szybko jej Pola pokazała gdzie jej miejsce i jedyne co pozostało Szyszuni, to grzecznie i ładnie uśmiechnąć sie do aparatu : Od poprzedniej wizyty na wątku , zaliczyliśmy kilka wizyt w klinice, z Amosem , z Łatką , z Matyldą . Amosowi od czasu do czasu trzeba aplikować coś znacznie silniejszgo przeciwbólowego niz to, co bierze na co dzień , bo zdarzają mu się bardzo ciężkie dni... Matyldzie okresowo nasila się kaszel i problemy z oddychaniem - wspomagają ją sterydy , chociaż też nie zawsze działają tak, jak byśmy oczekiwali. Łatka...nasza biedna Łatka... Jest ciężko . W możliwie najszybszym czasie, chciałabym dotrzeć z nią do neurologa, mam nadzieję, że można ustawić ją na odpowiedniejszych lekach niż te, które bierze obecnie - te zwyczajnie chyba już nie działają :( . Druga sprawa endoskopia a kolejna - echo serca , nasza miejscowa pani wet . wyłapała przy osłuchiwaniu, niepokojące zmiany i zaleciła wizytę u kardiologa. Strasznie mieć chore zwierzęta w mieście, w którym nie ma dostępu do konkretnych specjalistów .
-
Domku naszego Ogórka , Pani Aniu, obiecałam Pani , że nie znikniemy i będziemy pisać choćby tylko dla Pani ;) , więc dziś przyszliśmy podziękować za kolejną przesyłke Część rzeczy już zdążyła się X razy zmoczyć i wyprać , inne przy dzisiejszym sprzątaniu zastąpiły nieświeże już poszwy na kołdrach w psim domku. Za paczki serdeczne dzięki. Z każdej podarowanej rzeczy zrobimy dobry użytek, nic się nie zmarnuje . Dziękujemy za psie ciasteczka i ludzkie smaczne kalorie :):) Luncia i Amos - babcia z dziadkiem zipią po powrocie z dworu. Matysia prezentuje uszytą poszewke Amosik
-
Dziękuję za ten wpis :) Zastanawiałam się , czy pisać tu jeszcze cokolwiek, bo jakbym sama do siebie pisała, tak tu pusto i cicho , tym bardziej bardzo mi miło . Ledwo żyjemy, jak pewnie większość ludzi i zwierząt a i tak nie powinniśmy narzekać, bo mnóstwo zieleni, drzew i cienia dookoła. Głowę mam pełną psów cierpiących katusze na łańcuchach, w mikro kojcach, betonowych więzieniach w pseudo schroniskach :(:( Jej mi strasznie żal i to nie dlatego, że takie upały, że szczególnie mnie urzekła - nic z tych rzeczy. Jest oceniona na 18 lat... ile ma przed sobą życia ?. Mania z tego samego schroniska miała rzekomo lat 16 , dawno jej z nami nie ma :( Funia otwiera na stronie tego schroniska... "kącik adopcyjny" rocznik 2002 , została tylko ona, jeszcze do niedawna był razem z nią jeden staruszek :( , było sporo bied rok 2003, 2004 - szybko znika życie podpięte pod te najniższe roczniki ... https://schronisko-grudziadz.pl/funia-505-15/ A to nasza Misia , dotarła pociągiem z Wrocławia na wakacje :)
-
Serdecznie dziękujemy Domkowi Ogórka za przesyłke :). Do ciasteczek natychmiast ustawiła się kolejka i gdyby im pozwolić, rozprawiłyby się w jedną chwilę z całym kartonikiem co do okruszka. Bardzo wszystko się przyda , przy częstotliwości prania i sile dokonywanego zniszczenia , cieszy Nas każda jedna dodatkowa rzecz . Wielkie dzięki :) Poniżej Amos a pod nim koc od Poker A tutaj materiał z wcześniejszej przesyłki niespodzianki - zamieniany dziś na poszewki na poduszki . Wyjdą z tej ładnej flanelki 3 fajne poszewki , więc jeszcze chwila i będą się nawlekać na psie poduszki : Nie wiem na ile Łatka jest świadoma rzeczywistości.... Czasem uspokaja się , jak ją kładę do góry łapami na swoich kolanach i mówie do niej, wpatruje się wtedy we mnie jak niemowlak który nic nie rozumie ale skupia uwagę na głosie i słucha...
