Jump to content
Dogomania

Kasiapl

Members
  • Posts

    133
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Kasiapl

  1. No... można zaliczyć. ;) a szczegółowo: "oooo, co tam masz dobrego? Daj spróbować?" "pączek? ooo, ciocia jest dobra w tych paczkach... trzeba wylizać pycholek aż pod oczka" "było dobre, no i szczęście zapewnione na cały rok! no i jak tu sie nie uśmiechać od ucha do ucha?" "Buziaczkowanie tez nie zaszkodzi....nawet sfilcowanie twarzy nie przeszkadza" "a po pączku i buziaczkowaniu oczka się kleją... czas na drzemkę na kolankach Pani... no to Dobranoc..."
  2. No to proszę rozszyfrować tą opowieść Helci zarejestrowaną w Tłusty Czwartek :)
  3. aaaaaaaaaaaaaaaa... teraz mi sie przypomniało, że Goście cuś tam upuścili...Skleroza. Bo mało fotek. Jak wiadomo jeden obraz mówi więcej niz 1000 słów. Zwłaszcza po 40tce :))) Helcia to panenka miejska jest całą gębą. Sweterek widzi - łapki nadstawia. Szczotkę - "tutaj mnie jeszcze poczesaj". Koło sklepu przechodzi - idzie sie zorientować co jest w promocji tzn co dostanie za obejście sklepu na 2 łapkach. Na kanapie jest dość wygodnie, ale jak sie poduszke przysunie i jeszcze ją pobuli to jest juz high life. Tak.... to zdecydowanie nie jest pies pod tytułem "do budy!". Ale z drugiej strony który jest? :(((( Ubolewam, że na wsi, gdzie psy mogły by mieć raj na ziemi w porównaniu z psami miejskimi... jest jak jest ;((( chociaż to oczywiście daleko posuniete uogólnienie, jest masa dobrych domków i mądrych ludzi - ot jak wszędzie. Są Diamenty i ..... kurcze, zapomniałam jak sie nazywają skamieniałe kupy dinozaurów, co to sie pod śliczne kamyczki podszywają...koprolity czy jakoś tak...
  4. Hmm,,, Helciowy albo Czetkowy... to muszę poszukać wątku, żeby ten wzorzec zgłębić :))) Pomyślę, bo jak "wypchnęłam" tego kotka - przybłedę z naszego ogródka na cudowną kanapę do fryzjerki mojej Ziutki i potem kotka ze schronu do mojej psiapsiółki to mnie sie to uczucie fest spodobało. Hmmmm....Kurcze, a skąd ten pers taki wykolejony? Wyrzucił go ktoś? Młody, zdrowy. To takie trochę nietypowe, nie? Chociaż... czego to ludzie nie wymyślą :((( aaa i jeszcze nowa tymczasia Mela? Się na wątku Imci nadziałam na tego newsa. Mam tyły... ps Ręka w przeciwnym kierunku niestety własnie wędrowała. Bo musiałam na własne oczy zobaczyć te konwulsje. Ziutka też się lubi miziać, ale jak przestaję, to chwilę wytrzymuje. A Helcia nic a nic. Natychmiastowe delirium ;D Aaaa i jeszcze zapomniałam napisać, że Helcia ma nieodłacznego przyjaciela. Wszędzie chodzi z tym szczurkiem od kota. Tak jej się w sam raz do pycholka mieści i wszędzie z nim chodzi. Jakby chciała pokazać "tak leżałeś pod progiem, ja wiem jak to jest. Mną się zaopiekowali, to teraz ja się toba zaopiekuję". I nosi tego szczura po mieszkaniu...Kot nie ma nic przeciwko :) Ot, taka rodzina patchworkowa powstała - pies, kot i szczurek. ;)
  5. No właśnie wyczytałam na innym wątku. No bo ja się tu poruszam nie tylko po "moim" photo story" ;D Jakaś masakra - naderwana powieka... Kurcze, moja znajoma ma persa, musi go bardziej pielęgnować niż ja Ziutkę. Ciekawe jak stadko przyjmie nowego kotecka. Myślę... myślę... (widać jak intensywnie myślę? ;) ) czy nie mam jakiegoś chętnego na kota....Zresztą nic o nim nie wiadomo jeszcze to trochę za wcześnie pytać. ps Mizianie zostało przerwane tylko na moment "pstryk", żeby nie wyszły smugi na fotce. dziewczyny sa przyzwyczajone do "pozowania". Inne opcje nie wchodza w grę, bo zaraz łapkami drapie po rękach i to wcale nie delikatnie, albo się wywija na różne strony (jakby sie chciała przwrócić na lewą stronę jak... jej sweterek na przykład... siup i podpinka na wierzchu). O tutaj mamy przykład. Rączka poszła w odstawkę i już się pies wykręca jak w agonii... no bo jak przeżyć bez miziania??
