-
Posts
2653 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Fuka
-
[quote name='Flaire'][quote name='Fuka']Ale jak pisałam o tym i podkreślałam rolę cech nabytych to protestowałaś.[/quote]Łomatko! :roll: Pokaż gdzie? [/quote] tutaj [quote name='Flaire'][quote name='Fuka']Po prostu cały czas chodzi mi o to, że najczesciej winny jest człowiek a nie psychika psa. [/quote]Czyli według Ciebie, psychikę jako część celów hodowlanych można całkowicie sobie darować, bo nie jest ona w żaden znaczący sposób dziedziczna?[/quote] włożyłaś w moje usta coś czego nigdy nie powiedziałam 8) [quote name='Flaire'] Wybierając hodowlę, ważne jest, żeby hodowca był osobą, z którą dobrze się dogadujemy, i [b]której potrafimy zaufać[/b].[/quote] A dlaczego ja kilka stron temu opisywałam godziny, które przegadałąm z hodowczynią Fuki :D O zaufaniu też tam było :D Tak sobie myslę, że topik się rozrosł tak bardzo, że teraz faktycznie możemy zacząć rzucac w siebie cytatami wyrwanymi z kontekstu i zabawa będzie przednia, ale teraz wybaczcie idę obejrzec ucho Elmiastego i dotrymować drugą połowe głowy i frontu Fuki, bo wygląda deczko dziwnie 8)
-
[quote name='Flaire'] [b]chociaż dokładnie co w środowisku sprzyja, a co chroni, jest ciągle intensywnie badane[/b] [/quote] to mniej więcej miałam na mysli pisząc o zmaganiach....
-
[b]Mokka[/b], niestety masz 100% racji. Dlatego ten temat jest mi tak bliski :-? Tylko dla mnie podstawą jest uświadomienie ludziom problemu i edukacja... Bo przepisy nawet najbardziej restrykcyjne - tego nie rozwiążą. Nieuczciwi zawsze znajda sposób żeby je obejść i jeszcze się wybielić przy okazji... No i poza tym kto i jak miałby stwierdzac, że dana hodowla jest ok, albo dany pies/suka jest dość dobry i nadaje sie do hodowli? To jest względne - możesz zebrac 3 sędziów i każdy z nich będzie miał inną opinię. I może być tak, że zaden nie bedzie mial racji, albo każdy...
-
A dla mnie to jest nierozerwalne... Bo przy założeniu, że sami nie jesteśmy hodowcami - wybór szczeniaka będzie pełniejszy jezeli hodowca nam w tym pomoże. A do tego żeby nam faktycznie pomogł - musimy dobrze wybrac hodowcę. 8)
-
[quote name='Flaire'][quote name='Fuka']Tylko o ile trudno jest stwierdzic dysplazje u kilkotygodniowego szczeniaka - to charakter można ocenić. howgh![/quote]Aaa - no z tym się do końca nie zgodzę. Ten wrodzony lęk do strzałów na przykład ujawnia się, tak jak dysplazja, dopiero u dorosłego psa. Tak samo i inne cechy charakteru.[b] Przyszły charakter szczenięcia możesz przewidzieć moim zdaniem chyba nawet mniej trafnie, niż PennHip potrafi przewidzieć szanse dysplazji, właśnie między innymi dlatego, że nie da się uwzględnić wpływów środowiskowych[/b].[/quote] Ale jak pisałam o tym i podkreślałam rolę cech nabytych to protestowałaś. A co do wrodzonego i nabytego lęku przed strałami - to wnoszę z tego, że jeden i drugi może sie ujawnić w tym samym momencie i bądź tu mądry - nawet nie wiedomo czy on jest wrodzony czy właśnie nabyty :-? I a'propos dysplazji - rożni mądrzy weterynarze mi kiedyś tłukli, że badacze cały czas się zmagaja nad istnieniem wpływu środowiska na rozwój dysplazji....
