Szarik jak zwykle pełen energii na weekendowych spacerach... :)
Do "pełnej radości na jego pyszczku" brakuje domku i człowieka tylko dla siebie :)
Teraz po kilku pierwszych minutach spaceru łatwiej mu już oderwać nos od nowych zapachów - posłusznie usiąść i czekać na smakołyk.
Na smyczy też jest lepiej, zaczyna dostosowywać się do tempa człowieka :)
A kilka razy spacerowaliśmy już z "przyjacielem" do którego się przyzwyczajamy... bo to w końcu rywal :), który też nie da sobie w kaszę dmuchać :)