  6. Bidulka się zorientowała, że wszyscy jej zęby komentują i do fotki "wciągnęła podwozie" ;D
  7. Dobry wieczór :) Przede wszystkim dziękuję za komplementy w imieniu własnym i innych "cudownych Ludzi". Ja dziś korzystając z dnia wolnego byłam się trochę Helci przypomnieć, bo już troszkę minęło od naszego ostatniego spotkania :) Ale Ruda pamięć ma niezłą i wita nas z niezmiennym entuzjazmem. Tak nawet dziś miałam wrażenie, że się cieszyła, że Ziutka przyjechała, bo to zawsze koleżanka "gatunkowa", choć zdecydowanie mniej energetyczna. O tym, że Helcia cieszy się z wielkim zaangażowaniem to juz pisałam, ale niezmiennie mnie to "rozwala" :) Te podskoki, piski... no nie idzie butów ściągnąć bez buziaczkowania... Nachylisz się - trzask centralnie w usteczka. ;D Wjechałam prawie w porze obiadowej, Helcia mnie tam podskubywała... raczej w celach towarzyskich niż konsumpcyjnych ale muszę przyznać, że zaskoczyła mnie jak poczęstowana ogórkiem wyglądała na bardzo zadowoloną. Mina "PYCHA, dajesz Ciocia jeszcze".;D Potem jeszcze zostałam na kawce popołudniowej, był spacerek razem ze Ziutką. (Ja w tym czasie wieszałam firanę, więc fotek ze spacerku brak), ale były zabawy do upadłego... no tego sie nie dało sfotografować, bo na fotkach tylko smugi wyszły, nie psy i kot. Bo kot oczywiście uczestniczy w zabawach, naradach rodzinnych i.... kawce też, bo chwila nieuwagi i juz wyżarł bita śmietanę z leśnego mchu... No i jego Pani został mech...Helcia chyba zadowolona była, bo jak się zbierałam do wyjścia to słodkooo spała na swoim tapczaniku :)))
  8. Nie nie, to rączka która jest jak zawsze na właściwym miejscu gotowa do głaskania ;) a ten pofarbowany żabocik widać powyżej. Różom na psach mówimy stanowcze NIE ;D
  9. No to pozdrowienia od Zębolka :)
  10. Oj, żeby wszystkie psy w Polsce miały tylko takie problemy i takie "złe" Panie, co do hotelu oddają w razie konieczności. OBY. OBY. OBY.
