tomtom666
Members-
Posts
36 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by tomtom666
-
No cóż, nie pisałem prosto z mostu gdyż założyłem, że odbiorcą przekazu będzie inteligentny czytelnik... kilkanaście ostatnich postów stopniowo uświadamia mi, jak wielki błąd popełniłem. Jeśli kogoś obraziłem, było to działanie celowe :D Wracając do tematu: [url]http://www.boz.org.pl/mz/korabiewice/[/url] pierwsza tabelka, różnica między ilością psów złapanych a tych, które faktycznie przyjęto. 3300, faktycznie nie 4000 - ale brak danych z roku 2010. Są też różnice między ilością psów, które wg danych przyjęto a liczbą znajdujących się / wyadoptowanych. Po uwzględnieniu tego, uwzględnieniu psów wrzucanych przez płot, uwzględnieniu porodów na terenie schroniska - liczba psów które zginęły zapewne znacznie przekroczy 4000. Oczywiście większość z nich nie została zakopana w Korabiewicach, tylko gdzieś rzucona w lesie bądź zakopana w miejscach, które świadkowie wskazywali policji (co policja ignorowała, podobnie jak w zasadzie wszystko, co dotyczy pana G.). Niemniej na terenie Korabiewic MUSZĄ znajdować się zakopane psiaki - jest fizycznie niemożliwe, aby przy takiej ilości martwych zwierząt, część nie została zakopana na miejscu. I oczywiste jest, że pewnym ludziom nie pasuje to, żeby ktoś tych trupów szukał. Jak mocne plecy mają ci ludzie, widać w linku. Inteligentny czytelnik się tego domyśla, mniej inteligentny... no cóż.
-
O, jasne, że policja powinna się tym zająć. Ale jeszcze raz polecam lekturę odezwy posła Wrzodaka do ministra "sprawiedliwości", pana Ćwiąkalskiego: [url]http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=2388[/url] Nie wierzę, że polska policja palcem ruszy w tej sprawie. Miała już dość okazji.
-
Dżizes... o Grodeckim można - jak już ktoś wspomniał - poczytać w necie, zarówno w oficjalnych źródłach, jak i w mniej oficjalnych, np pierwszy komentarz tutaj jest doskonałym podsumowaniem: [url]http://www.brwinow24.pl/2011/04/policja-pomozcie-rozwiazac-te-sprawe/[/url] drugi komentarz też niezły: [quote] Sprawa jest powiązana . ze schroniskiem w Korabiewicach. Mechanizm działa w następujący sposób: gmina płaci za odłowienie pieska i zapewnienie im godnego życia. Póżniej przestaje się tym interesować. Jeżeli piesek zdechnie natychmiast po odłowieniu to kasa idzie do rąk hycla i szefowej schroniska. Według raportow od 2002 w schronisku brakuje jakichś 4000 zwierząt za które gminy zapłaciły miliony /średnio koło 500 zł za psa/ . pracownik schroniska pokazywał wam kochani policjanci /w 2004/ doły gdzie leżały pomordowane psy. Według niego natychmiast po odłowieniu Grodecki zabijał siekierom zwierzęta ,a następnie wyrzucali je koło dróg /ofiary wypadków/ lub wyrzucali w dołach [/quote] tu też parę ciekawostek, napisane przez samego posła Wrzodaka: [url]http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=2388[/url] Szczegóły można wygooglać, pisano o tym nie raz - fakt, że często ogólnikami. Media specjalnie Grodeckim nie chciały się zajmować, zacytuję tu dosłownie jedną dziennikarkę - "życie mi miłe". To, ile spraw przeciw niemu umarzano i jak silne dowody ignorowano - jest koszmarem samym w sobie, nie chodzi tu już o psy, ale o bezpośrednie oskarżające zeznania świadków w sprawie zabójstw ludzi. Oczywiście nie ma dowodu na to, że tam są zakopane setki bądź tysiące psów. Aby taki dowód uzyskać, trzeba kopać. Kopano przez chwilę i znaleziono, a potem sprawa zaczęła przysychać, ludzie którzy szukali takich dowodów - i je znaleźli - już tam nie wejdą. Gdzieś te 4000 psów leży, no nie? Nie sugeruję, że wszystkie są w schronisku, część jest pozakopywana gdzie indziej, ba, nawet policji pokazano gdzie - no ale żyjemy w takim kraju, w jakim żyjemy. Nikogo nie zastanawia, czemu policja nie kopie w Korabiewicach dalej i nie zabezpiecza DOWODÓW? Tym bardziej nie ma żadnego dowodu czy nawet mocnej przesłanki na to, że są tam ukryte ludzkie zwłoki bądź inne dowody nielegalnych działalności, po prostu biorąc pod uwagę to, kim jest Grodecki i jaką ma przeszłość, biorąc pod uwagę bezpośrednie zeznania świadka czy nawet świadków zeznających przeciw niemu w sprawie zabójstwa - nie zdziwiłoby mnie to.