-
Chciałam bardzo podziękować za miłą niespodziankę , która dotarła kilka dni temu Miałam zajrzeć tu jeszcze tego samego dnia, ale wiecznie brakuje czasu a wieczorami już tak zwyczajnie , po ludzku, nic mi się nie chce..... Serdecznie dziękujemy za pamięć . Smaczki połknięte w sekunde, szmatki bezcenne . Czas Nam płynie na huśtawce nastrojów Łatki . Leki które działały jeszcze przed chwilą, przestają pomagać, więc trzeba wymyślać inną kombinację i dawki, tak żeby jej życie na tym padole było w miarę możliwości normalne i żebym ja sama dawała dalej radę w starciu z jej wredną , parszywą chorobą. Jakiś czas temu Łatka jeszcze była w stanie podnosić się samodzielnie, bardzo koślawo, czasem zaledwie po kilku krokach tracąc równowagę, ale jednak nie poddawała się zadziora i walczyła z losem ile sił w trzech nóżkach. Niestety nawet i to mamy juz za sobą, ona ciagle chce, ciągle się stara, ale już nie może, łapy jej nie trzymają, chociaz zdarza się raz na kilka dni że podniesie się i stoi samodzielnie przez krótką chwilkę - to są takie maleńkie zwycięstwa, resztki normalności Łatka zawsze była takim małym diabłem , rządzicielką rozwrzeszczaną, ustawiała wszystkie psy, pani kierowniczka . Na trzech łapach była szybsza niż cała reszta stada na czterech, Ciągle brzmi mi w uszach jej wsciekły szczek jak pędziła z Ząbkiem wzdłuż płotu, goniąc rowery przejeżdżające po jego drugiej stronie... Dobrze, że jeszcze w ogóle wydaje z siebie głos, w tej chwili jestem nim wyczerpana, bo od m-cy nieprzespane noce , rozmarudzone dni dają się we znaki , ale chociaż tym staram się cieszyć , bo wiem, że jak kiedyś zamilknie, to będę chciała dużo dać za to, żeby zrujnowała mi chociaż jeszcze jedną noc . I taki kadr z życia staruszki :) - Kulka myśli... jeść czy nie jeść : Niech będzie, Pola je, to nie będę gorsza :
-
Kuleczka, nasza wojtyszka cudowna, korzysta z każdej okazji żeby być jak najbliżej człowieka To taka super sunia, bardzo pocieszna :) Powyżej - towarzyszy Łateczce podczas podawania kroplówki
-
Amosik trzyma się dzielnie , cieszymy się tym jak jest na tą chwilę i oby zostało tak jak najdłużej... Z moją Łaciczką gorzej :(:( Spokojnie jest tylko jak śpi, wtedy wszystko wydaje się takie normalne ... :(
-
do tej pory trzymał się dzielnie, ale coś Nam przyspieszył ze spadkiem wagi... do tej pory myślałam że to przez ta chorą trzustkę i chudą diete, ale wczoraj bylismy w Trójmieście na USG i potwierdziła się diagnoza z naszej kliniki - jest spora zmiana nowotworowa , diagnoza po usg - guz dwunastnicy i tak jak w tutejszej klinice tak samo i w Trójmieście , ze względu na stan ogólny Amosa, bardzo niekorzystne umiejscowienie guza i niewielkie powodzenie operacji , wet skłaniają się ku leczeniu paliatywnemu.
