Jump to content
Dogomania

Tessi&Tola

Members
  • Posts

    320
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tessi&Tola

  1. [quote name='milagros19853201']podzielam swietna rzecz naprawde dobrze wydana kasa n ksiazke,program tez mega ciekawy taki guru w kwesti zwierzat i naprawde duzo cennych porad jesli chodzi o naszych kochanych niesfornych i nie tylko m przytulinskich[/QUOTE] milagros - jestem Twoim fanem:bye::modla::modla: nie ma to jak wpisik bez czytania poprzednich postów A swoją drogą to naprawdę niezwykłe, że tyle lat już mamy tv a nadal nie rozumiemy jak to działa i takie emocje potrafi rozbudzić w nas program o facecie, który "odczłowiecza" psy bogatych ludzi. A jaki niesamowity dystans potrafimy za to zachować do wiadomości o klęskach żywiołowych, głodzie, przemocy, maltretowaniu - wtedy to tylko tv, nie szkodzi nikomu... ale program CM ohoho! to już jest po prostu początek końca świata!
  2. Tessi&Tola

    Barf

    [quote name='panbazyl']ja liczę właśnie miesięczne wydatki na dom, w tym na psy. Pod koniec miesiąca będę wiedzieć ile mi tak +/- idzie na psy na żarcie, ale coś mi się zdaje, że są to okolice 30, może 35 zł na tydzień dla 3 psów (2 laby i ogar polski)[/QUOTE] no jak to jest kurka możliwe że 35 zł? u mnie korpusy z kurczaka kosztują po 1,99 za kg, nogi wieprzowe - 5,90 kg, głowa świńska - 2,80 kg, łapki kurze - 0,99 kg, szyje indycze - 5,90 kg albo 7,90 kg (??), podroby drobiowe - 5,80 kg, kości schabowe - nie pamiętam, około 2,50 kg chyba, ogony wołowe(!) - 15,90 kg Dla dwóch 35 kg suk potrzebuję ok 12 kg tygodniowo (jedno jagnię wg Taschy:lol:), to żeby się zmieścić w tej kwocie musiałabym kupować same najtańsze z wyżej wymienionych ale na samych łapkach to jakoś moich kundli nie widzę... a gdzie jogurt naturalny, maślanka, warzywa i owoce, orzechy, olej, siemię lniane i cała reszta pełnowartościowej diety... normalnie aż mi się nie chce liczyć mają szczęście te moje kundle, że to odpracowują solidnie, bo inaczej... na Brit bym je przerzuciła normalnie:mad: panbazyl - ja poproszę o wygenerowanie jadłospisu za 35 zł tygodniowo dla dwóch psów, bo mnie to jakoś ni w ząb nie wychodzi:shake:
  3. Litterka - moje psy zdjęć nie zrobią, a on chodzi zawsze jak sąsiedzi w pracy. Sam nie pracuje chyba? A moje psy na jego trawnik nie narobią, bo wiedzą że nie mogą i nie bardzo wiem jak im dać do zrozumienia, że ten jeden raz owszem - można:diabloti:
  4. Tessi&Tola