-
[quote name='Flaire'][quote name='Fuka']i na takiej wystawie byś spotkała wadliwą psychicznie Fukę :o [/quote]Znów powtarzam, ale już chyba ostatni raz, bo mi się to nudzi i wyraźnie, jak pisała Nitencja, nie potrafię tego przekazać po polsku: Ja nie twierdzę, że kiepskie zachowanie na wystawach znaczy, że dany pies ma wrodzone wady psychiczne. Twierdzę natomiast, że gdy widzę takie zachowanie, nigdy nie będę wiedzieć, czy jest ono wrodzone, czy nie i dlatego wolę go unikać.[/quote] Kochana, ja to wiem, ale chodziło mi o to żeby inni też to wiedzieli :wink: I żeby nie było tak biało czarno :drinking: Tak sobie myślę, że zrobiło się bardzo ogniście, ale, że coś się nam urodziło :angel:
-
[b]Flaire[/b], a czytałaś moje początkowe posty - o czym pisałam - o tym, że należy dopasowac najlepszego szczeniaka do siebie i swoich oczekiwan. Napisałam kupę innych rzeczy, ale także i to, że trzeba poswięcić czas na wybór odpowiedniego szczeniaka, w czym powinien być pomocny hodowca, który obserwując szczeniaki od małego moze (powinien) moc powiedziec jak najwiecej o charakterze i predyspozycjach poszczególnych szczeniakow. I może za mało wprost - ale chodziło mi o to, że co z tego, że rodzice danego malucha mają porządane przez nas predyspozycje, kiedy może sie okazac, że wybierzemy malucha, który wda się w autystyczną ciocię :-? Dlatego dla mnie rodzice są oczywiście ważni, ale - przejde na coś co jest "badalne" (Nitencja - ręce precz :wink: od mojego neologizmu, nie spałam całanoc) - nawet jezeli rodzice są wolni od dysplazji - moze sie okazac, ze nasz maluch ma dysplazje. Tylko o ile trudno jest stwierdzic dysplazje u kilkotygodniowego szczeniaka - to charakter można ocenić. howgh!
-
już na poczatku przyznałam się bez bicia, że to jest moje wrażliwe miejsce, ale pal licho przypadek Elmo, rzecz w tym, że ja naprawde wyobraziłam sobie co by było gdybym z Fuką nie wskoczyła od razu na konia, z którego spadłyśmy. Tylko odczekała poł roku i zaczela robić z nią 3 hodowlanki i na takiej wystawie byś spotkała wadliwą psychicznie Fukę :o Wiem, że tak mogło by być.... Ja z Fuką odpracowałam swoje, ale znam psy, którym nikt nie dał takiej szansy i uważam, że zwalanie wszystkiego na wadliwą psychikę jest duzym uproszczeniem, a już w szczegolnosci w odniesieniu do rożnych zachowan ringowych kiedy przewodnik psa jest zestresowany i pies odbiera to jak barometr - to dla mnie chwyt ponizej pasa :( i dzielenie swiata na czarno - biały
-
[b]Wind [/b]:oops: bardzo dziękujemy :D A wiecie jak się gryzie alaskana, który mieszka na dworze i ma zimowe futro? jak poduszkę :lol:
-
[b]Mokka[/b] :buzi: :bigok: [quote name='Mokka'][b]Co prawda sam wzorzec rasy określa cechy, jakie pies powinien posiadać[/b] (o ile się nie mylę, to AT powinien być odważny czy jakoś tak :) ), ale jak wiemy rozmnażane jest wszystko, co sie rusza, więc do tych określonych wzorcem cech wiekszą wagę przykładają jednak hodowle użytkowe, choć mogą nam się nie podobać takie podziały w obrębie tej samej rasy.[/quote] Tak wzorzec określa i dla mnie cała sprawa sprowadza sie do podziału na hodowców nazwijmy to - dążących do tego żeby airedale były airedalami lub nie... (qrcze nie wiem jak to nazwac składniej :roll: ) I tak samo jak żaden hodowca nie powinien czuć się zwolniony od myślenia o anatomii (oczywiście wybranie rodziców z prostym grzbietem, doskonale kątowanymi kończynami, prostymi łapami i doskonałym ruchem itp.- nie daje nam jeszcze gwarancji na powtórzenie tegoż u potomstwa), tak samo żaden hodowca nie powinien się czuć zwolniony od myslenia o psychice (chociaż tu też nie ma gwarancji, że u szczeniakow coś nam nie wyskoczy...). I dlatego jestem przeciwna rozmnażaniu wszystkiego jak leci - niezależnie od tego, że czy będzie się to odbywało pod hasłem cudownego eksterieru czy psychiki 0X
