Dołi jako 8 m-czny szczeniak została przywiazana na sznurku do schroniskowego płotu. Na poczatku był troche nieśmiała i wystraszona, ale potem pokazała nam swoje prawdziwe ja.... Szalona, radosna, na spacerach biegał non-stop, bez przerwy, chyba nigdy nie czuła zmęczenia. Dorastała i zaczeła rozumieć zasady rządzące schroniskiem, czyli, żeby przetwać trzeba być silnym. Doszło do tego, że żaden pies jej nie "podskoczył", a w boksach do których trafiała wszyscy czuli przed nią respekt. Pomimo, że była młodą suczką nikt jej nie chciał, pokazywałam ją ludzią, polecałam, niestety nie skutecznie, każdy odchodził :-( W schronisku spędziła prawie 3 lata i nigdy nikt nie zwrócił na nia uwagi, czy jakieś fatum nad nią krążło? Ja zawsze ją podziwiałam, pomimo tego, ze od dzieciństwa tkwiła w schronisku to wciąż żyła pełnią życia, była tak wesoła, a jaka szczęsliwa na spacerach :loveu: Aż 26 września, tak nagle, niespodziewanie.... Leżała w swoim boksie bez ruchu. Zawsze na mój widok skakała radośnie, tak się cieszyła, a teraz nawe nie podniosła głowy, tylko kilka razy machła ogonkiem :placz: Nie potrafiła wstać, położyłam ją na kocyk i zanieśliśmy do auta, pojechała na lecznicę, było już za późno , poprostu umierała.... Nie wiemy co się stało, nie miała żadnych obrażeń zewnętrznych. Objawy były podobno do parwo, ale ona była szczepiona rok w rok :shake: Silna i pełna energii, taką własnie zapamietam Dołi... :placz: