Wszelkie kastracje przeprowadzane są u weterynarza, a nie u rzeźnika w piwnicy. I płaci za to miasto lub gmina. Podobnie jak za leczenie każdego zwierzaka. I wszelkie dokumentacje znajdują się w lecznicy i w karcie każdego schroniskowego zwierzaka.
Jak kastracja okalecza psa, przepraszam? Nie można już go użyć do produkcji kolejnych kundli to nazywa się to okaleczanie? Nic dziwnego, że największy problem z kastracją mają właśnie faceci.
Nie widzę nic złego w wydaniu psa po trzech dniach do adopcji, lepiej żeby dochodził do siebie w ciepłym domu, a nie zimnym boksie.
Tyle, nie ma po co karmić trola.