-
Zejdźcie z Makarona, zachowuje sie jak zwyczjany kamikadze (to jego trzecie imię :pissed: ), rzecz w tym, że póki się nie nauczyłam reagować - Elmo się odwracał i łapał gnidę za szyję :-? Ale na usprawiedliwienie Makarona - to on się tego nauczył od Kawy - to była ich ulubiona zabawa jak Fuka zaczynała się bawić z kimś obcym - polegała na oskakiwaniu, oszczekiwaniu i łapaniu za tyłek i pęcinki. Tylko, że Fuka im sie na powaznie nie odgryza :roll: Elmo Kawie też nie 8) Ehhh, Kawie tez sie zdarzało, że w zapamiętaniu szczekania przez płot na wroga - potrafiła złapać Fukę lub Makarona... teraz już nie - bo staram się żeby Makaron był pod pachą :tard:
-
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Fuka replied to kela's topic in Kerry blue terrier
[b]Aga O,[/b] to się ciesz szczęsciaro, że nie zrobiłaś tego w ramach przygotowań do wystawy :D Jesteś w czepku urodzona, bo na wystawy trafiasz z formą :ylsuper: I pomyśl o nowych kolorowych włosach :sweetCyb: -
[quote name='Ibolya']Witam. Informacja z ostatniej w tym roku wystawy: rasę wzięła [b]Debora z Kozackich Stepów[/b] czyli znowu dogowelsz, gratulacje!!! [img]http://vigor.i5.pl/e/417.gif[/img] [img]http://vigor.i5.pl/e/446.gif[/img] Niestety fotek niet, miałam jechać robić zdjęcia, ale wystraszyłam się porannej zadymki i swoich letnich opon i nie pojechałam. A potem żałowałam, bo przyszła odwilż i zrobiło się znośnie na drogach, tylko deszcz padał. [img]http://vigor.i5.pl/e/421.gif[/img][/quote] [b]Gratuluję :drinking: :drinking: :drinking: [/b] A wiesz może co tam było w foxach i at? :roll:
-
[quote name='Flaire'][Widzę sukę na wystawie, która boi sie głośnych, nagłych "bum". Nie jestem w stanie powiedzieć, czy ten lęk to właśnie ten dziedziczny lęk strzałów, czy też brak odpowiedzniej socjalizacji. Ale według tego, co piszesz, powinnam założyć, że to tylko kwestia złej socjalizacji - bo to ona jest najczęściej winna - i spokojnie zamówić szczenię po tej suce. [/quote] Naprawdę tak napisałam? Gdzie? Bo mi się wydaje, ze z tego co napisałam - wynika jasno, że ja bym sie najpierw próbowała dowiedzieć dlaczego ta suka boi się hałasu? A może ktoś wrzucił jej petardę do kojca? Wiesz, pisałam przed chwilą o naszej pierwszej at, która jako 7 letnia suka znalazła sie na polowaniu. Padł pierwszy strzał - co zrobił pies? Rzuciła się na myśliwego... Czy to oznacza, że bała się strzałów? NIE! Kolega sasiada bawił sie w ten sposb, ze strzelał suce w nos z wiatrówki :evilbat: I ona zareagowała tak jak umiała najlepiej. Zaraz potem - wytłumaczono psu, że to nie ta "zabawa" - i dalej Jaga sprawiała się idealnie.
-
:o twierdzę, ze psychiki się nie dziedziczy... :shock: :scared: Ja tylko pisze uparcie, że nie da się rozgraniczyć od siebie tego co odziedziczone, a co nabyte :roll: A jakos tak się składa, że pies nabywa głównie za sprawą człowieka... I wyobraź sobie, że nigdy nie uważalam, że cech psychicznych się nie dziedziczy, bo gdybym tak uważała - nie interesowałaby mnie przecież psychika rodziców moich szczeniąt :wallbash: nie potrafię bardziej łopatologicznie wyłożyc mojego zdania.... A teraz wyobraźmy sobie, ze szukam psa, który nie boi się strzałów - wybieram szczeniaka z linii użytkowych - częśc przodków poluje, reszta ma IPO i kończe ze szczeniakiem, który hjak zbliża się burza - leci się schować pod wanną... Nasza pierwsza airedalka nie bała się strzałow, miała 7 lat kiedy nasz sasad zabrał ja na pierwsze polowanie i okazało się, że bez żadnego przygotowania - znakomicie sprawdza się jako pies myśliwski. Jej mama także nie bała się strzałów, jej syn chodził na dziki (szkoda, że nie bał się strzałów, bo pewien idiota zastrzelił go myśląc, że widzi dzika), jego miotowa siostra bała się nawet burzy...
