wczoraj poznym wieczorem ,omal nie stracilismy BEKI.....:shake:....,polozylam sie na kanapie pod kocyk ,Bekunia jak zawsze obok....zaczelam przysypiac i obudzily mnie jej drgawki.....byla sztywna.....nie mogla zlapac oddechu,przebierala bezradnie lapkami ...panciu odwrocil ja i potrzasal ,ja oklepywalam.....wyplula flegme ?posiusiala sie biedna....kiedy juz wydawalo sie ,ze wszystko jest ok Bekunia zrobila sie wiotka ,zaczela lac sie przez rece.....zaczelismy ja masowac ,wszystko wrocilo do normy....byla troche poddenerwowana i chciala na dwor....noc minela spokojnie (dla niej ,ja czuwalam)....nikomu nie zycze takiego przezycia....niestety ,dzis zakrztusila sie kawaleczkiem kielbaski (tak myslimy) .....sytuacja powtorzyla sie ,ale nie bylo juz tak groznie....caly czas ja obserwujemy ...nasi weci dopiero jutro ....mam natlok mysli w glowie....tych niedobrych mysli....