-
Jak miło Cię widzieć Iwonka :) Wiadomo, od 24 go wiadomo ... Tak jak podejrzewaliśmy od dłuższego czasu, Łatka guza w głowie nie ma, ma natomiast znaczące uszkodzenie mózgu czego efektem jest psi Alzheimer , psów z normalną demencją miałam wiele, z takim uszkodzeniem mózgu jak u Łatki, żadnego... Lekarz sugerował eutanazje - dla mnie na tamtą chwilę za dużo , mimo piekiełka przez które w ostatnich tygodniach a właściwie już m-cach przechodzimy z nią i przez nią, uważam że to jeszcze nie czas na pozbawianie jej życia Ostatecznie mieliśmy spróbować podawać karsivan na poprawę pracy mózgu, co niestety może z dużym prawdopodobieństwem sprawić, że zmiana w nosie (prawdopodobnie nowotworowa aczkolwiek nie potwierdzone dalszymi badaniami) gwałtownie przyspieszy i koniec będzie wiadomy... Tyle że jeśli i tak nie mamy żadnego wyboru, to co ryzykuje próbując podawać karsivan ? Tak czy inaczej koniec ten sam, ale i szansa, mimo że nikła, ze głowa będzie sprawniejsza i cudem Łatka pożyje jednak jeszcze trochę. Póki co karsivanu nie podajemy. Nabyliśmy suplementy na poprawę pracy mózgu i relanium , które przyniosło i Nam i Łatce ogromną ulge i nawet jeśli nie całe, to częściowo przespane noce, co było prawdziwym cudem biorąc pod uwagę jak nasze wspólne zycie w ostatnim czasie wyglądało :( Nie wiem co będzie dalej , nie wiem jak i za pomocą jakich leków/suplementów można jej jeszcze pomóc. Cudownego środka na zatrzymanie choroby nie ma, ale szukam chociaz takiego na jej spowolnienie, sposobu za pomocą którego można o Łatkę ciągle jeszcze walczyć . Jeśli ktoś miał lub zna podobny przypadek, słyszał o magicznych srodkach albo miał doświadczenie z magikiem specjalizującym się w psiej geriatrii , to dajcie znać. Wklejam poniżej wstępną ocene skanów :
-
A Łatka guza jednak nie ma w głowie, ale to co ma nie wiem czy nie gorsze :( To będzie pamiętny 21szy kwiecień . Przed kliniką Vetcare , śpi - dostała głupiego jaśka , za chwilę zabiorą ją na rezonans -
-
z tym piciem to nie ma reguły , co organizm to inny przypadek mimo że choroba często ta sama . Na ostatniej kontroli (na usg) , tylko niedobre wiadomosci - zmiana zlokalizowana w okolicy dwunastnicy, "rozłazi się" na okoliczne narządy . Wet dziwiły się, ze przy takich zmianach, Amos tak się dobrze trzyma, choćby nie wymiotuje , mimo że wszystkie znaki na niebie i w usg wskazują, że powinno leciec z niego jak z kranu... Tymczasem jakoś panujemy nad Amosową chorobą, zarówno nad tym co w jamie brzusznej siedzi , jak i chora trzustką . Obecnie poza enzymami trzustkowymi, najważniejsza jest dieta, odchudzone na maksa posiłki oraz mocno rozdrobnione i rzadkie ze względu na utrudnioną pracę żołądka i nie w pełni drożne jelita
-
I na koniec Łaciczka... i taka to pułapka zastawiona przez kopidoła Matylde i Pole po kąpaniu, luli luli Łatka.... krew do badań przed rezonansem pobrana...widzimy się później, do zobaczenia....
-
Zaglądamy na chwilkę Siedzimy jak na szpilkach, wizyta z Łatką w klinice i rezonans tuż tuż ... Stres nie pozwala mi pozbierać myśli i napisać wiele ... Zanim wrócę opowiedzieć jak poszło i co z tego wyniknęło, załączam kilka obrazków z ostatnich dni U Amosa huśtawki samopoczucia, wczorajsza kontrola u weterynarza i kolejne niedobre wieści... Pogoda Nam bardzo sprzyjała w ciągu ostatnich dni, więc wszyscy , z Szyszunią na czele, towarzyszyli przy pracy Bardzo lubie to uczucie, kiedy drewno zostaje uwolnione ze swojego więzienia ...