-
[quote name='malvaaa']czytam sobie wątek,z niektórymi rzeczami się zgadzam z niektórymi nie, ale dalej czytam, czytam, a tu nagle jakieś podejrzenia o chowanie ludzkich zwłok... to chyba już lekka przesada... przystopuj troszkę bo niedługo okaże się że Szwarcowa to seryjny zabójca ludzi i gwałciciel a schron to tylko przykrywka żeby chować zwłoki pod budami, albo to ukryty cmentarz, za drobną opłatą można skremować i pochować ciało, LUDZIE LITOŚCI!!!!![/QUOTE] Gość na co dzień pracujący w schronisku i tam przebywający (i umoczony w większość "lewych" interesów których wykrycie było jedną z głównych podstaw do zamknięcia schroniska) jest podejrzany w sprawie bodajże czterech zabójstw, w kilku przypadkach zwłok nie znaleziono do tej pory. To trochę dziwne, gdy ktoś przepisuje majątek na fundację a zaraz potem ginie bez śladu, no nie? Przeglądanie akt tej sprawy to w ogóle ciekawostka sama w sobie, a dokładniej to, jak wszystko było zamiatane pod dywan, także na poziomie władz i sądownictwa. To nie fantazja, pan G. to postać, która ma bardzo nieciekawą przeszłość. Nie będę tu nic publicznie ujawniał, ale gwarantuję, że podejrzenia te są mocno uzasadnione - może i nie zwłoki, ale wiele dowodów na różnorodne nielegalne działalności, z których zakopanie setek zabitych psów to najmniejszy pikuś (no popatrz, nikt ich nie skremował, tylko zostawił dowody które teraz są odkopywane). Na terenie schronu ukrywały się też osoby poszukiwane listem gończym.
-
[quote name='santino']Nie było mnie bardzo dawno na dogomanii i dokładnie nie wiem o co tym razem toczy się bój na watku. chciałam tylko powiedzieć że jakiś czas temu byłam również w k. (razem z UlaFeta notabene) i równiez udało mi się wejśc, choć nie powiem, że łatwo było. Ale nie dość że weszłam to zabrałam 7 szczeniaków + szczenną sukę. Za jednym razem. Więc nie jest tak ze dadzą tylko jednego psa i koniec. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest tam bardzo głęboko zakorzeniona patologia. ps. I żeby nie było - broń Boże, nie chcę nikogo bronić ani nic w tym stylu. Piszę jak było i tyle.[/QUOTE] Nie no, chyba nie zabrzmiało to tak, jak miało zabrzmieć. Jest tam pani Szwarc, która trzyma wszystko pod kontrolą - ale nie jest to kontrola bezpośrednia. Szwarcowa ma silny emocjonalny wpływ na właściciela ziemi i co zechce, to zostanie tam postanowione. Ale ludzie, którzy tam teraz pracują - są skłonni do adopcji, tyle że wszystko jest filtrowane przez pryzmat Szwarcowej i jej wpływu. Jeśli kierownik wyda za dużo psów, zostanie zmieniony. Nie od razu, ale w końcu to się stanie. Tak samo jak przez jakiś czas mogła tam wchodzić Viva i PdZ, dopóki nie przegięły i nie zabrały zbyt dużej ilości psiaków i kociaków. Jak nie wierzysz, pojedź tam drugi raz i wyciągnij psa, trzeci raz i wyciągnij psa... jak dowie się o tym zbieraczka, czwarty raz nie wejdziesz. Druga rzecz o której pisałem, to pochowane (dosłownie i w przenośni) na terenie schronu dowody znęcania się nad zwierzętami, szkielety psów i innych zwierząt, są uzasadnione podejrzenia że mogą tam być też schowane zwłoki ludzkie. Wielu osobom zależy, żeby nikt kto ma jakiekolwiek rozeznanie w sprawie albo jakiekolwiek możliwości wszczęcia postępowań prawnych - nie postawił tam nogi. Viva i PdZ kilka razy doprowadziły do spraw sądowych, a w zasadzie to doprowadziły do zamknięcia tej umieralni. Trzecia rzecz - tajemniczy inwestor, któremu może zależeć na jak najszybszym opróżnieniu schronu. Podobnie jak umoczonym w niektóre ciemne sprawki ludziom tam zatrudnionym - żeby sprawę już zamknąć i żeby "przyschła". Oni z kolei bardzo by chcieli pewnie te psy wyadoptować, a zapewne jeszcze chętniej zrobić z nimi to, co z paroma tysiącami innych psów, które swego czasu "wyparowały" - a teraz odkopuje się ich resztki. Są więc tam takie trzy główne siły, żadna nie jest bezpośrednio zainteresowana poprawą losu psów, ale faktycznie nie można pisać, że nikt i nigdy żadnego psa nie zabierze. Niemniej zbieraczka ma największy wpływ na ten cały galimatias - i to jest w chwili obecnej największy problem. Jakby jakoś ją stamtąd uratować (bo ona tam strasznie cierpi, nie ma co ukrywać), adopcje poszłyby jak z płatka. Jeśli się ją od władzy nie odetnie, dalej będzie można jedynie wyrywać pojedyncze sztuki.