    Barf

    Tascha - wszystko pięknie tylko gdzie ja będę trzymać 50 kg mięsa? Trzeba by zainwestować w wielką zamrażarkę a wtedy ten interes zwraca się po roku, może nawet dwóch... To już wolę moje cotygodniowe 12 kg:P
  5. Nie zazdroszczę sytuacji. Ale odpowiem trochę przekornie... Z perspektywy czasu, nigdy nie miałam tyle wolnego co podczas urlopu macierzyńskiego i kawałka wychowawczego. Wiem to dopiero teraz, gdy już dziecko podrosło a ja wróciłam do pracy. Codziennie mogłam być na trzygodzinnym spacerze - i byłam!, codziennie miałam czas by zająć się swoim zwierzakiem... ale miałam tylko kota, bo mieszkaliśmy wtedy w mieszkaniu i z wzięciem psa czekaliśmy na dom z ogrodem. I teraz już wiem, że gdybym zdecydowała się na psa wcześniej (nie takiego, jakie mam teraz rzecz jasna - myślałam o pinczerze średnim) to zdołałabym go wyszkolić na tip top i teraz, pięć lata później, wszystko byłoby już poukładane. Ale to wymaga ogromnej dyscypliny. Co z tego, że jest 10 stopni mrozu? Jak ubierzesz ciepło dziecko, zapakujesz w śpiworek i do wózka - na pewno nie zmarznie. To bardziej Twój problem. Ja chodziłam na spacery w każdą pogodę - no jak lało, to przeczekałam chmurę i szłam - zimą marzłam jak cholera, ale moja mała spała na mrozie tak słodko, że zawsze czekałam aż się sama obudzi i dopiero wracałam. Dziecko mam za to teraz zdrowe i silne - raz w roku katarek i po sprawie. Jeśli chodzi o ranne wstawanie męża - ile czasu on się szykuje do pracy? Minimum pół godziny, więc możesz zostawić z nim rano dziecko i wyjść na spacer z psem. Nie musi się nim (dzieckiem) specjalnie zajmować, po prostu jest - zresztą większość dzieci o 6 rano to jeszcze słodko śpi. Po powrocie możesz sobie odespać te pół godzinki, a pierwszy spacer masz już z głowy. Możesz je odespać zresztą kiedy tylko chcesz, jeśli dziecko jeszcze śpi w dzień. Co do nauki czystości. Proponuję rozyspać na balkonie trochę piachu, ziemi i kiedy już naprawdę przyciśnie psa - bez słowa wystawić go na zewnątrz. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale na pewno lepsze od obsikanych dywanów. Zresztą obsikane podłogi przy małym dziecku to niedopuszczalne, nie wiem jak możesz pozwalać na to psu!
  6. Najlepsza nagroda niestety musi śmierdzieć (dla nas) - u mnie idealnie sprawdzały się ryby, można kupić np szprotki - 200 g to około 20 małych rybek, więc podaję je w całości. Idealne do nauki przywoływania w terenie. Po kilku razach efekt murowany, pies tylko czeka na zawołanie i wraca w podskokach. Moim zdaniem - wszystkie kostki, ciasteczka, kabanoski to syntetyczne śmieci. Smakują psom, jak nam McDonald, ale każdy sam decyduje co jada i on i jego pies.
  7. Tessi&Tola

    Barf

    [quote name='panbazyl']ja znam tylko ceny serc wołowych - 3.80 za kg (też ok 2 kg ma jedno serducho)[/QUOTE] serc wołowych w moim mięsnym nie uświadczysz, niestety coś wołowego chciałabym czasem im sprawić i tak sobie myślałam, aż wymyśliłam - jeśli raz w miesiącu zamiast standardowego zestawu drobiowego:4 szyje indycze+kg serc drobiowych+4 korpusy+łapki kurze wezmę same łapki za to w gigantycznej ilości 5 kg! to zaoszczędzę na dwa ogony wołowe i mój limit tygodniowy (70 zł na dwa psy) nie zostanie przekroczony:p i w ten sposób raz w miesiącu będzie wołowinka... jestem geniuszem ekonomicznym:evil_lol:
  8. Tessi&Tola

