Nosówkę przeszła bezboleśnie, bo jak gdzieś już pisałam, uparłam się, że pies ma nosówkę, choć wcale nie wyglądała na chorą.
Przyśniło mi się, albo co?
Także choroba nie zdążyła się rozwinąć - została zduszona w zalążku.
A później, to faktycznie się nacierpiała, przez głupotę weterynarza i mojej Babci - która poszła do pani weterynarz, do której miała kategoryczny zakaz chodzenia - bo głupia baba i tyle.
Efekt był taki, że psa nie ma, babcia miała depresję z powodu psa i tego, że nie słuchała wnuczki, a ja - no cóż... nawet satysfakcji nie miałam, bo byłam w żałobie :(