[quote name='soboz4']Tobik tez miał radio, podobno wcześniej nie wył, dopiero jak "zapoznał" się z domem i polubił opiekunkę...
Tak samo miałam z Bunią, która dopiero po jakimś czasie zaczęła szczekać
Po prostu żal mi psów, które wracają, dlatego to piszę. Nie chciałabym żeby to spotkało Misko, choć doskonale rozumiem Malwinę, która mieszka w podnajętym mieszkaniu i nie miała innego wyjścia...[/QUOTE]
Wiem, rozumiem. Też się martwię czy na pewno będę w stanie Mu pomóc, czy faktycznie w końcu "się uśmiechnie". Mam świadomość, że specjalnego doświadczenia z psami nie mam ale wiem, że to nie jest nic czego nie dało by się nadrobić, doczytać, poradzić się kogoś, cokolwiek. Ale też próbować nabyć tego wszystkiego zanim podejmie się "wyzwanie" to też nie jest wcale lepsze rozwiązanie, bo i wtedy nie zawsze na wszystko zwraca się uwagę. Wiem, że jakoś Naszego psiaka udało Nam się wychować i uważam, że był wspaniałym i grzecznym psem (chociaż podobno zdarzało mu się wyć jak zostawał sam - Nam mimo prób nigdy nie udało się Go "przyłapać", bo cwaniak chyba wiedział kiedy go testujemy... istnieje też prawdopodobieństwo, że wycie wynikało z tego, że "wkurzał" Go kot sąsiadów, bo uwielbiał przesiadywać na Naszej wycieraczce:P). Ale też nie idealizuję Go, bo swoje za uszami miał ale też bez tego nie był by sobą, a dla mnie był naprawdę wspaniałym Przyjacielem. Wierzę w to, że był szczęśliwy, że cieszył się życiem i daliśmy mu wszystko co tylko mogliśmy mu dać, wierzę w to, bo pod koniec walczył o każdy kolejny dzień ale niestety Jego zdrowie nie dorównywało duchowi walki o życie ale do ostatniego oddechu nie był sam i mam nadzieję, że po tamtej stronie mostu już nie cierpi. Chociaż przez ostatnie kilka miesięcy nie mieszkałam już z Nim, a u mnie był zaledwie kilkadziesiąt dni w sumie, to brakuje mi go strasznie. Myślę, że jeżeli mogę dać szansę jakiemuś innemu Futrzakowi i dać mu odrobinę ciepła, a przy okazji wypełnić tym trochę własną pustkę, to myślę, że warto, bo tak naprawdę nikt na tym nic nie traci, a może tylko zyskać.
Z tego mieszkania mnie nikt nie wyrzuci nawet jak by Misiek wył, w nowym z tego co wiem sąsiadka ma psa, który na okrągło wyje i szczeka, więc widocznie nikomu to nie przeszkadza (może grube mury, bo to stare budownictwo, może inni lokatorzy mają już słabszy słuch, nie wiem), mam nadzieję, że sprostam temu zadaniu ale też nigdy nie będę tego wiedzieć nie podejmując się tego.
Nie ma co gdybać, pies jest smutny i potrzebuje pomocy. Martwić będziemy się później jak by mnie ktoś chciał z mieszkania wyrzucić, to Misiek pokaże mi jak przetrwać na dworze;). Razem sobie poradzimy:P. Jeżeli wycie w samotności miało by być Jego jedyną wadą, to zniosę to;). W najgorszym wypadku zawsze można spróbować czy jak by był drugi pies czy też by wył. A myślę, że takich psiaków co potrzebują domu jest więcej, więc z tym nie będzie problemu. Nie poddam się tak łatwo, za długo Misiek siedzi mi już w głowie.
Martwię się jedynie żeby zachowywał czystość w domu, bo wtedy póki by się nie nauczył, to musiałabym go trzymać tam gdzie są kafelki, a nienawidzę ograniczać przestrzeni psu, to było dla mnie najgorsze przez ostatnie miesiące życia mojego psa, bo nie mógł wchodzić do pokoi, żeby mocz nie wsiąkał w przestrzeń między panelami gdyby zrobił coś, a my byśmy tego nie zauważyli od razu. Po prostu nie kontrolował już swoich potrzeb, nie był w stanie, a do tego przyjmował też tabletki na nadmiar wody w organizmie, więc jak już sikał, to wiadrami. Zaletą tego stanu było to, że Rodzice podłogi w mieszkaniu mieli wręcz sterylne od ciągłego ich mycia, czasem po kilkanaście razy dziennie, tylko strasznie szybko kończyły się wszystkie płyny do podłogi;). A mnie skręcało jak musiałam patrzeć jak stoi i nie rozumie dlaczego nie może wejść i walnąć się na czyjeś nogi czy wcisnąć pyska pod rękę do miziania, chociaż robił to całe swoje życie. Co prawda dla Niego to problem w sumie nie był, bo pod koniec był już taki... "nieobecny". Dla mnie to było chyba trudniejsze, niż dla Niego. Nie wyobrażam sobie żeby mieć psa i nie móc go miziać podczas wieczornego oglądania tv, nie musieć sprawdzać czy pies nie postanowił położyć się za fotelem na kołkach na którym siedzisz, czy chociaż by macać podłogę jak się idzie po ciemku przez mieszkanie czy tam czasem nie leży jakieś futro:). Całe moje świadome życie to wszystko było częścią codzienności i bez tego jakaś ta codzienność niepełna, wręcz pusta, a psa na stałe mieć jeszcze nie mogę, bo nie wiem jak będzie wyglądać moje życie za rok, mogę wylądować w korporacji i siedzieć w pracy od rana do nocy, skazując psa na całodzienną samotność i nieludzkie przetrzymywanie bez spaceru (a z kuwety raczej niekoniecznie będzie chciał się nauczyć korzystać). I chociaż znając siebie dobrze wiem, że oddanie Go będzie bardzo trudne i bolesne, to wiem, że to co mogę osiągnąć jest warte każdej później wylanej łzy.