-
A Elmo dostał w dooope od malamuta, a ja jestem całkiem zadowolona :o :lol: Rzecz w tym, ze od początku pobytu u mnie - Elmo - wzbudzał w tym malamucie poważną awersję zapłotową (jak wszystkie inne psy w dzielnicy zresztą - malamut słynie z tego, że nie znosi nikogo za swoim płotem, a jak sie bardzo wkurzy to potrafi przez ten płot przeskoczyć), Elmo oczywiście rewanżowal mu sie taką sama awersja i mogłam to zrozumieć. Trochu mi to utrudniało życie, bo kiedy Elmo kłócił się przez płot z malamutem - Makaron miał uroczy zwyczaj podlatywac z tyłu i wgryzać się w tyłek Elma. Co jak sie domyślacie nie wzbudzało entuzjazmu w Elmie i drżalam, że któregoś razu to może dramatycznie skończyć sie dla Makarona :evilbat: Jak mam być szczera - w takich momentach najchetmniej sama bym cos zrobiła Makaronowi. Choć ograniczam się zawsze to włożenia - tego pyszczącego, warczącego i wierzgajacego malucha pod moja pachę. W efekcie jezeli trasa naszego spaceru przebiegala w okolicy domu malamuta - profilaktycznie brałam przynajmniej jednego z moich panów na smycz. Dzisiaj kiedy odsikiwałam moje psy na polance przed domem - w pewnym momencie Elmo wyrwał jak strzała - u wylotu ulicy pojawił sie jego bliski kumpel malamut... Za Elmem z bojowym okrzykiem - bedzie rozróba - polecial Makaron. Za nimi poleciała Kawa, ja i Fuka na końcu. Doleciałam kiedy Elmo i malamut byli już w bliskim kontakcie :evil: Makaronik właśnie się wieszał na tyłku Elma, a Kawa zastanawiała się kogo złapać (wydaje mi się, że skubała wszystkich po trochu, ale głowy nie dam). Ja, tradycyjnie już, wziełam Makarona pod pachę i zaczelismy sie zastanawiac z Panem malamuta czy rozdzielac czy nie (Fuka też robiła wrażenie jakby chciała zrobic porządek). Zanim cokolwiek zrobilismy - Elmo nagle odpadł, postał chwile i najspokojniej w swiecie udał sie na z góry upatrzoną pozycję, po chwili stał już w naszej furtce i przyglądał sie nam z bezpiecznej odległosci. Po bliższym zbadaniu strat okazało się, że malamut jest trochę wytrymowany, ale cały (futra to on ma dużo, siedzi głównie na dworze), natomiast Elmiasty dostał w ucho i policzek - teraz wygląda jak połowiczny kłapouchy. Bardzo to przeżywa, chociaz ucho uszkodzone jest raczej powierzchownie, choć nie wykluczam, że dotkliwie. A teraz wyjaśnie - dlaczego jestem zadowolona... Rzecz w tym, że ja mogłam rozumiec antagonizm Elma z tym konkretnym malamutem. Miał do tego pełne prawo i powody. Ale tydzień temu trafił mnie szlag, kiedy okazało sie na wystawie w NR, że Elmo bez daj powód pyszczy na wszystkie spotkane malamuty, rozszerzając to przy okazji na haszczaki i akity :evil: Kompletny rasizm - w RPA by sie nie powstydzili.... Wprawdzie nie wiem, czy to, że dostał baty od swojego wroga sprawi, że bedzie miał lepsze maniery (albo chociaz zachowa wiekszą ostrożność) przy swoich następnych spotkaniach z przedstawicielami ras pierwotnych... Ale cieszy mnie to, że okazało się, że umie przegrac, a co najwazniejsze, ze po tych kilku miesiącach traktuje nasz dom i ogród jako swoją bazę. No nic ide podopieszczać mojego kłapouchego :D Mimo wszytko trochę mi szkoda jego ego i bolącego ucha :roll:
-
