Słuchajcie, co ja robię źle?
Wczoraj zadzwonił facet, jego 4 -letni pies padł kilka dni temu, on kocha rottki, wszędzie w okolicy są same suki, a on chce psa. Czy są psy? Sa, jasne. Świetnie, kamień spadł mu z serca, on w sobotę przyjeżdża pociągiem, bo z Warszawy, a jest tak rozbity, że nie może jeździć samochosem. Błaga, żeby mu w razie czego zostawić psa. OK.
Za godzinę telefon. "Wie pani, ja znów przeglądałem pani stronę. Przecież te wszystkie psy mają jeszcze ogony! To ja bedę musiał zrezygnować".