Nazywają mnie Kruszynką...Żyję wśród gromady psów na podwórzu,nie mam budy, nie mam kojca.Kiedy nadchodzi noc, świat spowija ciemność i zaczyna robić się zimno, wtulamy się w siebie i darujemy wzajemnie ciepło od naszych futerek...Który z psiaków zdąży, chowa się w starej szopie bądź podkopuje dół pod nią i tam kładzie zmęczone dniem ciało. Jestem malutka, nie jestem kudłatką więc tym bardzie czują na sobie każdą kroplę deszczu czy płatki śniegu, które zimą przymarzają....Nie zawsze udaje mi się dobiec do miski z pożywieniem, moi towarzysze są silniejsi i szybsi...Kiedy podbiegam do siatki patrzę uważnie na świat, nie chcę szczekać, już i tak pozostałe psiaki hałasują..Pragnę się przytulać, jestem taką pieszczochą,że sama podstawiam główkę pod przyjazną dłoń człowieka...Nigdy nie byłam wewnątrz domu, nie znam ciepła płynącego z przytulnej atmosfery,nie znam uczucia polegiwania na kanapie,nie czułam zapachów gotującej w kuchni strawy...Tyle chciałabym jeszcze poznać...Pokochaj mnie, pozwól abym była twoją wierną przyjaciółką, towarzyszką na resztę życia...Może razem odkryjemy czym jest uczucie bezgranicznej miłości...Jestem cichutka,nie będę nikomu przeszkadzała...Przygarnij mnie tylko...O nic więcej nie proszę...Kruszynka...