zadzwonila do mnie wczoraj wlascicielka i oswiadczyla ze go oddaja. pies ponioc sika w domu, wyje i demoluje mieszkanie. kiedy zastanawialysmy sie co z nim zrobic (o zatrzymaniu nie bylo mowy) oswiadczyla mi ze jej mama chce ze mna rozmawiac. przez kilka minut wysluchiwalam na moj koszt o jej zyciu i o tym jak jej jest ciezko (nie wiem pieniadze chciala czy co). kiedy jej przerwalam i poprosilam o podanie powodu dla ktorego chce ze mna rozmawiac zarzadala zebym po niego przyjechala albo ona go "spusci ze schodow i se bedzie lotol po ulicy". nie wytrzymalam i zaczelam ja opieprzac. z ta kobieta zupelnie sie nie dalo rozmawiac ja nie wiem w ogole o co jej chodzilo niektorych wtretow z gwary nie rozumialam zaczela sie ze mna klocic i odlozylam sluchawke. chwile potem dostalam sms ze pies jedzie don azylu. dzwnilam tam dzis jest w boksie d3 z podrostkami. sama mam jamnika z adhd i bylo nam bardzo ciezko jak dorastal, ale wiem ze sie da wyprowadzic takiego psa na prosta...