-
[quote name='UlaFeta']Ile razy bylam tele razy weszlam to prosze nie pisac glupot,ze nie wpuszczaja.Prosze pojechac i sie przekonac.I nie naleze do zadnej organizacji,zeby nie bylo,ze kogos bronie.[/QUOTE] I właśnie dlatego, że nie jesteś z żadnej organizacji - weszłaś. Jasne, jak ktoś przyjedzie robić za darmo, to go wpuszczą - podobnie jak przyjmą kasę. Było nie było, toną w długach i nie stać ich na pracowników z prawdziwego zdarzenia. Pewnie nawet dadzą JEDNEGO psa wyadoptować. Ale ja pisałem wyraźnie o ludziach, których nadrzędnym celem jest wyciągnięcie stamtąd zwierząt i znalezienie im kochających domów. Wszystkich zwierząt. Tacy nie są wpuszczani, nawet jeśli oferują pomoc wartą grube tysiące. Tego typu scenariusz był już w wielu innych miejscach - gdy zbieraczka miała "nóż na gardle", np groźbę eksmisji - owszem, zdarzały się pojedyncze adopcje, owszem, otwierała się na pomoc. Ba, wręcz płakała w niebogłosy i zarzekała się na wszystkie świętości, że chce się zwierzaków pozbyć. Ale jak tylko naiwniacy zrzucili się i np uregulowali długi tak, że eksmisja przestawała grozić - jednocześnie kończyły się adopcje, a zbieraczka zaczynała pomyje wylewać na głowy darczyńców.
-
[quote name='farabutto']Komentarz skromnego obserwatora do opisanych tu sytuacji jest następujący: podstawowy problem, to brak umiejętności elementarnej współpracy uczestników procesu. Prawie cała energia zużywana jest na rozproszone działania podejmowane solo, rywalizację, wykazywanie się i budowę konfliktu. To on, w końcowej fazie kładzie większość projektów. Proszę się nie obrażać.[/QUOTE] Nie kumasz. Po prostu ludzie, którzy naprawdę chcą pomóc, czyli chcą wyadoptować zwierzęta z tej umieralni - nie są tam wpuszczani. Żadne wykazywanie się czy jego brak nic tu nie mają do rzeczy, po prostu schroniskiem rządziła i dalej rządzi, pomimo zakazu wydanego przez prokuratora, tzw "zbieraczka" - osoba chora, która będzie gromadzić koło siebie maksymalną ilość zwierząt, nie dbając o ich dalsze potrzeby. Nie ma żadnego znaczenia, czy wszystkie organizacje się zbiorą razem (prawdę mówiąc już to zrobiły z fałdowanym wyjątkiem Emira, który jest patologią zbanowaną na wszystkich forach), czy będą walczyć ze sobą na kulki śnieżne - co byś nie zrobił, wszyscy którzy chcą doprowadzić do adopcji zwierząt z Korabiewic mają tam zakaz wstępu. Tam nic się nie zmieniło, postawili paru pozorantów - jakaś niby nowa organizacja, niby nowy kierownik, ale dalej jest jak było, zero adopcji i zero perspektyw na adopcję, całkowity zakaz wstępu dla każdego, kto mógłby próbować to zmienić. Jedyne co próbują zrobić, to zebrać kasę - ale nie po to, żeby zwierzęta wyadoptować, lecz aby dalej móc je wszystkie tam trzymać. Dlatego apeluję, aby ani grosza nie wysyłać do schroniska, nie dawać też żadnej pomocy materialnej typu np obroże czy coś. Jakkolwiek brzmi to okrutnie, jest to jednak jedyny sposób, aby zmusić w końcu tamtych ludzi do tego, żeby zaczęli zwierzęta wydawać. Jeśli ktoś już chce jakąś pomoc wysłać, Viva czy PdŻ wyrwały z piekła kilkadziesiąt zwierząt i trzeba je np leczyć, zaszczepić etc, to kosztuje. Każde takie zwierzę jest opisane z kosztorysem. Potrzeba też dla nich DT czy DS. A jakby kogoś interesowała praprzyczyna tego zjawiska - właściciel ziemi jest pod potężnym wpływem emocjonalnym zbieraczki.