    Barf

    Pytanie ad hoc: po ile kupujecie ogony wołowe? Nie interesują mnie ceny w Euro, raczej nasz rynek:razz: ja ostatnio zamówiłam w swoim mięsnym 4 ogony i cena mnie powaliła na kolana - 77 zł! 15,90 za kg. Na mój rozum (rozumek nawet mogę rzec) to jakoś tak dużo chyba?? Moje psy je uwielbiają, ale sorry, za tą kwotę to ja nie wydolę i z diety to cudo im wypadnie...
  9. Ufff... obiecałam sobie, że nie będę się tu uwewnętrzniać, tylko czasem poczytam, żeby się przekonać, że inni wcale nie mają łatwiej i wystarczy. Ale dziś nie dam rady, muszę sobie popisać. Sprawa chamskiego sąsiada zza rogu. Pan jeżdżący mercedesem z napisem "przyjaciel Billa W", z wąsami ala Wałęsa i wiecznie przyklejonym papierochem do ust ma w swoim domu skundlonego huskiego (bardzo skundlonego, bo maści labradora mniej więcej) z którym od małego wychodzi na spacer bez smyczy. Pies w miarę grzeczny, słucha swojego pana - jeśli ten cokolwiek zechce do niego powiedzieć, więc tym bardziej wkur... że: pierwsze trzy domy na mojej ulicy (w tym niestety mój) mają wiecznie obsr... trawniki, bo piesek nie został nauczony że swoje potrzeby można spokojnie załatwić 300 metrów dalej, gdzie zaczynają się już łąki i pola. A do tego, kiedy on załatwia się spokojnie na trawniku pod nosem moich psów... możecie sobie wyobrazić, co w takiej chwili dzieje się w umyśle terytorialnego psa. Moje dostają szału a ja razem z nimi, bo tratują moje róże żywopłotowe. Więc dziś nie wytrzymałam, wyszłam z domu (a tego się pan nie spodziewał, bo nie widział auta - w wulkanizacji stoi:eviltong:) i bez słowa otworzyłam furtkę. Facet zdrętwiał ze strachu, jego pies (100 razy mądrzejszy od niego) od razu się wycofał i usiadł za nim, a moje się uciszyły i ... stały, bo nauczyłam je, że za furtkę to się wychodzi dopiero jak ja pozwolę, więc czekały. Facet nie wiedział co robić, a ja mu jeszcze powiedziałam, jak się pan ruszy to one też:diabloti: i tak sobie postałam i popatrzyłam na niego przez moment, albo i dwa momenty a potem zamknęłam furtkę, odwołałam od niej psy i wróciłam do domu. A facet, zapewne na lekko miękkich nogach, wrócił do siebie. Satysfakcję miałam przez jakieś 15 minut, potem dotarło do mnie, że właśnie rozpoczęłam wojnę i że, mimo wszystko on ma przewagę, bo mnie zbyt często nie ma w domu. I się teraz zastanawiam, jak ją do cholery wygrać??
  10. [quote name='filodendron'] Oni (rowerzyści i biegacze) też noszą gaz, też mają swoje fora, na których wymieniają się doświadczeniami, który skuteczniejszy, jak celować i co jeszcze można zrobić psu, który "wypruje".[/QUOTE] I ja się IM wcale nie dziwię:evil_lol: Moje na szczęście mają totalny zlew na ludzi, obojętnie - pieszych, biegaczy czy rowerzystów. Psy, owszem, wzbudzają zainteresowanie, ale umiarkowane - nie żeby się zaraz zapoznawać... Ale z kotami masakra - w sekundę mam dwie maszynki do mielenia mięsa, zero tolerancji - spuszczam zawsze tylko jednego psa na raz. W przeciwnym razie, z każdego wypadu w "pole" wracałyby z trofeum. W mieście nie spuszczam - chodzą na krótkiej smyczy, czasem jedna na flexi 8 m jak jest gdzie popuścić cugli. Ale z drogi nie schodzę, chyba że chodnik wąski i nie ma się jak minąć, wtedy z grzeczności owszem... ustępuję niektórym:diabloti:
  11. Tessi&Tola

    Barf

    [quote name='ajeczka']Rino zaczął wcinać jak szalony. Waży 23,5 kg, a ostatnio zjadł 1 kg wołowiny na 3 razy w ciągu dnia. Wczoraj 0,5 kg skrzydeł kurzych, cały korpus (odcięłam tylko udka i piersi dla nas), 0,5 kg wołowiny z indykiem. Nie narobię na tego psa!? On ma naprawdę dużo ruchu, a teraz zrobiło się zimniej.[/QUOTE] U mnie to samo, spadł śnieg i psy się jakby obudziły: O! To jednak będzie zima?? Od kilku dni non stop głodne łażą. Dodałam trzeci posiłek w ciągu dnia - teraz wychodzi jakieś 1400g dziennie a one wyglądają, jakby miały nadzieję na jeszcze czwartą porcję... no masakra! Mam nadzieję, że podgonią trochę z tłuszczykiem i za kilka tygodni wreszcie będą miały dość:mad:
  12. [quote name='Soko']Mój dziadek poszedł na grzyby, wyleciał na niego prawie roczny ONek z sąsiedztwa, szczekacz, nerwus i generalnie czekam aż się na kogoś rzuci. Dziadek rzucił obok niego kamieniem, pies dał spokój, to właścicielka zaczęła go wyzywać i sama zaczęła w dziadka rzucać szyszkami i co jej w ręce wpadło..[/QUOTE] Uwielbiam takie historie:megagrin: Ona w niego szyszkami, to dziadek w nią grzybami! W ferworze walki można zapomnieć o ONku! Choć nie przeczę, że mieć takie towarzystwo za płotem to wątpliwa przyjemność.
  13. Tessi&Tola

