Myszkach a ja uważam, że podjęłaś jedyną słuszną decyzję. Przy takiej liczbie ataków życie Twojego psa nie było życiem tylko pasmem udręk.
Psu nie wytłumaczysz, że może być lepiej, że jeszcze trochę i się poprawi. Dla psa liczy się "tu i teraz". Jeśli faktycznie jest nadzieja, że pies z tego wyjdzie, że nie jest to sprawa beznadziejna, to jest o co walczyć. Ale przychodzi chwila kiedy trzeba się zastanowić czy ma to jeszcze sens...W przypadku nowotworu mózgu, moim zdaniem - nie miało.