  11. No i nazwaliśmy sprawy po imieniu Nutusiu. Ja sie raczej szykowałam na "Ziutki sie nie da odchudzić" "Inwigilację" wówczas zrozumiałam, po odliczeniu do 100 i spowrotem jeszcze raz potwierdziłam, że mam jak najlepsze zamiary no i poszło... czyli nie jestem normalnym ludziem, tylko normalnym dogomaniakiem ;D I dobrze mi z tym bez dwóch zdań ;D paparapa ;D Co zaś do Daszki. Ja jestem z tych co prawie nigdy nie mówią "nigdy". Robię rozeznanie jakie mam opcje. Na pierwszy rzut oka powiem NIE. Ziutka i luk - NIE. Ale w życiu różnie bywa. Jeśli by mi np wyszło, że muszę wyjechać daleko, na długoo i mam opcje albo Ziutkę zostawić, albo przewieźć, to bym zabrała. Pewnie całe lotnisko by wiedziało że Ziutka leci, ale bym jej samej nie zostawiła. Ale na szczęście rzadko się w życiu zdarzaja takie czarno- białe sytuacje i w przypadku Daszki są jeszcze inne opcje: inna linia = kabina, a nie luk bagażowy, busik... co za problem? Może dywagujemy o opcjach i konsekwencjach, a okaże sie , że bilet kosztował 99 PLN i nie jest to problem. (ja latam za max 99 PLN a czasem i za 19 PLN do Holandii. Zresztą nie znam tego pieska. Bo psy, jak ludzie jedne wrażliwe, inne nic a nic... ja tam na przykład bardzo lubię latać podczas gdy większosc moich znajomych nie znosi lotów. Mnie pies w samolocie nie napawa przerażeniem. Bardziej ludzie, którzy sie idiotycznie czasem tłumaczą "oddam psa z powodu wyjazdu za granicę". Tutaj tak bym konkretnie sie wyraziła...Noż....Wiemy o jakie wyrażenie chodzi....
  12. I wzajemnie b-b. :) to znaczy Ludzie też maja się wspaniale mając przy sobie zwierzaki. Myślę, że każdy tutaj potwierdzi, że dom bez zwierzaka jest jakiś taki... niekompletny. Zwierze dostaje, ale też mnóstwo daje. Relacja w 100% WIN- WIN, przynajmniej jeśli chodzi o Helcię. Kurcze... jak to było bez Helci? No nie wiem... nie wiem... Co zaś do wątpliwości czy wydać pieska za granicę. Ja nigdy nie miałam przyjemności wyadoptować zwierzaka tak daleko (tu za miedzę owszem, 2 kotki i 7 zeberek) ale sama zostałam przez Nutusie gruntownie "przetrzepana" i myślę, że nawet zdalnie bym odpadła z "castingu" jakby coś było na rzeczy. Dziś już z humorem to wspominam, ale było kilka takich momentów pt "Ona chce jak najlepiej, a ja przecież nie mam nic do ukrycia". ;D Ale przy drugiej wizycie PA już mi było gorrrrąco ;D...Ja szykowałam historie zamówień w Krakvecie, żeby było widać, że mój pies karmiony całe życie dobra karmą, historie choroby, żeby było widać, że zrobiliśmy co było możliwe, żeby uratować, ale też ze bieżące sprawy ogarnięte na czas. Ja szperałam po albumach, a matka grabiła ogródek 3 razy, żeby nie było, że kolec jest jakiś z róży i pies se łape skaleczy. Mówię Wam śmiesznie to wyglądało jak żeśmy się szykowały do adopcji Helci. A te napięcie... Na szczęście chemia zagrała. UFFFF...Bo jak nie my to kto? :)) Fajnie sie to wspomina :) A co do Daszki: Czy Pani zainteresowana adopcją Daszki miała wcześniej zwierzaczka? Ja zawsze sobie tak tłumaczyłam, że powiedzieć można wszystko, ale pokazać fotke sprzed 5ciu lat, gdzie widać, że zwierzę kocha i jest kochane... no to już nie tak łatwo sfabrykować. Myślę też, ze chociaż teoretycznie wszędzie można zrobić krzywdę, to jednak niestety w Polsce wciąż łatwiej to przychodzi niż za granicą. Prawo, przepisy, rejestracja zwierząt, nadzór ... może się mylę, ale jesli pies ma czipa, a tam to raczej obowiązkowe to Właściciel zwierzaka w Polsce ma nieporównywalnie wiekszą... "swobodę". Nie widzę też tutaj jakiegoś "parcia na szkło" że Pani się upiera przy konkretnym psie, bo "dziecko ma alergię, a tak pragnie pieska, więc to musi być ten młody zdrowy york". Nie ujmując nic Daszeńce, bo jest urocza oczywiście. Ale wiemy jak czasem działa moda na rasę ;( Tyle mogę powiedzieć jako debiutantka w tych tematach. Będzie dobrze. :)
  13. w Zabrzu ciapa na drogach, mrok, mgła i nawet psy nie chcą łazić dłużej niż to konieczne. Z nowinek helciowych to tylko tyle, że Helcia się pofarbowała. W pierwszych dniach spacerowania w swetrze narzekałam, że taka chlapa, ze pies brudny nie do poznania wraca. Ale był śnieg też była... bura, był mróz też... aż się temu poprzyglądałam no i niestety wyszło, że granatowy sweterek farbuje. No i Helcia przez moment miała granatowy balejage... Wygladało to jakby była ścioprana a była cała pofarbowana :) Już zostało to z niej... zgłaskane :))
  14. Podpisane. Puszcza sobie radziła przez tysiące lat i tak będzie jeśli tylko najbardziej niszczycielski gatunek ever nie będzie się upierał, że musi "pomóc".
