Słuchajcie ja wzięłam kota ze schroniska - nie zauważywała, żeby był specjalnie zestrowany u mnie w domu.Raczej uznałabym ,że zrelaksowany,uspokojony.. Pomimo, że w domu była inna kotka. A teraz po roku taka z niego przytulanka, że hej! Szkoda tylko ,że ze schronu przyniósł trochę ( świerzb, wirusówka, którą mi zaraził kotkę i praktycznie przez ponad rok musiałam leczyc obydwa koty) I to jest właśnie to najgorsze ze schronu. Trzeba namówic tę Panią i powiedzieć, że kazdy dzień pobytu kota w schronie niesie dla niego bardzo duże zagrożenie ( szczególnie takiego wychuchanego jak ta Kicia) W domku moze byc tylko lepiej.... Trzymam kciuki żeby się udało. Bardzo mi żal tej pieszczoszki..