    Barf

    sami wariaci:splat: ja moim kundlom nie miksuję/ nie ścieram/ nie miażdżę owoców w ogóle tylko rzucam w całości jabłko, gruszkę, banana - co tam mam pod ręką warzywa ścieram w rozdrabiarce do warzyw (nie oddziela się w niej sok od miąższu, wszystko ląduje w jednej misce) tylko dlatego, że normalnie nie chcą ich jeść i muszę mieszać z jakimiś podrobami, albo faszerować nimi korpusy i jakoś mnie nie przekonuje argument, że coś się nie przyswaja - jak moje psy wcinają trawę z łąki to też mnie nie proszą, żeby im wcześniej przez prasę przecisnąć:crazyeye: czasem tak sobie Was czytam i się zastanawiam, czy Wy jecie równie zdrowo jak Wasze psy? Co do siebie to nie mam wątpliwości, z pewnością odżywiam się gorzej, ale w sumie - ludzie nie dajmy się zwariować!:eviltong: Ani moje ani ich szczęśliwe życie nie zależy od ilości przyswojonych składników mineralnych... tak sobie myślę ja, nieortodoksyjna właścicielka dwóch normalnych psów.
  14. Tacjana - moje psy również spędzają czas w kojcu i w ogrodzie (w kojcu głównie noc właściwie, bo tam śpią) i też do niedawna szalały, bo były przed zabiegiem. W styczniu skończą dwa lata, więc wiek również miały podobny gdy miałam z nimi problemy... i powiem Ci, że niczego innego się nie spodziewałam. Każdy pies jakiego miałam, a miałam zawsze duże stróżujące, sprawia problemy w wieku "młodzieńczym". To zupełnie naturalne i trzeba tak to traktować. Jest kilka sposobów radzenia sobie z tym problemem. 1. Ignorujemy psa totalnie jeśli próbuje na nas wpływać - wymusza coś szczekaniem, terroryzuje podgryzaniem, próbuje zaczepiać, nie reaguje na komendy. To trudne i sprawdza się tylko w przypadku właścicieli o mocnych nerwach. Przykład: pies gryzie smycz, gdy próbujesz mu ją założyć (przedtem oczywiście była komenda siad, którą wykonał - bez tego nie zaczynamy), prostujesz się BEZ SŁOWA, chowasz smycz za siebie, jeśli jest wyjątkowo namolny do kieszeni, najlepiej razem z rękami i CZEKASZ. Tak długo jak będzie trzeba, dopóki nie usiądzie na tyłku. Przy pierwszej próbie proponuję ubrać ciuchy robocze, bo na pewno będzie próbował skakać. Nie pozwalasz mu. Nie walczysz z nim. Stoisz prosto i próbujesz tak manewrować ciałem, by się z Ciebie zsuwał. Dobrze jest zakładać smycz na schodach. Pies na samym dole, Ty schodek wyżej. To naturalny sposób pokazania kto Tu rządzi i prosty sposób na uniknięcie skakania na plecy. I pies może dosięgnąć Ci najwyżej do pasa. Nie polecam odwracania się do dużego psa plecami, gdy szaleje. Ty jesteś jak monolit, pies szaleje. Próbuje skakać - wchodzisz schodek wyżej. Nie pozwalasz mu wejść za Tobą (zagradzasz mu drogę nogą, jeśli obawiasz się, że złapie - niedobrze!) Przy wyjątkowo opornych egzemplarzach, jeśli skacze dłużej niż 5 minut - wracasz do domu. Bez słowa, bez uprzedzenia. Robisz sobie herbatę (drinka nie polecam, bo możesz nie dotrwać do końca szkolenia:), sprawdzasz przez okienko czy się uspokoił (tzn. czy leży lub siedzi spokojnie - jeśli biega, węszy, coś gryzie, szczeka, skomli, cokolwiek... czekasz) i wychodzisz. Znów siad i kolejna próba. Owczarki to mądre psy, jeśli przeprowadzisz to na spokojnie, myślę że w ciągu kilku dni pozbędziesz się problemu przypinania smyczy. Popieram wpis mówiący, że nie wychodzisz na spacer z psem, który WCZEŚNIEJ był niegrzeczny. To nic, że wiesz że na spacerze będzie grzeczny, ten spacer ma być nagrodą, za to co zrobił wcześniej. Skoro ma ogród, to nawet tydzień bez spaceru przeżyje. 