U mnie wlasciwie nie wiem do konca jak to bylo.KIedys pojechalismy na wystawe i tam byla kobieta,ktora sprzedawala haszczaki.Od razu zakochalam sie w jej suczce i w tym spojrzeniu,ale posiadanie psa a tym bardziej psa z papierami bylo wowczas w sferze moich marzen. Ale mimo to i ja i mama zainteresowalysmy sie ta rasa,duzo na jej temat sie dowiadywalysmy i pomimo jej "wad" nie zrazilysmy sie. Mama dluuugo musiala przekonywac tate na jakiegokolwiek psa. Az po kilku latach w koncu sie zgodzil,ale tylko na haszczaka z przyczyn dosc prozaicznych. Wyczytal w ksiazce,ze nie szczekaja co bylo +,nie maja zapachu i trzecie co sie nie sprawdzilo w naszym klimacie,ze nie linieja :lol: I tydzien po wielkanocy w 97 roku pojawila sie u nas Azja. Kazdy spedzony z nia dzien powodowal jeszcze wieksze zafascynowanie rasa i przede wszystkim jej charakterkiem :evilbat:
A jesli chodzi o ucieczki to z tym raczej problemow nie mialam. Od zawsze byla puszczana ze smyczy i czasem lubila przedluzyc sobie spacer to nigdy nie znikala z zasiegu wzroku.Ale czasem nie daje sie zlapac :wink: W przyszlym roku planuje drugiego psa i chociaz nie bedzie to haszczak to kiedys jeszcze na pewno bede miala wlasnie haszczaka. Ale i tak Azja jest niezastapiona 8)