Jak moja pannica ma czas pod tytułem "Jeść nie będę niech się Pańcia pomartwi", to dodaję do karmy żwacze suszone mielone (do kupienia w sklepach zoo), ja nie mogę oddychać, ale Yoduśka wsuwa jak maszynka.
U nas w domku Delma była przez ok 1 godzinę, ale też bardzo zainteresowała się kotem, tylko że akurat trafiła na Gizma, który wychował się z Yodą, więc nie widział powodu do ucieczki. Odnieśliśmy wrażenie, że jest to zainteresowanie raczej pozytywne, machała ogonkiem i cieszyła się do kici. Rozumiem jednak, że problem może być spory z kotami, które nie mają dobrych doświadczeń z psami.
A brudek, cóż tu nie mam zdania. Wiem, że mój brat, który ma kudłacza po każdym spacerku używa wilgotnej szmatki i grzebienia.