2. Sposób drugi - wszystko jest nagrodą, a największą Twoja obecność. Ponieważ pies jest kojcowy i do tego nie ma towarzysza, samo Twoje pojawienie wzbudza ekscytację. Nie trzeba jej dodatkowo pobudzać zabawami i nagrodami. W przypadku onków - najlepszy jest układ "wojskowy". Pies NIC nie robi bez komendy. Nie może sam do Ciebie podejść, nie może sam usiąść, nie może sam biegać. Przykład: Wychodzisz z domu i: 1 - do mnie, 2- siad, 3 - waruj... i siadasz. Może być na schodku:) I siedzisz przez minutę. Pies ma leżeć. Potem wstajesz Ty, dajesz komendę - wstań, dopiero wstaje pies. Przeprowadzasz go gdzieś dalej, wszystko na komendę od nowa. Komendy mogą być różne, ale chodzi o to, by pies wiedział kto tu decyduje. Jeśli idziesz do domu, dajesz komendę: Wolny. Czasem wychodzisz dosłownie w kapciach, wołasz psa - zanim sam zdąży przybiec - głaszczesz, dajesz komendę - wolny i wracasz do domu. Tak się robi "wizytację w kapciach":) uczysz psa, że możesz do niego po prostu zajrzeć, a on do Ciebie nie. 3. Metoda szokowa - sprawdza się, jeśli nie masz psa z agresją lękową. Z Twojego opisu wnioskuję, że nie. Możesz jej użyć, gdy pies próbuje kopulować. (Metoda z naprowadzeniem psa na przeszkodę, też jest dobra, ale w ogrodzie może być kłopotliwa). Musisz nieprzyjemnie zaskoczyć psa, gdy próbuje dominować. Nie umiesz gryźć, więc możesz użyć do tego np. dziecięcej trąbki rowerowej - mieści się w kieszeni, więc możesz ją mieć przy sobie. Gdy pies jest na Tobie trąbisz mu z tyłu głowy, nad karkiem - efekt murowany. Przynajmniej w przypadku moich psów - wystarczyło użyć kilka razy i po kłopocie. Moi znajomi używali też perfum. Pies ma tak czuły nos, że jakiekolwiek mocne zapachy go dezorientują a psiknięcie w nos to podwójny szok - nie dośc, że psik, to jeszcze ten smród niesamowity. I długo się utrzymuje, więc pies długo czuje smak porażki. Nie wiem czy znajomi używali swoich perfum, czy jakiś innych? Mogę zapytać przy najbliższej okazji. 4. Sposoby mechaniczne - kastracja tak, polecam zdecydowanie przy dużych psach nieprzeznaczonych do rozrodu. Halter/kantarek - tak, sama używam profilaktycznie. Chodzę na spacery z dwoma dużymi psami i 3-letnim dzieckiem. Muszę mieć 300% pewności. Psy nie wydają się cierpieć z tego powodu. Kolczatka - odradzam, nigdy nie stosowałam więc jestem przykładem, że można bez niej. 5. Towarzystwo - w przypadku psów kojcowych, z ograniczonym kontaktem z człowiekiem, polecam sprawić im towarzystwo. Nie musi być drugi duży pies, po prostu drugi pies do towarzystwa. Problem nadmiernej energii rozładuje się w większości "stadnie". Proponuję jednakże wcześniej sprawdzić, czy duży nie będzie miał pomysłu by zjeść małego:) Nie stosuj metod, w które sama nie wierzysz. Jeśli masz wrażenie, że nie podołasz, to zapewne pies to wyczuje i tylko stracisz czas. Jeśli masz szansę, skontaktuj się z kimś, kto Cię nauczy jak postępować z psem. Ja z każdym moim psem udaję się przynajmniej na cząstkowe szkolenie z behawiorystą (zaufanym). Jeśli potwierdza moje obserwacje i zatwierdza mój sposób tresury, dalej radzę sobie sama. W przeliczeniu na potencjalnie zmarnowane godziny "walki" z psem, naprawdę warto skorzystać z fachowej pomocy w początkowej fazie. Czasem wystarczy jedna podpowiedzieć, by otworzyć w głowie właściwie szufladki:) Z wpisów wnioskuję, że Ci zależy. Pies jest młody, ale ma "odpały w normie", więc spodziewam się samych sukcesów!
  15. [quote name='motyleqq']psa mam jednego, ale za to 5 kotów i każdy ma swojego :lol:[/QUOTE] haha, z tego co pamiętam - jak jeszcze miałam koty, to z nimi jest tak, że to one sobie wybierają, kogo mają na własność:P z psami jest prościej, można je kupić -Tessi kupuje się mięsem, a Tolę piłką... obie sprzedajne są jak nie wiem:) oczywiście tylko nam! Chodziło mi raczej o to, czy zauważyłyście, że psy dostosowują się do Waszych charakterów? Bo u mnie jest tak, że jeden jakby małpuje mnie, a drugi jakby męża... podlizują się nam w ten sposób i świetnie im wychodzi. Tessi doskonale wie, że ja lubię jak ona "udaje twardzielkę", więc często taka jest - zachowuje dystans wobec obcych, gardzi innymi psami na spacerze, lekceważy drażliwe sytuacje (czy ja opowiadam o sobie?) a Tola wręcz przeciwnie, jak mój mąż - zaczepia innych, odszczekuje się psom (mój mąż często odszczekuje ludziom), wariuje na widok ulubionej zabawki... A braliśmy je obie carta blanca - to u nas dokonał się ten podział, bo są z nami od drugiego miesiąca życia.