  15. No i mnie DoPi zdemaskowała. Akurat na miotle fruwałam po mieszkanku i ..... wymiatałam ;D
  16. Mawiam tak czasem: sobie i Wam również życzę tylko takich problemów i komplikacji ;D Kazdy niech robi jak mu wygodnie byśmy w końcu tego antyterrorystę zobaczyły ;D
  17. Ja może powiem jak ja zmiejszyłam, bo przecież też miałam z tym problem. Zdięcie mam na telefonie. Klikam sobie w fotkę, wyślij mailem. po wpisaniu adresu "system" pyta jaki ma być rozmiar wysłanego pliku. Wybierałam najpierw profilaktycznie mały, a dzis poszłam odważniej w średni. I juz w odpowiedniej wadze mam na mailu na kompie skąd wklejam do Dogo. Ja mam taki sposób :)) (a zaraz sie dowiem, że wystrczy kliknac prawym klawiszem i wybrać rozmiar... no wcale by mnie to nie zdziwiło, bo aż sama siebie czasem podziwniam jak to potrafie w rzeczach technicznych namieszać :))
  18. Aż sobie z ciekawości weszłam na stonki sklepów zoologicznych. No fajne te butki i ochraniacze. Sprzedawane najczęściel po 2... Chyba sie zasugerowali tymi moimi fotkami Helci po spacerku. Tylne nogi w powietrze i maszerujemy na 2 :)
  19. Tak Helcia jest z tych co dążą do stałego kontaktu wzrokowego z człowiekiem. Ziutka też, tylko, że ona z jedzeniem ;D Sól to faktycznie bolączka dla psich łapek. Słyszałam o smarowaniu wazeliną poduszek, ale nie wiem jak to działa, bo ja mieszkam na uboczu i zaraz mam drogę na działki gdzie nikt nigdy nawet nie odśnieża nie mówiąc o soleniu. Więc mam jak unikać takich problemów. Uffff
  20. No jestem. Dzień dobry najwierniejszym z wiernych, bo już chyba mało kto zagląda na nasz wątek, co? No w sumie nudyyy... ciuchy, buty, smaczki.... nudyyy... No to doleję do tego miodu swoje 3 kropelki. Tak jak pisałam byłam dziś tu i tam ;) Najpierw w lidlu, no bo sobie pomyślałam tak z tydzień nie byłam i tak z pustymi rękami iść... nieee... najpierw smaczki. No i masz los. smaczków brak na znajomej półce !!! Kupiłam zatem drogą babskiej intuicji takie paseczki z wołowinki... bo sobie przyuważyłam, że Helcia woli miękkie smakołyki niz takie prasowane kości, czy supły. No nie dziwię się wcale, bo sie nasłucha o gebisach, Ziutka żywy dowód na to jak sie kończy zamiłowanie do twardych smaczków.... no widzę rozsądek zwyciężył nad smakołykiem... (aż zazdroszczę, bo u mnie często rozsądek przegrywa) Co nowego u Rudej? Ano przyspieszyła. W czym? We wszystkim. Kiedyś pamietam mówiło sie niefajnie w Niemczech "jedź do Polski, Twój samochód już tam jest" pamietacie? To było pierwsze moje skojarzenie dziś jak próbowałam sobie siąść na fotelu lub kanapie. Siadaj, siadaj... Helcia juz tam jest" No nie wiem jak ona to robiła, ale była w 3 miejscach jednosześnie :) 0 zainteresowania jedzonkiem, tylko pieszczotkami. W przeciwieństwie do Ziutki, która jeszcze rozebrana nie została a już w miskach buszowała. A potem pomimo blokad z taborecika i pokrowca z Royal