[quote name='Flaire'][quote name='Fuka']taak, ale jego reakcja zależy nie tylko od tego czego od niego oczekujemy, ale tez od tego JAK![/quote]Może wytłumacz, bo nie bardzo rozumiem, o co Ci tutaj chodzi.[/quote] Chodzi mi o poziom i formę komunikacji z psem. Wiele osób wobec swoich psów popełnia taki fortepianowy błąd, ale mało osób jezeli już go popełni - odpracowuje go z psem, albo robi to w taki sposob, że lepiej by było gdyby sobie odpuscił. W efekcie tylko utrwala w psie zachowania nieporządane (lekliwe, wycofujace się, agresywne itd.), albo wręcz je pogłębia. Po prostu cały czas chodzi mi o to, że najczesciej winny jest człowiek a nie psychika psa. Do tego - pies jest zwierzeciem inteligentnym i często dochodzi do wniosku (a scislej jest doprowadzany przez wlasciciela do takiego wniosku), że zachowując sie w taki sposob sprawia, że właściciel mu odpuszcza taka niechcianą sytuacje. I jeszcze wracając do tego JAK -sama wiesz, że inaczej zareaguje pies, którego wlaściciel stawiając go przed fortepianem będzie zestresowanym kłębkiem nerwów... Ty i Zachraniarka byście tego nie zrobiły, ale inni zwykli ludzie bardzo czesto robia to swoim psom, o czym zdaje sie, ze nie pamiętacie [size=1](nie sądź drugiego wg siebie samego)[/size] i stawiacie tym innym za wysoka poprzeczkę, czasem wydaje mi sie, że oceniacie te psy, tak jakbyście to Wy je prowadziły.... [quote name='Flaire'][quote name='zachraniarka']Jeżeli by przestraszył się fortepianu i nawet jeżeli by zobaczył, że wszystko OK nadal by się bał to już by mi to zbytnio nie odpowiadało. [/quote]Dokładnie tak. Mnie nie specjalnie przeszkadza pies, który jest ostrożny - Misia jest takim psem. Ale ostrożnemu psu stosunkowo łatwo jest pokazać, że wszystko jest ok i dalej nie mamy problemu.[/quote] Tak, ale Ty masz cierpliwość i wystarczająco duzo wiary w Misie żeby wiedziec, że takie zachowanie o niczym złym nie świadczy, a sa tacy, którzy by w tej samej sytuacji uznaliby, że ich pies jest strachliwy i albo daliby spokoj, albo na sile zaczeli by udowadniac, że tak nie jest - w efekcie pies by sie zaparł jeszcze bardziej.... [quote name='Flaire']Natomiast byłam na przykład świadkiem sytuacji, gdy właścicielka próbowała przeprowadzić psa chodnikiem, obok którego stał sprzedawca balonów. Pies przestraszył się tych balonów i nie było sposobu, żeby go skłonić do przejścia tym chodnikiem - zaparł się i już. Ja nie potrafię powiedzieć, czy powodem takiego zachowania była wrodzona lękliwość, czy też brak odpowiedniej socjalizacji. Ale ponieważ wrodzona lękliwość MOGŁA być jego powodem, ja osobiście nie chciałabym szczeniaka po tym psie.[/quote] I to właśnie mogła być taka rekacja, którą opisałam powyżej i którą mialam na mysli pisząc JAK. Właścicielka - zamiast spokojnie dogadac sie z psem i odpracowac z nim te balony - mogła sama sie zdenerwowac sytuacja i zachowywac sie w sposob pogłębiajacy stres psa. I oczywiście masz rację pisząc wcześniej, ze ktoś kto ma problemy z socjalizacją psów - może nie zapewnic odpowiedniej socjalizacji szczeniakom... Ale na tej zasadzie - jest bardzo niewiele osób, jezeli w ogóle takie sa - co do których mozemy miec pewnośc, że odpowiednio zajma sie socjalizacją szczeniaków. Własciwie w 100% można być pewnym tylko siebie samego, ale i to nie do końca, bo nie żyjemy na bezludnej wyspie i mogą sie zawsze zdarzyć sytuacje nieprzewidziane, z którymi sobie nie poradzimy... No i co maja zrobić osoby, które same nie hodują, a chca skądś mieć szczeniaka. Sama miałam ten problem jak szukałam Fuki, wiedziałam, że trudno liczyć, że uda mi sie znaleźć kogos kto będzie miał takiego samego pierdolca na