  16. No ja na szczęście nie mam takich przebojów... nikt się nie rwie z łapskami do moich psów. Do Toli może by i mieli ochotę, ale Tessi ma coś takiego w spojrzeniu, że szacun jest...:evil_lol: A nienormalne babska też mi do tej pory nie wyskakiwały, bo ja mam chyba coś takiego w spojrzeniu jak Tessi:diabloti: Pytanie do właścicieli więcej niż jednego psa - czy u Was psy są dzielone między rodzinę? Bo u mnie wiadomo - Tessi jest "moja" a Tola męża.
  17. wariatkowo - wariat wariata wariatem pogania:crazyeye: miło zajrzeć czasem i się pośmiać:eviltong:
  18. to nie kwestia zżycia z właścicielem a potrzeb psa - skoro podkopuje, to będzie to robić i później sposoby: - zmęczyć psa, żeby mu się nie chciało szukać nowych wrażeń (w moim przypadku niewykonalne) - zastosować obrożę elektroniczną - taki specjalny pastuch, który się zakłada na ogrodzenie i pies nie może podejść do samego płotu, bo zostaje porażony prądem (nie nadaje się do wszystkich psów, tylko do tych które nie boją się "twardej" korekty) - w moim przypadku działał, ale teraz używam trzeciego sposobu: - zabezpieczyć ogrodzenie - pod płotem ułożyć chodnik z kamienia, zrobić porządną podmurówkę, wkopać metalowe pręty (lub całe przęsło), które sprawią, że pies nie przejdzie na drugą stronę Trzymanie w kojcu lub na łańcuchu, to żaden sposób - to lenistwo właściciela. Jeśli macie dużo czasu dla niej - szkolenie, szkolenie, szkolenie... i zabawa, niech wie, że to właśnie za tym płotem jest najfajniej:)
  19. Nie kupuję tego typu poradników z tego samego powodu, z którego nie kupuję tych dotyczących "kreatywnych zabaw dla małego dziecka". Uważam, że warto samemu pogłówkować, poszperać w necie, popytać znajomych, by wymyślić cos ciekawego, a kupowanie tego typu literatury to strata pieniędzy. Jest wiele naprawdę interesujących książek na temat i psów, i dzieci, i miliona innych... Moge jeszcze zrozumieć, gdy totalny nowicjusz kupuje sobie poradnik dotyczący szkolenia psa. Daje to pewne poczucie bezpieczeństwa. W razie czego zawsze masz pod ręką "pomoc". Jak bardzo to złudne wrażenie wie chyba każdy, kto przeszedł w życiu przez kilka psów. Każdy pies znajdzie taką lukę, której inny swym problemem dotąd nie wypełnił:evil_lol:
  20. Kiedy moje psy miały cieczki (już nie mają, bo są po zabiegu) miewały różne dziwne odpały z agresją. W moim przypadku zadziałała komenda "siad". Jak tylko zaczynały się ekscytować na widok psa, roweru, kota... czegokolwiek... od razu ustawiałam je dupą do tego obiektu i kazałam siedzieć na tyłku ze wzrokiem wbitym we mnie. Teraz, jeśli nie są pewne, co robić same siadają i patrzą na mnie, jaka będzie decyzja. Zazwyczaj mówię tylko: dobrze, idziemy i pies już wie, że nie ma się czym podniecać. W tym przypadku będzie trudniej, bo suczka ma już 3 lata a ja pracowałam z moimi od 3 miesiąca. Ale z drugiej strony, ja miałam dwa psy a Ty masz jednego, moje są kojcowe a Twój domowy, więc masz więcej czasu na ćwiczenia - dasz radę!
  21. [quote name='cienkun']To jest nic. Ja kiedyś spuściłem na chwilę z oczu rottweilera jak kopał sobie dziury nad brzegiem Wisły i po chwili z przerażeniem stwierdziłem że nigdzie go nie ma. Wołam go rozpaczliwie mając przed oczami wyobrażenie że jakimś cudem zwiał mi i że[B] właśnie zjada kolejnego psa[/B], a on wszedł cały do korytarza prowadzącego do nory bobra. Po chwili się wygramolił cały brudny. :)[/QUOTE] cudnie:) teraz poczekam aż rzucą się na Ciebie właściciele małych piesków z żądaniem, byś wymienił wszystkie poprzednio zjedzone:roflt: kopanie dziur to piękne historie - moja córka (3,5 roku) do tej pory mieści się w jamy wykopane przez moje psy - mają manie łowienia kretów i jak tylko zobaczą kopczyk, to koniec... :diabloti:
  22. Tessi&Tola

