Mam hiciora na dziś- szlam z psami po tatę do pracy, taki dłuższy spacerek. Patrzę, a z bramy wylatuje malutki szczeniaczek, taki z kilo może miał (przecisnął się w szczebelkach furtki). No to zamiast po tatę próbowałam go włożyć na plac, ale uciekał znowu. Lucek go obwąchiwał i chciał gwałcić, Kaja lizała i strofowała, jak przesadzał. No sytuacja do opanowania. Więc poszłam, dzwoniłam, ale nikt nie otwierał. No to myślę- pochodze po ulicy, bo co z tym małym zrobię. I nagle wychodzi pan z żoną, tacy starsi, z sąsiedniego domu. Mijają mnie, pani zajęta rozmową na telefonie, nawet nie patrzy na mnoie. Pan z lekka wypity, i śmieje się że on też ma szczeniaka, 4 tygodniowego, i że brakuje mi smyczy. Na to ja że to nie mój pies, tylko państwa z tamtej bramy. Na to on- aha :D I patrzę, pani skończyła rozmawiać, otwiera bramkę i wchodzi stamtąd co ten szczylek wyleciał. Potem patrzy na plac, na mnie, i krzyczy- ty, stary! To nasz pies! :D A mnie szczena opadła :evil_lol: