Dzisiaj zaliczyliśmy spacer na Borki. Początkowo dziewczyna tylko weszła do wody, żeby się napić. Ale później dostała głupawki :eviltong: Biegała, szalała, tarzała się, kopała w piasku i wskakiwała do wody. Tylko smycz była trochę za krótka na takie wariactwa ;) Po spacerze byliśmy jeszcze na wybiegu poćwiczyć agility. Jak jej się chce, to właściwie ma opanowane wszystko prócz slalomu, chociaż lubi też pominąć huśtawkę. W pewnym momencie Fara zauważyła chyba coś za płotem, bo biegała z jednej strony na drugą, żeby zajrzeć za krzaki. W końcu stwierdziła, że to nic nie daje i po prostu wyszła z wybiegu :mad: Prześlizgnęła się między ogrodzeniem a płotkiem, stanęła przed bramką, lekko trąciła łapą i stwierdziła, że zamknięte. Na szczęście nie próbowała mocniej popchnąć ;) Jak już do niej doszłam, to uparciuch za nic nie chciał się ruszyć z powrotem na wybieg. Podrapała mnie strasznie, prawie wyszła z szelek i obroży i w końcu wygrała - wyszłyśmy z wybiegu całkiem. Potem też jeszcze upierała się na konkretny kierunek, ale dalej nie wiem, do czego ją tak ciągnęło. I nie spodziewałam się, że z niej taki uparty osioł ;)