No "już" jestem! Znowu ganiali mnie bezlitośnie po świecie!
Byłam dziś u Kapryska. Trzy tygodnie temu przeszedł ciężką infekcję, brał antybiotyki i od tej pory dochodzi do siebie. Niestety jest wciąż słaby, prawie cały dzień leży na swoim posłanku. Pani Jadwiga stara sie go mobilizować i wsadza go codziennie na wózeczek, żeby chociaż po domu trochę pochodził, ale niestety są dni, że łapki mu się rozjeżdżają i nie jest w stanie w ogóle chodzić. :-( Chudnie też coraz bardziej.. już czasem nawet dostaje sowje ulubione gotowane jedzenie, bo na karmę specjalistyczną nawet nie chce spojrzeć i potrafi w ogole nic nie jeść, więc Pani Jadwiga martwiąc się, żeby zupełnie nie opadł z sił podsuwan mu czasem cos "nieregulaminowego".
Jest jak zwykle bardzo grzeczny i pokornie znosi swój los, uwielbia głaskanie i to jest chyba jego największa radość teraz - kiedy ktoś się nim po prostu zajmuje.