    Barf

    [quote name='panbazyl']40+ nawet (nie wiem jak teraz, ale wcześniej 45 i 42 kg). I każdy mi zwraca uwagę, że za grube.... No nie każdy. Bo ten co rasę zna wie jak one wyglądają. Moje są mocnej kości, mają duże masywne samcze głowy. Żeber im nie widać, fakt. I tylko tyle jedzą. Raz na tydzien chodzimy tak po kilkanaście km na spacery, czasem robię im ścieżki tropowe (to bardzo psa wykańcza), mamy rzekę pod nosem, więc pływają. I jedzą tylko tyle. Nie będę im na razie zwiększać dawek, są na 1% z kawałkiem. W widełkach się mieszczą.[/QUOTE] cholewka - to tylko ja mam takie cięcie po kieszeni z moimi żarłokami:mad: A one nie pływają, nie tropią - raz dziennie przebieżka przy rowerze (tak około godziny truchcikiem) i patrolowanie terenu przez resztę czasu. Ale co to jest 10 arów dla takich psów? Tyle co nic, ledwo się rozpędzi i już płot... ehhh :obrazic:
  23. JW - imię się dostosuje w miarę potrzeb, bez obaw - pies zawsze wie, że to o niego chodzi:) Ja, przedstawiając moje psy, mówię zawsze: Teresa i Antonina - dorosły pies powinien być traktowany poważnie:evil_lol:
  24. Tessi&Tola

    Barf

    [quote name='panbazyl']rób badania raczej. Moje labki jedzą po 500 g dziennie .... a ważą tak 40+. Ruchu fakt nie mają teraz za dużo. ale powoli się ogarniam i zmieniam to.[/QUOTE] 500g na Barfie przy wadze 40 kg? To ja chyba coś źle podaję moim... Ważą 35 kg i zjadają około kg dziennie. Nie ważę co do grama. Tak plus minus 100-200g się zdarza. I też im żebra pod skórą się rysują. Może to bardziej kwestia budowy? Bo moje takie pół dogowate są, a wiadomo - dogi do okrągłych psów nie należą:)
  25. Dla mnie również wyglada na to, że wygrana jest po Twojej stronie. Pytałaś w schronisku, szukałaś w innych miejscach, byłaś w SM i na policji. Jesteś kryta. A właściciel, skoro niezaczipował i nie zgłosił zaginięcia, gdzie trzeba, może sobie teraz tylko w brodę pluć.
×
×
  • Create New...