punkcie odchowania i psychiki szczeniakow jak ja. Wybrnełam z tego w ten sposób, ze z dwoch osób, które w danym momencie miały szczeniaki (musialam miec psa jak najszybciej) - wybrałam kogoś kto wydawał mi sie najbardziej godny zaufania, no i wziełam szczeniaka jak najmłodszego - Fuka miała niecałe 7 tygodni. I wcale nie uwazałam, że na dalszym etapie nie popełnię z Fuką żadnych błędów, ale z góry akceptowałam je jako MOJE błędy. A spieram się z Toba jeszcze dlatego, bo ja po jednym epizodzie z balonami - nie skreśliłabym tego psa - tylko bym sprawdziła tjego zachowanie w innych sytuacjach i mimo wszystko nie na wystawie - tylko w sytuacji, gdzie mialabym pewność, że właścicielka psa nie jest zestresowana. [quote name='Flaire'] Dodam jeszcze, że niestety niektóre lęki można zakwalifikować z wysokim prawdopodobieństwem jako lęki wynikające ze złego traktowania. Znałam kiedyś psa sprowadzonego do USA z Anglii, który bał sie pewnego ruchu ręką - takiego zamachnięcia się, jakim na przykład rzuca się piłeczkę. Albo bije psa. :evil: [/quote] ha, a ja znam nawet psa, który normalnie jak jest wystawiany przez swoja właścicielke - pokazuje sie pięknie i nie reaguje unikami na podniesiona rekę, a raz był wystawiany przez kogoś innego - wszystko robił jak zawsze - z jednym wyjątkiem - uchylał się za każdym podniesieniem reki przez handlera.... Nie muszę pisać o czym to świadczy. Natomiast sądzę, że gdyby ta osoba wystawiła tego psa u progu jego kariery wystawowej - mysle, że być może nawet z właścicielką nie chciał by sie juz potem wystawiać.... [b] Aga O.,[/b] mam piękne podsumowanie - kazdy kij ma dwa końce :D
-
[quote name='Flaire'][quote name='Fuka']on byłby zszokowany i nie rozumiał zupełnie czego od niego oczekujesz - i okazałby Ci to w jakiś sposób - to uznałabyś, że on jest słaby psychicznie?[/quote]To bardzo zależy od tego, w jaki sposób by to okazał.[/quote] taak, ale jego reakcja zależy nie tylko od tego czego od niego oczekujemy, ale tez od tego JAK!
-
a czy ja gdzieś coś takiego napisałam :o obie dobrze wiemy, że tego sie nie da stwierdzic co nabyte i co wrodzone :D ja tylko uważam, że wydawanie sądów o psychice psa na podstawie tego jak on sie zachowuje na wystawie - moze być krzywdzące dla danego psa...
-
i jedna "kupa" :D :lol: :lol:
-
[b]Flaire[/b], oczywiście, ze to zauwazyłam, ale rzecz w tym, że napisałaś też, że takie zachowanie wystawowe może o czyms swiadczyć, a ja natomiast uważam, że niekoniecznie i tylko tyle. A poza tym to nie jest nasz prywatny topic :lol:
-
[b]Zachraniarka[/b], a gdybyś nagle kazała Twojemu psu grać na fortepianie (załóżmy, że rodzice i dziadkowie Twojego psa są wirtuozami) - i on byłby zszokowany i nie rozumiał zupełnie czego od niego oczekujesz - i okazałby Ci to w jakiś sposób - to uznałabyś, że on jest słaby psychicznie? A tak bardzo często objawiają sie rzekome problemy z psychiką psa - problem polega, że człowiek oczekuje czegoś czego pies nie rozumie, stawia psa przed zadaniem, którego on nie jest w stanie rozwiązać bez wstepnego przygotowania. Ale to jeszcze nie znaczy, że coś jest nie w porządku z psem... Faktycznie - miałam na mysli psy użytkowe, które pracują w lesie - ale chciałam powiedzieć, że pierwotnie at były tworzone włąśnie do pomocy myśliwego i te włąśnie cechy pierwotnie użytkowane w lesie, cheć wspołpracy z człowiekiem itp - wykorzystuje sie w szkoleniu sportowym....
