Jump to content
Dogomania

Moli@

Members
  • Posts

    14649
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by Moli@

  1. Maluchy z mamcją do 14:30 miały wolne wyjście, bawiły się ogrodzie, „przeciąganie” pluszowego misia to największa frajda. W ferworze zabawy jedynie miś stracił kokardkę, pozostałe towarzystwo całe i zdrowe. Zabawki, na widok miseczek przestały być ważne i trzeba było biec ile sił w krótkich łapkach do drewutni. Po jedzeniu jeszcze siusianie w ogrodzie. Jadły dziś 3 razy i jeszcze 2 razy dostaną. Ale pozbierać potem to towarzystwo to zabawa, niby są wszystkie za moment już ktoś daje drapaka, szybkie, zwinne. Pierwsza do jedzenia, pierwsza do zabawy i pierwsza do ucieczki jest Doda. Teraz odpoczywają a ciotki i wujkowie buszmenią na dworze.
  2. Miałam możliwość poznać Moni i zapamiętałam kontakt z nią, jako miły, rzeczowy i co najważniejsze konstruktywny. Po pierwsze adoptowałam sunię – Łatkę, dla której domu szukała Moni. Sunia była po przejściach, jej wątek był na DOGO. W trakcie leczenia – chora trzustka, miała zrobione masę badań, które zostały mi przekazane, brała leki. Od Moni dostałam półroczny zapas pankreatyny (nie jest to tani lek). Interesowała się sunią, dzwoniła, pisała. Dziś Łatka jest zdrowa, wesoła problemy z trzustką zniknęły. Moni pomogła nam zorganizować sterylizację kotów, a nie było to całkiem proste jak się okazało i była naszą „ostatnią deską ratunku”. [B]Nie będę wypowiadać się w omawianym przez Was temacie, bo go nie znam, ale ja osobiście mam o Moni bardzo dobre zdanie.[/B]
  3. Liza bardzo pilnuje maluchy, nie pozwala innym psom wchodzić do drewutni, mogą stać w progu, gdy chcą wejść poszczekuje ostrzegawczo. Pilnuję, aby ją nie stresowały i zabieram je. Szczeniaki z matką spacerowały na razie same, niech się przyzwyczają, poznają teren. Gdy maluchy umościły się do spanka zamknęłam je a Liza już z naszymi psiakami biegała. Saba udaje, że nie widzi Lizy, nie podchodzi do niej, ale tak jest przy mnie. Nie zostawiam jeszcze dziewczyn samych bez kontroli. Liza biega z Rudką, Gabrysią, Łatką i Kubkiem. Agusia podbiega, zaczepia poszczekuje na nią, ale Liza się jej nie boi obserwuje ją baczniej.
  4. Maluchy, odpukać nie mają biegunki, widziałam jak robią kupki, w ogrodzie, w kolorze jasnego brązu rogaliki
  5. Tak, ten owczarek to Sabina, jest u nas ok., 2 miesiące znaleziona na drodze, wychudzona, poobijana, z obtarciami na skórze, łysiejąca skrajnie wycięczona. Saba zadomowiła się u nas na dobre, polubiła nas ze wzajemnością, zgodnie żyje z naszymi pozostałymi psiakami. Faworyzuje Agusię, którą znosi ze stoickim spokojem, bawi się z nią a ten mały szatan potrafi być upierdliwy i namolny [FONT=Wingdings]J[/FONT]
  6. Noc przebiegła spokojnie. Maluszki śpią, to znaczy spały obudziły się, gdy zaczęłam je głaskać. Sprawdzałam jak się czują, czy im ciepło. Maluchy siusiają poza posłaniem, w sporej odległości pod samymi drzwiami. Widziałam ślady na piachu. Mądre stworki. Liza, wystawia głowę z drewutni jak słyszy zbliżające się kroki, za każdym razem jak tam jestem to mama jest z dziećmi. Nie ucieka, nie kuli się podchodzi aby ją pogłaskać. Już po śniadaniu, wszyscy jedli z wielkim apetytem.
  7. Już się troszeczkę podszkoliłam w karmieniu/diecie szczeniaków tak to jest, co nagle to po diable
  8. To ja się dowiem... Raz w życiu, 100 lat temu miałam szczeniaka i szczerze mówiąc to nie ja pilnowałam pory posiłków ale damy radę :)
  9. Mleko z miodem nie jest złe, wymlaskały maluszki, zastanawiałam się czy budzić, tak słodko spały... Ile razy na dobę powinny dostawać posiłek?
  10. Dziewczyny zaopatrzyły także Lizę w adresówkę i gwizdek :)
  11. Dojechały Uf, ale się działo, Sabina okazała swoje niezadowolenie z przyjazdu nowej koleżanki, na dzień dobry rzuciła się na nią, musiała być zamknięta w domu. Liza nie chciała wejść na podwórko, musiałam ją wnieść, była bardzo przestraszona, całą sytuacją. Kuliła się, chowała za krzakami nie chciała jeść smakołyków. Bardzo długo nieśmiało krążyła po terenie. Takiej ilości psów na zamkniętym terenie chyba nie widziała. Nasze urwisy podbiegały do niej, oglądały, oczywiście Gabrysia, jako pierwsza usiłowała się przywitać. Maluchy zostały wypuszczone, „pochodziły” po ogrodzie i zostały odniesione do drewutni. Psy nastawione do nich przyjaźnie, obwąchiwały. Po pewnym czasie, Saba została wyprowadzona z domu na smyczy. Liza też na smycz i małymi kroczkami przedstawianie sobie panienek. Saba powarkiwała, usiłowała atakować a mała kuliła się, chowała. Sabie udało się jeszcze raz zaatakować Lizę, ale tym razem było to z jej strony pokazanie, kto tu rządzi, popchnęła ją stanowczo nosem wydając przy tym taki śmieszny dźwięk. To był ostatni atak Saby. Oczywiście była karcona, ściągana do nogi jak zachowywała się niestosownie, kiedy była grzeczna to chwalona, głaskana dostawała smakołyki. Zaryzykowałam, puściłam Sabę wolno, gdy Liza była z małymi. Saba podeszła, powąchała maluchy, polizała je. Powąchała Lizę i odeszła. Gdy zostaliśmy sami, Saba jeszcze raz była w drewutni, wąchała delikatnie machnęła ogonem i wyszła. Już po kolacji, jedli, maluszki wyjadały też mamie. Teraz śpią a Liza zwiedza teren. Biegała z Agusią i Gabrysią, nawet coś we trójkę obszczekały za płotem. Saba trzyma dystans, nie biega za Lizą. Sabę będę zabierać do domu na noc i kontrolować jej wyjścia. Jestem dobrej myśli, Sabina to odważna, zrównoważona sunia, powinno być OK. A teraz jadę po mleko od krowy
×
×
  • Create New...