Piesy uciekały wspólnie, więc Paweł wymyślił alternatywny sposób chodzenia na spacery, tak, żeby dać się im wybiegać. Albo Horynka, albo Drops idą na smyczy, a drugie spokojnie lata, a po chwili zmiana. Dzięki temu każde wybiegane, a same się pilnują.
A jak chodzimy na spacer po naszych łąkach, to psy latają luzem. Szczególnie uwielbiają wysoką trawę i skoki w niej. Wracają tak zmęczone, że padają na godzinę, dwie i znowu spacer. Na czas drzemek przywiązujemy je na długich smyczach. Inaczej po obudzeniu same udałyby się na spacer. Ale kiedy kręcimy się po podwórku, czy idziemy do koni, to biegną za nami. Na noc też są przywiązywane. Po pierwsze ogrodzenie musiałoby być z krat i z dachem, a tego nie chcemy robić. Po drugie Horynka nabrała zwyczaju zasypywania jedzenia, którego nie jest w stanie wchłonąć i tak czy suche, czy mokre było przysypane warstwą mchu i igliwia i elegancko przyklepane. Drops lubi podjeść suche od czasu do czasu, więc każde ma swoją miskę po swojej stronie. Po trzecie w nocy podwórko należy do Koty, a Horynka cały czas chce sprawdzić, kto szybciej biega. No i ostatnio mamy wizytacje dwóch bied kocich: Suńki i Pimpusia Sadełko (znaczy koty nie mają pojęcia, że tak się nazywają) i musimy dać im czas na spokojne skonsumowanie misek.