-
[b]Flaire[/b], wnoszę z tego, ze gdybym po tych pierwszych dwóch wystawach - odpusciła sobie pracę z Fuka - uznałabyś ja za wadliwa psychicznie. Piszę wlaśnie o niej - bo wielokrotnie bardzo pozytywnie się o niej wypowiadałaś wlaśnie pod tym względem. Zgadzam się, że luz spacerowy na swoim terenie - to nie jest miejsce miarodajnego testu. Ja miałam dużo szczescia i testowałam ojca szczeniat Fuki w sytuacji mocno dla niego nietypowej - pies zobaczył swojego Pana po raz pierwszy od kilku dni niewidzenia - jego Pan był w szpitalu, poszlismy na spacer w obcym terenie, po drodze spotykaliśmy obce psy, wiec mialam mozliwosc zobaczyć jak bardzo zrównoważonym jest psem, jaki ma kontakt z wlaścicielem i wiedzialam, ze nie jest to sytuacja zainscenizowana. I pozwolisz, że upre sie przy swoim - na wystawie mozna tylko ocenic stopien w jakim dany pies został przez swojego właściciela przygotowany i oswojony z taka sytuacja. Ludzie, którzy maja duzo psów - choć maja nogól więcej doświadczenia i teoretycznie powinni miec psy lepiej przygotowane do wystaw - najczesciej brak im czasu żeby wystarczajaco zająć sie ich socjalizacja, do tego mieszkają naogól na wsi więc możliwości po temu mniej. Miedzy innymi dlatego właśnie w Anglii czy USA nawet najbardziej doświadczeni hodowcy - za ciężkie pieniądze powierzaja swoje psy profesjonalistom, którzy je wystawiaja i nie chodzi tu tylko i wyłącznie o przygotowanie fryzury, ale o to żeby któś poswiecił danemu psu tyle czasu ile on potrzebuje. Miedzy innymi dlatego takie sukcesy z wystawianymi przez siebie psami odnosi Jac Houben - zajmuje się tylko kilkoma psami, kazdemu indywidualnie poświeca kupę czasu na prace i zabawe, i na ringu mozemy podziwiac idealnie zgraną parę jaką tworzy pies i jego handler. I mysle, że żaden z tych psów nie byłby tak pokazany przez swojego właściciela, który ma pełen kennel psów.... Niedaleko szukając ostatnio sama byłam swiadkiem jak airedalka, która wspaniale chodzi na dzika - odmówiła chodzenia na ringu głównym.. Czyżby to wynikało ze złej psychiki? Nie sadzę... Jakoś dziwnie jestem przekonana, że była po prostu znudzona :roll: A tak w ogóle sie pochwalę - Fuka kiedyś na wystawie w Austrii została na ringu zaatakowana przez niemiecką championkę - nie było to powarkiwanie, ale regularny atak - i byłam strasznie dumna z Fuki, która zachowywała sie tak jakby tamta suka była powietrzem, stała wpatrzona we mnie, biegała wpatrzona we mnie, wystawiłała sie idealnie, a w pewnym momencie kiedy handler tamtej suki - ledwo juz ja utrzymywal - odwróciła sie raz w jej strone i szczeknęła raz - robiła wrazenie jakby chciala tamtej powiedziec - daj se spokój, odwal się ode mnie jestem zajeta czym innym... Tyle tylko, ze Fuka miala na swoim koncie juz wiele wystaw, odpracowałyśmy jej początkowy wstręt do wystaw, lubi się wystawiać, bo wie, że w ten sposob sprawia mi przyjemnosc, a ja jestem najważniejsza... Ale zdaje sobie sprawe, że byc moze gdyby ją to spotkalo na poczatku naszej pracy wystawowej - to moze zachowalaby sie inaczej i przypuszczalnie mogloby ją to trwale zniechcecic do wystaw... aaa i jeszcze jedno - dla wielu psów - sytuacja ringowa jest szarą codziennością i rownie dobrze moglibysmy oglądać te psy na ich własnym podwórku tylko tak sie sklada, ze ich zachowanie na ringu porównujemy z zachowaniem psów, które nie czują sie tam u siebie..... Są tez psy, które od pierwszej wystawy - uwielbiaja bycie na ringu - taka jest moja Kawa, pojechala na pierwsza wystawe zupełnie nie przygotowana, tak samo jak Fuka - i w przeciwieństwie do Fuki - zachowywala sie tak jakby spedzila całe zycie na ringu (miała wtedy poł roku), była zchwycona i prezentowała sie super - nie narzekam na psychike Kawy, ale byłabym daleka od twierdzenia, że psy, które tak nie mają - mają kiepską psychikę... :hmmmm: tak sobie mysle, że odbijam tu każdą piłeczkę jakbym nie miala innego zajęcia... rzecz wtym, że działaja na mnie jak płachta na byka różne uogólnienia, które ktos mógłby potraktowac jako prawdę objawiona :roll: świat nie jest czarno-biały i 2 plus 2 nie zawsze musi być 4, bo czasami po prostu nie widzimy tego dodatkowego elementu...