-
Łatka zorganizowała mi wczoraj noc z tych radośnie nieprzespanych a potem uroczo odsypiała kiedy Ja ledwo powłóczyłam nogami... Chodzić półprzytomnym - dobry moment na zabranie się za szlifowanie starej uratowanej od zagłady szafy na którą ciagle brakowało czasu .Pogoda brzydka, zimo, więc kiedy Ja, znęcam się na dworzu nad grubymi warstwami olejnicy , psy zostają w mieszkaniu żeby dupki nie marzły. Dwie godziny później okazuje się to, co niżej widać , czyli chyba jednak panna Szyszunia powinna wietrzyć się razem ze mną na zewnątrz... Nawet nie udawała, że to nie ona, a jak krzycze : Szyszka co ty znowu zrobiłaś! , to macha do mnie ogonem. Odporne są na moje wrzaski :) I jeszcze powrót do Łaciczki - kilka migawek z życia codziennego : Jest wiele sposobów na usypianie marudnych psów, jeden z nich to pies do góry łapami na kolanach człowieka i bujamy, aż oczy się zamkną To uszkodzenie z boku zasypiającej paszczy, to efekt mojej nieobecności - w czasie kiedy byłam z Amosem u weterynarza, Łatka spełzła z legowiska, fiknęła na bok , zesikała się i już nie wstała - szmotała się jak ryba bez wody (czyli jak zwykle) do czasu aż wróciłam do domu
-
Dziękujemy bardzo Tysiu . Serdecznie dziękujemy za życzenia :) Jako że znowu mam problem z decyzją , która Kulka najładniejsza, wklejam wszystkie trzy :) Ciąg dalszy wiadomości Amosowych : Byłam w środe z Amosem na wizycie u wet. Świeże usg i objawiła się zmiana w okolicy dwunastnicy 6 cm , prawdopodobnie o charakterze nowotworowym. Problem nie związany z jego przewlekłym zapaleniem trzustki a dodatkowy i jeszcze gorszy niż ten pierwszy. Amos dostał zastrzyki, do domu kroplówki. Poczuł się lepiej, całe popołudnie odsypiał bólowe wcześniejsze dni. Po kroplówkach wrócił apetyt, zjadł wysuszoną na maksa pierś z biednego kurczaka , w półpłynnej postaci żeby odciążyć żołądek, który w następstwie zapalenia trzustki bardzo niedomaga :( . Wczoraj apatytu ciąg dalszy , i to super apetytu, nawet kroplówkę Amos chciał zjeść przy podłączaniu , bo myślał że jak się nad nim pochylam i coś w rękach mam , to będzie papu :) , w dalszym ciągu żadnych wymiotów , lepsze samopoczucie - cieszymy się... Dziś kontrolne usg, do weterynarza jechałam z nadzieją... Stwierdzono - zmiana rozrostowa, powiększająca się, o zmienionym kształcie, zasłaniająca w większym stopniu światło jelita , czyli jak sobie jeszcze porośnie będziemy mieli niedrożnosć i koniec ... Dwa wyjścia - ciągnąć Amosa na rezonans, badać, sprawdzać, operować Może operacja przedłużyłaby mu życie na m-c, dwa a może otworzyliby na stole i musieli zaszyć , bo byłoby dziadostwo nieoperacyjne - jest takie duże prawdopodobieństwo Wyjście drugie - leczymy paliatywnie, do czasu aż nie przyjdzie najgorszy moment. Czy na takim leczeniu Amos pozyje w dobrym komforcie trzy dni, tydzień , m-c czy dwa - tego nikt nie wie, natomiast ostatecznej decyzji co do działania nie podejmuje Ja , tylko osoby , które go hotelikują u mnie. A jedno co jeszcze napiszę jeśli o Amosa chodzi, to baaaardzo grzeczny i baaaardzo poczciwy pies, u weterynarza podczas badań idealny pacjent. Tu po powrocie z kliniki, przytulił się dziadzio do mojej ręki i śpi : A tu dziś na kontroli, namierzył wage, czyli coś na czym można sie położyć i tak sobie grzecznie leżał a przy okazji skrócilimy pazurki :
-
I na koniec Misia, Matysia i kotełki :