Canin prowadziła strajk okupacyjny pod szafką ze smaczkami. Biedny głodzony pies z nadwagą. Ale wracam do Helci, bo tego ten temat dotyczy :) Sorry, zboczenie :) Helcia mega śmiesznie znosi toaletę po spacerkach. Stoi bardzo już teraz cierpliwie.... z uniesionym zadeczkiem... ale co ja będę opisywała. Foto z tej toalety mówi wszystko.... Jak jej Pani na chwilę wyszła na klatkę, bo ktoś zadzwonił do drzwi to myślałam że się alarm włączył w Fundacji Prof. Religi, która jest "przez ulicę". A to Helcia taki szloch z siebie wydała... Ale na szczęście rozłąka nie trwała dłużej niż 2 min, więc 5 minut pocieszania i pieszczot zadośćuczyniło traumie... Ale pytałam, czy płacze jak sama zostaje na dłużej. Nie. Śpi chyba. Sąsiedzi nie słyszą psa wogóle, częściej kot miauczy :)) Co do kota to jakieś relacje się zawiązały z Filonem, bawią się razem. Ale to raczej z inicjatywy kota. Helcia za to "adoptowała" jego zabawki. Dziś ją nakryłam ze szczurkiem i piłką. A to niestety dobytek kota. Helcia ma krokodyla. Jeszcze jedno się zmieniło z tego co teraz tak na szybko kojarzę. Otóż Helcia zawsze namiętnie żebrała o pieszczoty, pewnie pamiętacie te foty na których widać wbite w kolano pazury i minę "głaskaj, nie przestawaj". Mamy postęp. Albo podstęp raczej. Wygląda to tak: siadasz. jak xxxx dotyka kanapy pies odrywa sie od ziemi. I lądujemy razem. Ja na kanapie, pies na kolanach. Idealna synchronizacja. A mina Helkci BEZCENNA :) Niestety fotki wklejają się pod całym tekstem, więc po kolei: toaleta Helci po spacerku Helcia ze szczurem kota takie tam przytulanie strajk okupacyjny Ziutki pod zablokowaną taboretem szafką ze smaczkami troszke pieszczotek, trauma "Pani poszła". ... No i tak życie Helci sobie płynie. Nudyyyyyy ;)
  21. Jutro jadę w teren, to wstąpię do Helci sprawdzić jak sie miewa i czy czegoś z Lidla sobie nie życzy, bo zahaczę w drodze powrotnej :) Ona przepada za tymi psimi kiełbaskami - smaczkami pakowanymi po 10 w Lidlu właśnie ;) Coś tam pstryknę pewnie, ale efekt może być opłakany bo pada takie cuś cały czas z nieba i pewnie wygląda jak...... no każdy na Dogo wie jak wygląda pies po spacerze w takiej pogodzie ;) A jakby nie wiedział to jutro zobaczy o ile sie tylko wbiję w porę spacerkową :) A Mikrus nie lubi myć łapek po spacerze, nie lubi...Ale tu się jej rządzenie kończy i powiedzmy: kto ma ścierkę ma władzę :))
  22. Na Śląsku jesteśmy elastyczni :) Można mówić, możno godać. Jak kto woli. Czy mówię "masz tu kiełbaskę" czy "mosz sam wusztu" - taka sama reakcja tzn "foch, nie jadam takiego świństwa, dawaj szynkę!" czy mówię "chodź koleżaneczko na spacerek" czy puć frelka sie poszlajomy" stoi pod drzwiami. Czyli nie ma bariery językowej pomiędzy Mazowszem i Śląskiem. Proszę raczej podpytać Helsinki :)) Tam może być ciekawie. oj tak....Pamietam taka sytuację: byłam niedawno w Holandii odwiedzić przyjaciół. Ja po holendersku ani słowa, niestety :( Przyszli do towarzystwa rodowici Holendrzy. Mówili po angielsku. Ja też sobie dobrze radzę w tym temacie, tylko, ze mówili z takim akcentem, ze ja ciagle myślałam, że Oni gadają po holendersku :) Nawet sie nie wsłuchałam, tylko kiwałam, że ja nic nie kumam :) "Blondynka" to stan umysłu :)) Czyli podsumowując: wszystko zależy od akcentu :))
