Łucja na takich kościach żyła przez lata i do dzisiaj jej pewnie zostało. W Orzechowcach psom nie gotowano, nie było suchej karmy, a jak ktoś podarowal to sprzedali. Dwa razy w tygodniu przyjezdżał facet z ubojni i zwalał kości na środek schroniska. Pracownik ładowal na taczki i przerzucal do boksów.
Potem zgniłe, niedojedzone, a raczej niestrawione z robalami walały sie po budach i boksach. Czasami psy tak zapchały nimi budy, że nie nie mogły wejść. Pamiętam ile tego wyciągałyśmy i to takich kilkuletnich pewnie....
Mam jeszcze zdjęcia z tamtego okresu...
[IMG]http://img178.imageshack.us/img178/2096/dscn1992u.jpg[/IMG]
[IMG]http://img830.imageshack.us/img830/596/dscn1993s.jpg[/IMG]
[IMG]http://img825.imageshack.us/img825/9013/dscn1994.jpg[/IMG]
Bywało i tak, że nawet tych kości nie dowieżli i psy zagryzały sie z głodu. Łucja naprawdę przeszła piekło w swoim życiu....