-
[b]Zadziorny [/b]:oops: :lol: [size=1]O gustach się nie dyskutuje....[/size]
-
:hmmmm: a ja mimo wszystko nie uwazalabym, że wystawa i ring jest najlepszym miejscem na sprawdzanie psychiki psa.... Owszem mozna znakomicie tam ocenić socjalizację i obycie z ringiem, ale czy psychike :watpliwy: I oczywiście któś zyczliwy mógłby uznać, ze uwazam tak dlatego, że zachowanie Elmiastego na ringu szwankuje i rzeczywiście tak jest... Ale moge wyliczyć tu jeszcze kupę rożnych airedali i nie tylko, których obliczalność ringowa pozostawia wiele do zyczenia, airedale, które składają się w pół pod wpływem hałasu itp... Natomiast nie ośmieliłabym się uznać, że to wszystko świadczy o słabej psychice. Raczej większość takich przypadków jest wynikiem złego poprowadzenia przez człowieka. Znam psy, które zyupełnie inaczej się zachowują w zależności od tego z kim sa na ringu. Znam psy, które wspaniale sprawiają sie użytkowo, a na ringu są niepewne, przepłoszone, albo zachowują się jak spiące królewny... I jakoś nie chce mi sie wierzyć, że one sa słabe psychicznie :o Piszę o tym wszystkim, bo sama wiem ile czasu i pracy mi zabrało doprowadzenie Fuki do tego żeby wystawy zaczeły sprawiać jej przyjemność, żeby miała ochote wspołpracowac na ringu. I wszystko można o Fuce powiedzieć, ale na pewno nie to, że ma kiepską psychikę, albo, że zle ją socjalizowalam... Wystarczył jeden raz na pierwszej wystawie kiedy sama przez wlasną głupote nabawiłam ją nazwijmy to niechęci do wystaw. A działo się to kilkaset metrow od naszego domu, na stadionie gdzie codziennie chodzimy na spacer. Fuka miała rowno rok - trafiłysmy na ring zupełnie nieprzygotowane i rożne okolicznosci sprawiły, ze byłam bardzo zdenerwowana i do tego wymagałam od psa czegos o czym ona nie miała zielonego pojęcia - nie wiedziała czego od niej chce i widziala, ze jestem zestresowana i skojarzyła sobie to z wystawą. I chociaż tego dnia naszym problemem było wystawowe ustawienie psa na ringu (nigdy tego wczesniej nie robiła), a biegała bardzo ładnie - właśnie ruchem wygrała - miesiąc pożniej odmówiła chodzenia na ringu (stanie miałysmy juz wytrenowane). Postawiłąm sobie za punkt honoru, ze sprawie, że Fuka polubi wystawy i bedzie sie czula na ringu dobrze. I miedzy innymi przez to wystawialam ją potem tak czesto. Udało mi sie. Fuczka z czasem polubiła wystawy i wystawiała się bardzo ładnie. Po dziś dzien jest rozżalona kiedy jade na wystawe a ją zostawiam w domu. Ale zeby to osiągnąć - musiałam poświęcić jej dużo czasu i wiem, że było mi dużo łatwiej o tyle, że nie musiałam nadrabiac dużej traumy tylko zwykla niechęć. Dla mnie to było ważne, nie chciałam żeby moj pies miał opory wobec jakiejs sytuacji, ale wiem, że wiele osó nie mialoby na to czasu ani ochoty i nie wiem czy to na pewno swiadczy o psie... Kiedy wybierałam męza dla Fuki - zdecydowałam sie pojechać do psa, którego znałam tylko ze zdjęc, rodowodu i wynikow wystaw. Ze zdjęc znałam tez jego jednego syna, o którym wiedzialam, że sprawdza się na wystawach i jest szkolony użytkowo. Jadąc z Fuką do Lubeki - strasznie się bałam, bo uważalam, ze dopiero poznanie psa na żywo powie mi cos więcej. Wiedziałam, że choć postawi mnie to w trudnej sytuacji - jezeli nie spodoba mi sie na zywo - to go nie użyję. Chodziło mi o dwie rzeczy - o psychikę i ruch! Na ringach spotkałam wiele airedali, ale te, o których powiem, ze je znam - poznałam w sytuacjach poza ringowych. Słusznie prawi Flaire, że trzeba słuchac co hodowca ma Ci do powiedzenia i samemu wyciągać wnioski, ale jezeli chodzi o poznawanie - wybrałabym się raczej na porządny spacer, najlepiej na terenie nowym dla psa. A mając na mysli spacer nie mowie o chodzeniu z psem na smyczy.