-
[quote name='UlaFeta']Na Miau zbieraja na budy,a tu wycieczki osobiste[/QUOTE] Wycieczki osobiste? Mowa o "schronisku", w którym - jeśli porównać ilość zwierząt przyjętych i tych które faktycznie tam się znalazły - zabito parę TYSIĘCY psów. W każdej chwili podobny los może spotkać kolejne. Zbieranie w tej sytuacji na budę może się psu na przysłowiową budę zdać. Są ludzie którzy próbują stamtąd zabrać zwierzaki, mają dla nich gotowe miejsca w o wiele lepszych warunkach - ale nie są na teren schroniska wpuszczani. Są weterynarze i wolontariusze, którzy są gotowi psami się zająć - ale nie są wpuszczani. Jasne, że osoby umoczone w zabicie tych tysięcy psów, albo po prostu związane emocjonalnie z byłą kierowniczką, będą wylewać kubły pomyj na osoby, które doprowadziły do zamknięcia schronu. Jasne, że będą padały oskarżenia pod adresem osób, które doprowadziły do śmierci tych tysięcy psów - BO TE OSOBY DALEJ SPRAWUJĄ WŁADZĘ W SCHRONISKU. Sorki, jak wcześniej pisałem - priorytetem powinno być nie zakupienie budy czy dwóch, ale doprowadzenie do sytuacji, gdy setki psów będą mogły zostać stamtąd zabrane do hoteli, DT czy na domy stałe. Do sytuacji, w której wolontariusze zostaną będą mogli tam wejść. Priorytetem powinno być zabezpieczenie obecnie tam przebywających zwierząt, aby nie podzieliły losu tysięcy poprzednich. Innymi słowy, do wywalenia obecnego kierownictwa, a także doprowadzenia winnych przed sąd. Taktyka rzucania fekaliami jak widać odnosi skutek - ludzie widzą "wycieczki osobiste", jednocześnie dają się nabrać na złudny obrazek, że jedyne czego w Korabiewicach potrzeba, to zbiórka kasy - i to w sytuacji, gdy ludzie oferujący darmową pomoc wartą grube tysiące nie są tam wpuszczani.
-
[quote name='Zofia.Sasza']Niestety czipowanie wywózkom nie zapobiega. Co nie zmienia faktu, że powinno być już z dawno wykonane.[/QUOTE] Częściowo zabezpiecza, jak nie wywózkom, to zabijaniu. Nie chodzi tu o samo zaczipowanie sensu stricto, ale o to, że po takiej akcji będzie po prostu spis wszystkich psów, będzie w końcu wiadomo, ile ich jest. Jeszcze parę tygodni temu w czasie interwencji przed kamerami wyciągano spod baraku świeże psie trupy. W chwili obecnej nie ma żadnej gwarancji, że ktoś np 200 psów po prostu nie wywiezie gdzieś do lasu w nocy. I udowodnij potem, że one tam były, jak nie ma przeprowadzonej żadnej solidnej ewidencji. Tam ciągle władzę ma tak naprawdę stara ekipa, ludzie którym zależy na tym, żeby bardzo wiele rzeczy ukryć, sporo do powiedzenia ma była właścicielka, w zasadzie w dużej mierze dalej wydaje tam rozkazy - a ona z kolei zrobi wszystko, żeby żaden pies nie został wyadoptowany. Na forum zresztą jest jej fanka, każdy może sam poczytać i ocenić. Sporo osób kręciło sobie na nieszczęściu byłej właścicielki całkiem niezłe lody, przypominam że różnice między ilością psów które tam trafiły a ilością która faktycznie się obecnie znajduje idzie w tysiące - za każdego takiego psiaka była kasa, a pies potem znikał. Nie wiadomo, czy za tymi zakazami wstępu dla wszystkich porządnych organizacji nie kryje się chęć ukrycia dowodów - tam muszą być zakopane setki zwierząt, a jedna z osób współpracujących ze schroniskiem była zamieszana w sprawę kilku zabójstw, gdzie zwłok do tej pory nie odnaleziono. Obawiam się, że energia idzie w nieco złą stronę - priorytetem powinno być raczej jak najszybsze uregulowanie statusu tych zwierzaków, policzenie ich, zabezpieczenie terenu na rzecz zebrania materiału dowodowego, a także - czy raczej przede wszystkim - powinien tym byłym schroniskiem zarządzać ktoś, kto odróżnia psa od suki. I kto ma jaja, żeby natychmiast odsunąć zarówno byłą właścicielkę, jak i wszystkich byłych pracowników.
