biegałem, szalałem.... :) króciutkie wakacje na wsi udane ;) Lisek był w siódmym niebie.Na kilka dni rozstał sie ze smyczą-pełna wolność :) zgadzał sie z innymi pieskami,potrafił sie bawić jak malutki szczeniaczek :) co nas bardzo ucieszyło to to że dał sobie wylizywać pyszczek i troszke nawzajem:) zupełnie nie ten piesek:) Podczas spacerku znalazł dziure wielkości piłki,reszty dokonał sam :) dlugo nie chciał wyjść ze swojego wykopaLISKA :) hahaha. Wchodząc do lasu postanowiłam go spuścić-Lisek uciekł jak szalony.Biegał jak głupol.Nie reagował na moje komendy.Myślalam ze nie już wróci..Mialam serce w gardle ale ten mały szaleniec wcale nie miał zamiaru nas opuszczać :)wyszalał sie i wrócił po chwili machając ogonem tak jak nie machał przez całe swoje życie, z patyczkiem w pyszczku. Pychol miał cały czas uśmiechniety:) wieczorem po zabawach padł jak nieżywy.. naewt kiedy obcy ludzie chcieli go pogłaskać, ledwo otworzył ślepia i dalej chrapał.nawet sie nie podniósł.można z nim było zrobić wszystko:) Tu w mieście mu tego niestety nie zapewnimy ;( jedno jest pewne- bedziemy tam sie wybierać częściej;)