  23. No proszę. Widziałam kiedyś takie butki u shih Kolezanki. Dostała piesia w ramach upominku gwiazdkowego WŁOSKIE buty (zazdraszczam oczywiście). Były cudne i tak pomyślane, że sama wygoda. Raz je widziałam i potem słuch po nich zaginął, bo suczon Fiona nie doceniła włoskiego szyku i butom wyszczerzonymi zębami powiedziała stanowcze NIE. A co Koci dolega? Gebisik potrzeba? Przerabiałam stomatologię w zeszłym roku na jesieni, kiedy to Ziutka jak to york postradała aż 3 ząbki jednocześnie. Ale to tak w tajemnicy..... ciiiii...bo nie wiać i po co wszyscy mają wiedzieć, że troszkę szczerbata?? -25 to juz dla mnie abstrakcja. Ledwo ledwo, ale pamiętam jak to było jak się kiedyś z Pasterki wyszło i .... no jak by to dyplomatycznie powiedzieć..... glutki w nosie zamarzały w 2 sekundy, (bo tylko nosy było widać) i bez rajtuzów pod spodniami ani rusz. Teraz bym chyba musiała czopuch nad kominkiem rozebrać i tam sie jakoś umościć :) Więc Czetce nie zazdroszczę wrażeń termicznych... brrrrr... Pani Kasiu, buty i czapka to podstawa, Czetka ma te radary, więc opcja nauszniki akceptowalna :)) Ja mam taki kożuch dla Ziutki z kapturem, że jak ją kiedyś miałam w tym na rękach to sąsiedzi myśleli, że to dziecko. Ale nie nosimy, bo Ziutka nie lubi... za sztywne... Kurcze, po rewolucji na dogo nie ma banerków i nie wiem gdzie mam Was szukać tak na szybciora. Bo tak to se ino KLIK w Imcie, klik w Fasokę i juz info na bieżąco.
  24. Można po imieniu, można. Ino nie "Katarzyno" proszę ;) Najgorszy przerost formy nad treścią :) Taka zmiana apetytu... nikt tego lepiej niż ja nie rozumie, zapewniam :) My tutaj sobie żyjemy w takim gronie przyjaciół. Wspólnie buszujemy po wyprzedażach, gotujemy i takie tam. I robimy urodziny i inne imprezy zakrapiane dużą ilością ciast i sałatek. Ja generalnie nie jestem obżartuchem, robię takie "degustacje", przeszczepiam do siebie jeśli mi cos szczególnie posmakuje. Ale jak mi przyjdzie przy stole usiąść obok takiego jednego sąsiada Darunia... no jakby we mnie demon wstąpił. Prawie warczę jak kto inny się częstuje. Dlaczego? Bo mam mało czasu do zastanowienia / działania. Daruniu wciąga wszystko i taka miejscówka to walka o przetrwanie. :) więc wiem, że różne przyczyny powodują różne skutki :)) A teraz idę się doszkolić co to jest diaporama, bo z fotkami to kojarzę tylko ramę i antyramę :o Zaraz poprzeglądam "o co kaman" ;)
  25. Są w życiu tzw oczywiste oczywistości i powyższe do nich na 100% należą. Amen.
×
×
  • Create New...