-
Pozwolę sobie dorzucić moje 3 grosze, jak sprawa wygląda z mojego punktu widzenia - zaznaczam, że są to tylko moje prywatne opinie. Po pierwsze, Korabiewice przez długi czas były prawdopodobnie po prostu pralnią kasy. Wszystko wskazuje na to, że wyglądało to tak: łapało się psa, za co do odpowiednich ludzi szły grube pieniądze, pies trafiał do Korabiewic, łopatą przez łeb i po sprawie. Szkielety psów odkopane w Korabiewicach miały uszkodzone uderzeniami czaszki. Ilość zabitych tam psów idzie prawdopodobnie w tysiące, biorąc pod uwagę różnicę pomiędzy tym co na papierze przyjęto a tym, co tam zostało. Potem sprawą zajęła się Viva, doprowadzając w końcu po latach do sytuacji, gdy w końcu schronisko zamknięto. I co się okazuje? Do opieki zostaje przyjęty nie kto inny niż Tomasz Matkowski, który znany jest ze swojej obsesji na punkcie Vivy. Widać to zresztą zarówno po wypowiedziach tutaj, jak i po wpisie na blogu. Gość nie ma pojęcia, jak docieplić budę, nie odróżnia słomy od siana, nie wie w jakiej kolejności przeprowadzać odrobaczanie i odpchlenie, zwierzętami zajmuje się od tygodnia, ale jest pewność, że Vivy na teren ośrodka nie wpuści. No i faktycznie, nie wpuścił. Razem z nim pracuje tam jakiś gość, który o zwierzętach, problemach adopcyjnych czy o problemie bezdomności wie chyba jeszcze mniej (o ile to możliwe). Po tygodniu pracy pan Tomasz wylewa pomyje na Vivę, która pracowała tam przez kilka lat, w zasadzie wybudowali sporą część tego schroniska za swoje prywatne pieniądze, jednocześnie robi z siebie jakiegoś super herosa - tytana pracy i ostoję moralności, sugerując, żeby żadnej kasy Vivie i innym organizacjom nie wpłacać, bo przepiją i wydadzą pewnie na damy negocjowalnego afektu. Tylko on, Tomasz Matkowski jest jedynym człowiekiem, który się schroniskiem i psami zajmuje i zajmował, a ta Viva to wstrętna jest i tylko by kasę robiła na zwierzętach. Sprawa czipów. Zaczipowanie psów to w zasadzie jedyna gwarancja, że te psy, które tam zostały nie zostaną po prostu zabite. Pies zaczipowany to pies wprowadzony do rejestru. Są zapowiedzi, że do kwietnia schronisko ma pozostać bez jednego zwierzęcia. Nie ma fizycznej możliwości, aby w tak krótkim czasie znaleźć domy dla takiej ilości psów i kotów, zwłaszcza gdy nie usypia się ślepych miotów, przez co liczba zwierząt rośnie, a wyadoptowanie jednego psa zajmuje 48 godzin przy pomocy policji. Jedyny praktyczny sposób to po prostu zabicie tych psów, ewentualnie "wyadoptowanie" na eksperymenty do Niemiec. Temu mogłoby zapobiec zaczipowanie, no ale na miejscu była odpowiednia osoba - i żaden czip nie został założony. Obawiam się, że te zwierzęta mają po prostu zostać w ten bądź inny sposób zabite, a obecne osoby które tam pracują może i mają dobrą wolę, ale są - jak to określał wujek Stalin - "pożytecznymi idiotami". Bo doprawdy trzeba być idiotą, żeby mając pod opieką ponad 500 ciężko chorych zwierząt i zerowe doświadczenie w opiece nad nimi - nie wpuścić na teren ośrodka ludzi, którzy zajmują się opieką od kilkunastu lat.