czytam i oczom nie wierze, myślałam,że podobne przypadki zdarzają sie tylko na moim zadupiu....
co do sterylki, mi wet odmówił, bo suka za bardzo w typie i on mi poszuka psa do krycia, a na wzmianke o pełnym schronisku wymśmiał mnie.sucz już dawno po ,żadnych szczeniąt nie było i nie będzie.
Z niekompetencją niestety też miałam do czynienia....
Mimo leczenie ,codziennych wizyt / i kupy kasy / wdała się martwica i żólwica nie ma 3 "dłoni"...
Avonka, pierwsza szczurzyca odeszła, bo wet nie rozpoznał zapalenia mózgu i dał tylko witaminki...
Parszywek, nierozpoznana przepuklina sprawiła,że kastracja była dla Niego zabójcza...:-(
Dopiero teraz wiem gdzie i co.Mam osobnego weta do szczepień, odrobaczeń, zabiegów i operacji, chorób.
Najdłużej szukałam weta dla szczurów, dopiero trzeci nie próbowal podnosić ich za ogon..., pozostali dziwili się gdy zabierałam im szczury krzycząc,że Go to boli!
Muejscowy mnie wysmiał, mówiąc,że szczurów się brzydzi i jedyne co ,to może mi sprzedać trutkę...